W tym roku mija pół wieku od chwili, gdy Elżbieta Starostecka dostała od Jerzego Hoffmana propozycję zagrania głównej roli w "Trędowatej". W pierwszej chwili odmówiła reżyserowi.
"Nie jestem miłośniczką tego typu literatury, więc miałam obawy, czy powinnam" - tłumaczyła po latach w wywiadzie dla "Angory".
Ostatecznie podjęła wyzwanie i zagrała Stefcię.
Nie wierzyła, że dostanie się na studia aktorskie
Elżbieta Starostecka doskonale pamięta, co sprawiło, że zdecydowała się zostać aktorką.
"Jako nastolatka obejrzałam kilka wspaniałych filmów, które zrobiły na mnie wielkie wrażenie i dostarczyły mi olbrzymich wzruszeń. Poczułam, że też chciałabym tak wzruszać ludzi" - wyznała w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
"Później przyszły konkursy recytatorskie i jeden z jurorów, Lech Zarzycki, namówił mnie, żebym zdawała do łódzkiej szkoły filmowej i teatralnej" - wspominała.
Kiedy składała dokumenty, nie wierzyła, że uda się jej dostać na studia, więc na wszelki wypadek złożyła też papiery na psychologię.
"Po latach kierunek ten ukończyła moja córka... Nie wiem, czy mogłabym uprawiać inny zawód niż aktorstwo. Dzisiaj wydaje mi się już, że nie, ale gdyby cofnąć czas, to kto wie? Tylko być może żałowałabym całe życie, że moje największe marzenie się nie spełniło" - opowiadała w cytowanym już wywiadzie.
Do Filmówki Elżbieta dostała się za pierwszym podejściem. Twierdzi, że gdy zobaczyła swoje nazwisko na liście przyjętych, nie chciała uwierzyć w swoje szczęście.
Bez wahania powiedziała "tak", gdy poprosił, żeby została jego żoną
W czasie studiów Elżbieta Starostecka występowała w spektaklach "Kabaretu starej piosenki" i studenckiego kabaretu objazdowego. Należał do nich również Włodzimierz Korcz, student Akademii Muzycznej.
"Jeździliśmy razem z próby na próbę, a w nocy on odprowadzał mnie do domu. Często staliśmy pod drzwiami do świtu" - wspominała aktorka w rozmowie z "Angorą".
"Włodek imponował mi tym, że był diametralnie różny od naszych kolegów. Był delikatny, opiekuńczy, czasem rozśmieszał mnie jak nikt, ale w zasadniczych sprawach był poważny. A dodatkowo pięknie grał na fortepianie. No i stało się - zwariowaliśmy na swoim punkcie" - wyznała, opowiadając o początkach ich związku.
Gdy pewnego letniego dnia 1965 roku Włodzimierz Korcz poprosił Elżbietę, żeby została jego żoną, ta bez wahania powiedziała mu "tak". Chcieli od razu wziąć ślub, ale sprzeciwił się temu ojciec muzyka.
"Poradził nam, żebyśmy się nie spieszyli. Stwierdził, że jeśli mamy być razem, to za dwa lata też będziemy" - tłumaczyła aktorka na łamach "Vivy!".
Idzie przez życie u boku mężczyzny ze swoich młodzieńczych marzeń
Na ślubnym kobiercu Elżbieta i Włodzimierz stanęli w 1966 roku. Pięć lat później powitali na świecie syna Kamila Jerzego, a w 1982 roku ich rodzina powiększyła się o córkę Marię.
Tuż przed urodzeniem drugiego dziecka Elżbieta Starostecka postanowiła na pewien czas zrezygnować z grania w filmach, serialach i spektaklach telewizyjnych.
"Początek lat 80. to nie był czas na granie. Nasze środowisko bojkotowało występy, trwała emigracja wewnętrzna" - opowiadała "Angorze".
Tak naprawdę nigdy nie wróciła do aktorstwa na pełny etat. W ciągu ostatniego ćwierćwiecza zagrała tylko dwie role - Krystynę Keller w serialu "Lekarze" i Eleonorę w obu częściach filmu "Uwierz w Mikołaja". Pożegnała się też z Teatrem Ateneum, któremu była wierna przez prawie 30 lat.
"Mój mąż pracuje bardzo intensywnie. Muzyka tak go pochłania, że jest daleko od prozy życia. Wszystko jest więc na mojej głowie, muszę dbać o męża i o dom" - wyznała Tomasowi Gawińskiemu z "Angory".
Największą dumą gwiazdy "Trędowatej" i jej ukochanego są dzieci i wnuczęta.
Elżbieta Starostecka i Włodzimierz Korcz świętują w tym roku diamentowe gody.
"Kiedy się w sobie zakochaliśmy, świat przestał istnieć. Byliśmy tylko my" - wspomina aktorka i dodaje, że od sześćdziesięciu lat jest bardzo szczęśliwa, bo ma u boku mężczyznę, o jakim marzyła, będąc nastolatką.







