Olga Bończyk ma za sobą dwa zakończone rozwodami małżeństwa. Nie kryje, że odkąd rozstała się z drugim mężem, cieszy się każdym dniem bycia tylko ze sobą.
"Lubię siebie, lubię spokojne, uczciwe rozmowy z własnymi myślami" - wyznała w najnowszym wywiadzie.
"Wierzę w miłość, tylko dziś miłość w moim rozumieniu ma o wiele większą pojemność i wartość. Może dlatego nie szukam jej tak, jak kiedyś? Miłość, którą rozumiem i czuję, zaczyna się we mnie" - powiedziała "Życiu na gorąco".
Żaden z ukochanych nie chciał dla niej źle
Odtwórczyni roli mecenas Olgi Paszkowskiej w "Barwach szczęścia" na każdy swój związek patrzy - to jej słowa - z serdecznością. Chce pamiętać tylko to, co dobre.
"Ja nie rozpamiętuję, nie rozdrapuję. Mam piękne wspomnienia, zwłaszcza że żaden z moich mężczyzn nie chciał dla mnie źle. Każdy starał się dawać mi jak najwięcej. A że się nie udało? Trudno. Nawet najpiękniejszy kryształowy wazon może się stłuc i nie da się już posklejać" - wyznała w rozmowie z "Vivą!".
Aktorka często słyszy pytanie, czy jest gotowa na nową miłość. Potwierdza, że na miłość zawsze jest gotowa, ale nie robi nic, by znów ją przeżyć.
"Nigdy nie byłam kobietą, która poszukuje partnera" - powiedziała w wywiadzie dla "Na żywo".
Rozumieli się bez słów, a jednak im nie wyszło
Olga była jeszcze studentką wrocławskiej Akademii Muzycznej, gdy los postawił na jej drodze Jacka Bończyka, który we Wrocławiu studiował aktorstwo.
"Budynki naszych uczelni dzielił jedynie park, mieliśmy grono wspólnych znajomych, chodziliśmy na te same imprezy. Jacek wydawał się przemiłym, ale tylko kolegą. Nasze kontakty były luźne, oboje byliśmy w innych związkach" - opowiadała "Przyjaciółce", wspominając początki związku z Jackiem.
"Z całą pewnością nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Nawet nie od drugiego" - dodała.
Kiedy na początku 1994 roku znajomi Olgi i Jacka dowiedzieli się, że aktorska para zamierza stanąć na ślubnym kobiercu 1 kwietnia, myśleli, że to primaaprilisowy żart. Ślub jednak się odbył.
Uchodzili za bardzo szczęśliwe małżeństwo, zapewniali w wywiadach, że są partnerami i przyjaciółmi, rozumieją się bez słów, nigdy się nie kłócą i wierzą, że spędzą ze sobą całe życie.
Tymczasem tuż po siódmej rocznicy ślubu podjęli niespodziewaną decyzję o rozstaniu.
Samotność jej służy
Olga Bończyk, choć rozwiodła się z Jackiem, pozostała z nim w przyjacielskiej relacji.
Aktorka próbowała po rozstaniu z pierwszym mężem ułożyć sobie życie u boku dziennikarza sportowego Tomasza Gorazdowskiego, ale i to jej małżeństwo nie przetrwało.
"W przypadku pierwszego i drugiego męża musiałam uznać swoją porażkę. Potem, gdy znów próbowałam, za każdym razem wydawało mi się, że znalazłam mężczyznę, z którym się zestarzeję. Jednak życie znów weryfikowało moje nadzieje. Miłość kończyła się, ale zamieniała w dobrą znajomość" - powiedziała "Vivie!".
Olga nie miała szczęścia do mężczyzn, ale nie ma o to pretensji do losu.
"To przecież ja ich wybierałam. Gdy potrzebowałam mężczyzn, zjawiali się w moim życiu i ja przyjmowałam ich z całym dobrodziejstwem, akceptowałam z ich wadami i zaletami, wierząc, że zostaną ze mną na całe życie" - stwierdziła na łamach "Vivy!".
Dziś mówi, że samotność jej służy.
"Odkrywam uroki życia dla siebie, gospodarowania swoim czasem tak, żeby to mnie było dobrze. A jest mi tak dobrze, że nie przeraża mnie nawet myśl, że mogłabym już zostać sama aż do końca" - wyznała w cytowanym już wywiadzie.












