Katarzyna Cichopek od lat jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiej telewizji. Widzowie kojarzą ją przede wszystkim z rolą Kingi Zduńskiej w "M jak miłość", ale jej zawodowa droga dawno wyszła poza serialowy plan. Prowadzi programy, rozwija własne projekty i konsekwentnie buduje markę osobistą. W rankingu "Forbes Women" zajęła 13. miejsce, a w kategorii media, kultura i sztuka uplasowała się na 2. pozycji.
Teraz udała się na zasłużone wakacje i wraz z mężem wyruszyła w kierunku Azji.
Katarzyna Cichopek poddała się zabiegowi
Para intensywnie zwiedzała Shenzhen i Hongkong. Jak wynika z relacji prezenterki, wycieczka była całkowicie spontaniczna - bez szczegółowego planu i listy obowiązkowych atrakcji.
Największe wrażenie zrobił jednak na nich pałac Gyeongbokgung - jeden z najważniejszych zabytków Seulu. Para postanowiła też założyć tradycyjne stroje koreańskie - hanboki.
"Zwiedzanie level: królewski. Eunpyeong Hanok Village udowodniło, że tradycyjna architektura nigdy nie wychodzi z mody, a Pałac Changdeokgung przypomniał nam, że kiedyś »dom« oznaczał kilka dziedzińców i dachy ciągnące się aż po horyzont" - opisywał Maciej Kurzajewski, zachwycając się koreańską kulturą.
Korzystając z okazji, Katarzyna Cichopek poddała się zabiegowi, który - jak sama określiła - był idealnie skrojony pod nią.
"Zrobiłam zabieg, o którym marzyłam od dawna. Zaczęło się od dokładnej analizy skóry - nie na oko, tylko na sprzęcie, który pokazuje to, czego lustro nigdy ci nie powie. Nawilżenie, elastyczność, przebarwienia, głębokość zmarszczek - czarno na białym, bez litości. Na tej podstawie dobrano zabieg dosłownie pode mnie. Żadnego uniwersalnego szablonu, indywidualne podejście od pierwszej minuty. Efekt? Skóra, która oddycha i jest głęboko nawilżona. I lista kosmetyków skrojona pod moje potrzeby" - opisywała.
"Korea to stolica świata, jeśli chodzi o skincare. Koreańskie gwiazdy nie stawiają na filtry, tylko na regularność, dobrze dobrane zabiegi i konsekwencję. Będąc w Seulu, musieliśmy sprawdzić, o co chodzi z tą całą wiralową gorączką na zabiegi. Nie powiem, kto z nas cieszył się jak dziecko, ale zdradzę, że oboje wyszliśmy zadowoleni (i błyszczący)" - czytamy w opisie instagramowej rolki będącej relacją z wizyty.










