Do końca życia nie ujawnił prawdy o sobie. Wyszła na jaw po jego śmierci

Zdzisław Tobiasz - niezapomniany major Wołczyk z "07 zgłoś się" - pilnie strzegł prywatności i nie opowiadał w wywiadach o tym, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami jego domu. Nie krył, że uwielbia ciszę i spokój. Każdą wolną chwilę spędzał w rodzinnych Nowych Miedzach lub u przyjaciół w Białowieży. Jego znajomi wiedzieli, że dzielił życie z innym aktorem, ale nigdy nie zdecydował się na publiczny coming out.

O tym, że Zdzisław Tobiasz był gejem, wiedziała większość jego kolegów z teatru. Aktor bardzo dbał, by informacja o jego preferencjach nie wyszła poza środowisko teatralne.

"O jego życiu prywatnym wiadomo właściwie tyle, co nic - oprócz tego, że w świecie teatralnym dla nikogo nie była tajemnicą jego homoseksualność, a środowiskowe plotki łączyły jego nazwisko z kilkoma aktorami" - twierdzi Rafał Dajbor, autor książki "07 zgłoś się. Milicyjny serial wszech czasów".

Dajbor kwestię orientacji Tobiasza poruszył też ostatnio podczas rozmowy z Barbarą Bursztynowicz, która przez wiele lat grała ze Zdzisławem w spektaklach stołecznego Teatru Ateneum. Wprost zapytał aktorkę, jak pracowało się jej z gejem.

Reklama

"W naszym teatrze nikt nie czuł się inny, orientacja nie miała znaczenia. Zdzisław Tobiasz był miłym człowiekiem, świetnym reżyserem i dobrym aktorem" - stwierdziła Bursztynowicz.

Wcale nie planował aktorstwa

Zanim w 1976 roku Zdzisław Tobiasz dostał rolę majora Wołczyka w "07 zgłoś się", mało kto kojarzył jego nazwisko z twarzą. Wszyscy za to kojarzyli je z głosem aktora.

Tobiasz był mistrzem dubbingu. To jego głosem mówili w polskich wersjach językowych bohaterowie najpopularniejszych w latach 70. seriali, m.in. Soames Forsyte z "Sagi rodu Forsyte'ów" i William Cecil z "Elżbiety, królowej Anglii".

"Lubiłem pracę w dubbingu, bo wymagała refleksu, wielkiej techniki aktorskiej, nieskazitelnej dykcji. Uwielbiałem też pracę w radiowym studiu" - wyznał pod koniec życia w rozmowie z "Życiem na gorąco".

Zdzisław Tobiasz nie krył, że w młodości wcale nie marzył o zostaniu aktorem. Dopiero gdy wkrótce po maturze dowiedział się z ogłoszenia w prasie o zapisach do szkoły teatralnej, postanowił pojechać do Łodzi i przystąpić do egzaminów.

"Poszedłem na przesłuchanie, nie bardzo wiedząc, dlaczego. Plotłem, że chcę być aktorem, bo to pozwala codziennie przeżywać coś nowego, przywdziewać różne maski" - opowiadał.

Przyjęto go na studia z zastrzeżeniem, że musi popracować nad głosem.

"Miałem głos za wysoki do postury i źle wymawiałem 'sz' i 'cz'. Ciężko pracowałem nad obniżeniem głosu, ale w końcu brzmiał tak, jak trzeba" - wspominał.

Ostatnie lata życia spędził w Skolimowie

Kiedy Leon Schiller - ulubiony profesor Zdzisława - przeniósł się z Łodzi do Warszawy, by objąć stanowisko rektora stołecznej PWST, zabrał ze sobą swoich najlepszych uczniów. Tobiasz był jednym z nich. Bez wahania zgodził się pojechać za Schillerem.

Po dyplomie aktor dostał angaż w Teatrze Ateneum, któremu - z czteroletnią przerwą - wierny był aż do przejścia na emeryturę.

Zdzisław Tobiasz nigdy nie miał ambicji zostania gwiazdą.

"Nie rozpycha się łokciami, jest skromny, pracowity, zawsze twierdzi, że wszystko można zrobić jeszcze lepiej" - napisał o nim w książce "Ludzie Teatru" Witold Sadowy.

Zdzisław i Witold, który dokonał coming outu w dniu swoich 100. urodzin, przez wiele lat się przyjaźnili. Obaj ostatnie lata spędzili w Domu Aktora Weterana w Skolimowie.

Tobiasz do końca życia nie odważył się ujawnić prawdy o sobie. Odszedł 17 października 2022 roku. Miał 96 lat.

Zgodnie z jego ostatnią wolą, spoczął w grobie rodzinnym na cmentarzu parafialnym w Rossoszycy.

Źródło: AIM
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL