Reklama

Dom nad rozlewiskiem / Miłość nad rozlewiskiem / Życie nad rozlewiskiem/ Cisza nad rozlewiskiem

Pensjonat nad rozlewiskiem

Ocena
serialu
7
Dobry
Ocen: 797
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Nie można tego nazwać wypoczynkiem"

Joanna Brodzik rozpoczęła właśnie pracę na planie serialu "Życie nad rozlewiskiem", będącego kontynuacją "Domu nad rozlewiskiem" i "Miłości nad rozlewiskiem". Nam opowiada m. in. o tym, co czeka jej bohaterkę Małgosię w nowych odcinkach.

Cieszy cię powrót na plan, nad rozlewisko?

Reklama

- Cieszy bardzo. Po pierwsze dlatego, że lubię swoją pracę, a po drugie - lubię ten serial. I ze względu na specyfikę momentu w życiu, w którym się znajduję, jest to jedyna w tej chwili praca. Fajnie, że trzeci raz można wejść do tej samej rzeki.

Co tym razem czeka twoją bohaterkę Małgosię?

- Niestety, pod groźbą tortur nie mogę zdradzać sekretów. Dla mnie zaskoczeniem było to, że scenarzyści, mimo iż teraz już pracowali tylko na bazie własnej wyobraźni, nie korzystając z wątków z książek Małgosi Kalicińskiej, w sposób bardzo plastyczny utrzymują ten świat w atmosferze, która została wcześniej stworzona. I perypetie bohaterów w tej serii - co mnie też bardzo cieszy - rozkładają się na wątki, które były trochę mniej eksponowane. Te postacie są fajne i - z korzyścią dla fabuły - będą miały więcej do powiedzenia.

Podobno większość zdjęć będzie kręcona na Mazurach...

- Plenerów jak zwykle będzie mnóstwo, jeżeli tylko pogoda nam pozwoli. To zawsze była wartość dodana tego serialu.

Czy mimo tego, że jest to praca, da się wypocząć na Mazurach w trakcie kręcenia serialu?

- Pracujemy 12 godzin na dobę, więc nie można tego nazwać wypoczynkiem. Natomiast tak sobie myślę, że na pewno fajniej jest robić serial na Mazurach niż... w kopalni pod ziemią, bo jest po prostu przyjemnie. Choć bywają i trudne momenty. W zeszłym roku mieliśmy falę upałów. Pracowaliśmy w pomieszczeniach z wyłączoną lub brakującą klimatyzacją, przy zamkniętych oknach. I temperatura momentami przy włączonych lampach, dochodziła do 60 stopni. Muchy nas atakowały. I osy. Tak bywa, jak się ma kontakt z przyrodą.

Dałabyś się skusić na przeprowadzkę gdzieś na łono natury, bliżej lasu, jeziora?

- Bardzo chętnie. Pod warunkiem, że miałabym piętnaście minut do pracy (śmiech).

Skoro już jesteśmy blisko natury - którymi zmysłami odbierasz świat? Czy przywołują u ciebie jakieś wspomnienia?

- Mnóstwo miejsc, zdarzeń łączy się dla mnie z zapachami i ze smakami. To jest chyba najważniejsza część mnie. Zapach truskawek, zapach czeremchy czy mojego rodzinnego domu, czyli pieca opalanego drewnem i ciasta drożdżowego - to są dla mnie te znaki rozpoznawalne. Czasem wrażenie jest tak intensywne, że gdy gdzieś poczuję zapach, który bardzo mi się kojarzy z czymś związanym z moim życiem, to jakbym dostała ciężkim przedmiotem w głowę. Ale też jestem wzrokowcem, ze względu na specyfikę pracy operuję obrazami.

Czy w wyborach życiowych kierujesz się intuicją?

- Staram się słuchać swojej intuicji, ale z kolei intuicję zwykle proszę, żeby też wysłuchała głosu rozsądku. Myślę, że taki dwugłos, jest najzdrowszy i pozwala podejmować właściwe decyzje. Jeśli czuję się z czymś niewygodnie, staram się znaleźć dla siebie takie rozwiązanie, żeby żyć w zgodzie ze sobą. Bo w gruncie rzeczy tak naprawdę wszystko do tego się sprowadza. Jeżeli robisz to, co lubisz i znajdujesz się w miejscu, które ci odpowiada, to i twój organizm, i twoja wyobraźnia, i ty sam funkcjonujecie dobrze.

A to, że grasz tylko w jednej produkcji, to twój świadomy wybór, czy dwójka dzieci po prostu nie pozwala na większą aktywność zawodową?

- Ja zupełnie świadomie zdecydowałam o tym, żeby zanim chłopcy pójdą do przedszkola, nie przyjmować innych propozycji. Zwłaszcza że ta rola i ten serial pozwala mi egzystować przez resztę roku, opłacać rachunki i mieć czas dla dzieci. Jesienią chłopcy pójdą do przedszkola i po trzech latach dla mnie również zacznie się nowy etap w życiu. Wypuszczę swoich synów do świata i pewnie będzie to już proces nieodwracalny. Wtedy zajmę się w większym stopniu tym, co mnie interesuje. Mnie - nie mamę, tylko mnie - człowieka, mnie - aktorkę. Zobaczymy,co z tego wyniknie.

Jak Janek i Franek reagują na mamę, którą widzą w telewizji?

- Dla nich to jest zupełnie naturalne. Myślę, że oni są przekonani - zresztą zupełnie słusznie - że wszyscy ci inni ludzie, którzy pojawiają się w telewizji, są też mamusiami i tatusiami. Dla synów naturalnym jest, że moja i ich taty praca polega na robieniu filmów, które potem oglądają w telewizji. A pan doktor przychodzi ze słuchawką i to jest jego zawód.

Rozmawiała Anna Mieczkowska

Dowiedz się więcej na temat: Joanna Brodzik | Życie nad rozlewiskiem

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje