Pod koniec 2025 roku pojawiły się niepokojące informacje z planu "Stranger Things". Jak podało "Daily Mail", Millie Bobby Brown miała oskarżyć 50-letniego aktora o znęcanie się i zastraszanie. Skarga została złożona przed rozpoczęciem zdjęć do ostatniego sezonu serialu. Według informatora tabloidu "było wiele stron oskarżeń". David Harbour stanowczo zaprzeczał tym doniesieniom.
Netflix wszczął wewnętrzne śledztwo, którego wyników nie ujawniono, a gdy doszło do oficjalnej premiery finałowego sezonu w Los Angeles, duet chętnie pozował razem do zdjęć. Twórcy serialu stwierdzili, że na przestrzeni lat ekipa stała się praktycznie rodziną, a jak to bywa w rodzinach, pojawiają się nieporozumienia i konflikty, które nie oznaczają jednak poważnych problemów. Twierdzili, że sprawa została zbyt rozdmuchana.
Głos zabrał także David Harbour.
Przypłacił to zdrowiem
Gdy "Daily Mail" opublikował informacje dotyczące konfliktu, David Harbour przeszedł załamanie. Już dużo wcześniej mówił o swojej chorobie afektywnej dwubiegunowej i przyznał, że w okresach silnego stresu zdarzało mu się zachowywać w sposób nieodpowiedni i chaotyczny.
"To krępujące i mam tego świadomość" - mówił w rozmowie z "Variety".
Mimo niepokojących doniesień aktor przyznał, że wciąż utrzymuje dobre relacje z młodszą koleżanką:
"Millie i ja pracujemy nad kilkoma projektami. Dziesięć lat to było za mało. Łączy nas wyjątkowa więź. Kocham ją, a ona kocha mnie".








