Olivia Wilde o botoksie w Hollywood: trudno znaleźć aktorki, które wciąż potrafią ruszać twarzą
Olivia Wilde doskonale zna Hollywood z obu stron barykady. Jest znana ze swych ról, m.in. w kultowym serialu "Dr House", "Vinyl" czy "Studio", a od niedawna realizuje się również jako reżyserka ("Nie martw się, kochanie", "Szkoła melanżu").
Jej najnowszy film "Zaproszenie" zbiera świetne recenzje. Główne role w produkcji zagrali: Penélope Cruz, Seth Rogen, Edward Norton i sama Wilde. Promując swą produkcję aktorka zdradziła, jakie problemy ma przy kompletowaniu obsady.
"To interesujące, ponieważ jako reżyserka nieustannie szukam teraz aktorek, które wciąż potrafią ruszać twarzą. I uwierzcie mi, to wcale nie jest łatwe" - wyjawiła, występując w podcaście "The Run-Through with Vogue".
"Nie winię ich. Jestem częścią tej samej machiny. Podlegam dokładnie tej samej presji. Rozumiem to" - dodała jednak.
W podcaście 42-latka zwróciła też uwagę na paradoks, z jakim mierzą się współczesne gwiazdy kina.
Twarz aktora jest jego podstawowym instrumentem pracy, który na ekranie musi wyrażać skomplikowane emocje. Z drugiej strony, te same osoby muszą prezentować nieskazitelną urodę na czerwonych dywanach. To właśnie popycha artystki w stronę gabinetów medycyny estetycznej.








