Dom nad rozlewiskiem / Miłość nad rozlewiskiem / Życie nad rozlewiskiem/ Cisza nad rozlewiskiem

Pensjonat nad rozlewiskiem

Ocena
serialu
7
Dobry
Ocen: 755
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Cisza nad rozlewiskiem": Olga Frycz: - Święta przypominają, że najważniejsza w życiu jest rodzina

Olga Frycz, czyli Marysia z "Ciszy nad rozlewiskiem", marzyła - będąc dzieckiem - o prawdziwej wielkiej i pachnącej bożonarodzeniowej choince. - W moim rodzinnym domu zawsze była sztuczna - mówi aktorka.


Reklama


Olga Frycz nie kryje, że wychowała się w domu, w którym wcale się nie przelewało. Miała 12 lat, kiedy ojciec zostawił jej mamę i pięcioro dzieci... Aktorka chętnie jednak wraca wspomnieniami do dzieciństwa, a zwłaszcza do świąt Bożego Narodzenia, jakie mama przygotowywała dla niej, jej dwóch braci i dwóch sióstr.

- Przygotować święta, gdy w domu jest tyle dzieci, wcale nie jest łatwo! Niby rwaliśmy się do pomocy, ale nie zawsze nam to wychodziło - mówi.

Olga pamięta, że tuż przed Bożym Narodzeniem w jej mieszkaniu pachniało świeżym... praniem i pastą do podłogi. Żałuje, że nie roznosił się po domu także zapach żywej choinki.

- Chyba z oszczędności zawsze mieliśmy sztuczną. Miała wystarczyć na kilka lat, ale potem i tak trzeba było ją wymienić na nową, no plastikowe igiełki się postrzępiły, choinka coraz bardziej łysiała i wyglądała żałośnie - opowiadała Olga w wywiadzie.

Serialowa Marysia z mazurskiej sagi "Nad rozlewiskiem" do końca życia nie zapomni, że jako dziecko marzyła, by w przyszłości - gdy będzie już miała własny dom i rodzinę - mieć co roku wielką i pachnącą lasem choinkę.

- Dlatego dziś zawsze taką mam - twierdzi.

Bożonarodzeniowe drzewko Olga tuż przed świętami dekoruje pięknymi ozdobami przywożonymi z całego świata. W każdym mieście, do jakiego zawita, stara się kupić choćby jedno świecidełko, które później zawiesić będzie mogła na choince.

- Tylko gwiazdę zrobiłam sama. Ze sreberka po czekoladzie - mówi.

Olga Frycz bardzo lubi święta, bo to doskonały moment, by spotkać się z najbliższymi, których często nie widzi przez cały rok. Do wigilijnego stołu zasiada z mamą, całym rodzeństwem oraz rodzinami sióstr i braci.

- Śpiewamy kolędy, gramy na pianinie, jemy przepyszną zupę grzybową, którą mama gotuje tylko raz w roku. Jest bardzo wesoło - opowiada i dodaje:

- Dobrze, że są święta, bo zawsze nam przypominają, że najważniejsza w życiu jest rodzina!

Dowiedz się więcej na temat: Olga Frycz | Cisza nad rozlewiskiem

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje