Był bożyszczem kobiet i ulubieńcem publiczności
Choć nie był klasycznym amantem pokroju Eugeniusza Bodo czy Aleksandra Żabczyńskiego, miał coś, co przyciągało kobiety jak magnes. Był dowcipny, czarujący, błyskotliwy i należał do najlepiej zarabiających artystów II Rzeczypospolitej.
Gdy w 1925 r. dołączył do zespołu legendarnego kabaretu Qui Pro Quo, niemal natychmiast wzbudził zachwyt i dołączył do grona gwiazd. Jego nazwisko gwarantowało sukces każdego przedsięwzięcia. Mówiono, że zarabiał więcej niż niejeden minister, mieszkał w eleganckim warszawskim mieszkaniu, miał samochody i regularnie bywał w najmodniejszych kurortach.
Nic dziwnego, że wielbicielek mu nie brakowało.
Zazdrosna żona wpadała do jego garderoby bez zapowiedzi
Serce komika skradła tancerka Zofia Olechnowicz. Poznał ją w Qui Pro Quo, gdy była nastolatką. Zakochał się bez pamięci, a ona nie pozostała mu dłużna. Wszystko było przeciwko temu związkowi. Jej rodzice protestowali, wiek oblubienicy nie pozwalał na legalny ślub… Ale dla chcącego nie ma nic trudnego. Dymsza wystarał się o specjalne pozwolenie i w 1929 r. para pobrała się. Ślub był cichy, a po ceremonii para zamiast na wesele zaprosiła znajomych do baru na parówki z musztardą.
Ich małżeństwo od początku nie należało jednak do najspokojniejszych. Dymsza uchodził za mężczyznę niezwykle towarzyskiego, a wokół niego stale kręciły się piękne aktorki, tancerki i wielbicielki. Warszawski świat artystyczny aż huczał od plotek o jego domniemanych romansach.
Zofia nie zamierzała jednak udawać, że niczego nie widzi. Według krążących przez lata opowieści, gdy tylko docierały do niej informacje o kolejnej "sympatii" męża, potrafiła niespodziewanie pojawić się za kulisami. Jeśli w garderobie Dymszy zastawała koleżankę z teatru, robiło się gorąco. Według krążących opowieści w ruch szła jej słynna parasolka, którą miała dyscyplinować nadmiernie adorowanego przez kobiety męża.
Jedna z anegdot głosi, że pewnego razu pojechała za nim aż do Bydgoszczy, by sprawdzić, czy gwiazdor rzeczywiście skupia się wyłącznie na pracy.
Tragedie, które zmieniły wszystko
Za kulisami kolorowego życia gwiazdora krył się jednak ogromny dramat.
Dymsza i jego żona stracili troje dzieci. Najpierw zmarła ich najstarsza córka, później bliźnięta. Aktor miał walczyć o ich życie do ostatniej chwili, oddając nawet własną krew.
Znajomi twierdzili, że te doświadczenia bardzo go zmieniły. Człowiek, który na scenie rozśmieszał tysiące widzów, prywatnie stał się bardziej wycofany i niezwykle opiekuńczy wobec rodziny.
Córki były całym jego światem
Po latach dramatów los znów się do nich uśmiechnął. Małżeństwo doczekało się czterech córek: Wisławy, Jadwigi, Janiny i Anity. Dymsza dosłownie oszalał na ich punkcie. Nazywał córki swoimi księżniczkami, uczył jazdy na łyżwach, a nawet własnoręcznie szył im buciki. Niewielu fanów wie, że tę umiejętność zdobył jeszcze jako młody chłopak.

- Jestem babskim królem - miał żartować w gronie znajomych.
Poczucie humoru odziedziczyły po nim także córki. Gdy jedna z nich usłyszała od nauczycielki, że powinna przynieść podpis ojca pod słabą oceną, miała odpowiedzieć: - Tatuś nie daje autografów. Jeden Dymszy wymieniacie na cztery mniej znanych aktorów.
Jedna decyzja zrujnowała jego karierę
Po wybuchu wojny sytuacja rodziny diametralnie się zmieniła. Dymsza występował w jawnych teatrach działających pod niemiecką okupacją. Po wojnie decyzja ta kosztowała go bardzo wiele.
Przez pewien czas nie mógł występować, a jego nazwisko zniknęło z afiszów. Widzowie jednak nie zapomnieli o swoim ulubieńcu. Stopniowo wracał do pracy i ponownie pojawiał się na scenie oraz ekranie.
Koniec życia daleki od blasku reflektorów
Pod koniec życia zdrowie zaczęło odmawiać mu posłuszeństwa. Najpierw zaczął tracić słuch, później pojawiły się objawy demencji.
Człowiek, który przez dziesięciolecia wywoływał salwy śmiechu, ostatnie lata spędził z dala od blasku reflektorów. Zmarł w 1975 roku w Domu Opieki Społecznej w Górze Kalwarii.
Choć od jego śmierci minęło już pół wieku, legenda Adolfa Dymszy wciąż pozostaje żywa. Był nie tylko królem komedii, ale także bohaterem licznych romansowych plotek, mężem trzymanym twardą ręką przez zazdrosną żonę i ojcem, dla którego rodzina była ważniejsza niż sława.
Zobacz też: Simona znowu w "M jak miłość". Aktorka potwierdziła powrót








