Reklama

Anna Karczmarczyk nie akceptowała własnego ciała! Krytykowano jej biust i figurę!

Anna Karczmarczyk, czyli Liliana Malinowska z serialu "Tatuśkowie" i niezapomniana Ola Pietrzak z "Na dobre i na złe", jest jedną z niewielu polskich aktorek, które głośno upominają się o to, by traktować je jak... mężczyzn. - Chcę po prostu równości - mówi i dodaje, że za swoje poglądy wiele razy dostała po głowie.

Anna Karczmarczyk bardzo długo nie potrafiła zaakceptować własnego ciała. Latami wstydziła się swoich kobiecych kształtów i... dużego biustu.

- Chowałam się w wielkich bluzach. Krępowało mnie, że ktoś nie patrzy na moją twarz, tylko na dekolt. Dziś dałabym za to w dziób - wyznała na łamach "Zwierciadła".

- Spotykałam się z tekstami, że jestem za gruba, co nie pomagało w budowaniu mojego seksapilu, kobiecości. Wręcz przeciwnie... - mówiła podczas prób do programu "Dance Dance Dance", w którym wzięła udział.

Aktorka twierdzi, że dopiero niedawno pogodziła się z tym, jak wygląda.

Reklama

- Polubiłam siebie. Mam słowiańską urodę, mam taki głos, taki biust, taką figurę. Twarz dziewczynki i kobiece ciało. Śmieję się, że może gdybym urodziła się w czasach Marilyn Monroe, coś więcej dałoby się z tego "ulepić" - mówi.

Anna Karczmarczyk: Kilka szowinistek dopuściło się wobec niej... mobbingu!

Gwiazda serialu "Piękni i bezrobotni" znana jest wśród znajomych z show biznesu jako aktywistka głośno i stanowczo upominająca się o prawa kobiet, a zwłaszcza... aktorek.

- Kiedy tylko mam tę możliwość, czyli w każdym wywiadzie, mówię o nierówności płac w moim zawodzie. Koleżanki aktorki biją mi brawo, ale jakoś same zbyt często o tym nie mówią - twierdzi.

- Niech kobiety za tę samą pracę zarabiają tyle samo, ile mężczyźni, niech mają takie samo prawo do stanowienia o sobie i realizowania siebie - dodaje.

Kiedyś Anna Karczmarczyk uważała się za feministkę. Odkąd jednak poparła tzw. czarny protest, za co wylano na nią w sieci wiadra pomyj, jest - jak mówi - czujniejsza w nazywaniu siebie feministką.

- Poznałam ostatnimi czasy przynajmniej kilka szowinistek - kobiet, które dopuściły się wobec mnie mobbingu! - poskarżyła się w wywiadzie dla "Zwierciadła".

- Zagalopowałyśmy się w pojmowaniu feminizmu. Przestał być ideologią równości, stał się walką o, czasem zupełnie niepotrzebne, więcej, więcej i więcej. I modą, która niesie za sobą krzyki i hałas. Dla mnie to bez sensu - powiedziała.

Anna Karczmarczyk: Nie zależy jej, żeby wszyscy ją lubili

Aktorka, która rok temu została mamą, marzy, aby jej córeczka dorastała, a potem żyła w świecie, w którym każdy może mówić własnym głosem i decydować o sobie, swoim ciele i swojej... seksualności.

Anna Karczmarczyk deklaruje, że już od jakiegoś czasu nie dzieli ludzi według płci.

- Dzielę ich na tych, z którymi mi po drodze, i tych, z którymi nie - mówi i dodaje, że w przyjaźni płeć po prostu nie ma najmniejszego znaczenia. 

- Mam wokół siebie grono wspaniałych kobiet, które "zbierałam" już od gimnazjum. Za nic bym tej kobiecej sztamy nie oddała. Mam też starszego brata, z którym żyję w dobrej i bliskiej relacji, mam również sprawdzonego w bojach przyjaciela ze studiów - wyznała w wywiadzie.

Anna należy do osób, które ciągle szukają nowych wyzwań i słucha różnych ludzi. Liczy się z opinią osób mających coś mądrego do powiedzenia - niezależnie, jaką płeć reprezentują. Nie zależy jej przy tym, żeby wszyscy ją lubili...

- Wiele lat tłumaczyłam sobie, że nie muszę być jak zupa pomidorowa. Dzisiaj wiem, że nie każdy musi mieć mnie w ulubionym menu. Już nie mam potrzeby być słyszana przez każdego, bo sama siebie słyszę. To przyjemne uczucie - kwituje.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL