Grażyna Zielińska początkowo swoją przyszłość związała z pracą w teatrze. Występowała m.in. w teatrach: Lalka w Warszawie, Dramatycznym w Wałbrzychu, czy im. Stefana Żeromskiego w Kielcach. Na ekranie regularnie zaczęła pojawiać się dopiero na początku XXI wieku. Rozpoznawalność zyskała dzięki roli Marii Zbieć w "Na dobre i na złe".
Prawdziwy przełom w jej karierze nastąpił jednak dopiero w 2006 roku, kiedy aktorce zaproponowano rolę w serialu "Ranczo". 54-letnia wówczas Zielińska miała wcielić się w babkę zielarkę Zofię. Mimo początkowych wątpliwości, ostatecznie zdecydowała się przyjąć rolę i nigdy tego nie pożałowała.
"Byłam wtedy świeżo po pięćdziesiątce, a oni chcieli, żebym zagrała babkę. Coś strasznego! No ale nie wybrzydzałam i nie wydziwiałam. Stwierdziłam, że przeczytam scenariusz i zobaczymy, co z tego wyjdzie" - opowiadała o początkach swojej przygody w rozmowie z Michałem Misiorkiem.
Grażyna Zielińska mówi wprost o emeryturze. "Marna"
Grażyna Zielińska dziś ma 72 lata i wciąż jest aktywna zawodowo. W ostatnich latach widzowie mogli ją oglądać w takich produkcjach jak: "Uwierz w Mikołaja", "Algorytm miłości" czy "Barwy szczęścia".
Ostatnio aktorka wypowiedziała się w sprawie ustawy o emeryturach dla artystów.
"Ta ustawa absolutnie nie dotyczy celebrytów, wielkich gwiazd czy artystów na wysokich etatach. To zupełnie coś innego. To ma być wsparcie dla najuboższych twórców i to nie przyznawane na zawsze, tylko na jakiś czas - co roku ma być to weryfikowane. Taka pomoc przyda się nawet aktorom, którzy grają na etatach w teatrach, bo tam naprawdę marnie płacą" - mówiła stanowczo w rozmowie z VOX FM.
Zielińska zdradziła, że choć regularnie odprowadza składki, otrzymuje dość "marną" emeryturę.
"Teatr uczciwie płacił za mnie składki, ponieważ przez lata byłam etatową aktorką. To, co grałam później w serialach, było już liczone osobno. Mogę powiedzieć, że tę emeryturę przez 40 lat ciężkiej pracy w zawodzie po prostu uczciwie wypracowałam. A mimo to jest marna" - przyznała.
"Tak marnie płaci się w prawie wszystkich teatrach w Polsce, poza niektórymi warszawskimi. Taki mamy system. Opowiadanie ludziom, że 'trzeba było płacić składki, a nie teraz jęczeć i narzekać' (...) - to jest po prostu nieprawda. Nie o to chodzi. To są bardzo krzywdzące słowa. Z samej pracy w teatrze naprawdę nie da się wyżyć" - podsumowała aktorka.












