Reklama

rodzinka.pl

Ocena
serialu
8,6
Bardzo dobry
Ocen: 4633
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Serialowcy w "Listach do M."!

"Listy do M." to nowa produkcja TVN, zapowiadana jako ciepły i magiczny film z nurtu kina familijnego. Ale reżyser Mitja Okorn podkreśla, że niezwykle istotny będzie tu pierwiastek szaleństwa. W obsadzie aż roi się od gwiazd seriali. Poznaj szczegóły!

Kto oglądał serial "39 i pół", wie, jakiego rodzaju szaleństwa można się spodziewać po Mitji Okornie.

Reklama

- Ten film to opowieść wigilijna, w której znajdziemy nie tylko rodzinę i miłość, ale też dużo wariactwa, śmiechu, dziwnych charakterów, dzieci, starszych osób. Wszystko tu jest - wylicza reżyser.

- Zły święty Mikołaj i seks w pierwszej scenie.

We wspomniane dziwne charaktery wcielą się znakomici polscy aktorzy. Oczywiście nie mogło zabraknąć Tomasza Karolaka, którego Słoweniec widział w roli Mela już przy pierwszym czytaniu scenariusza.

- To pasuje do Karolaka, taki trochę zły święty Mikołaj - zachwyca się Okorn. Nie szczędzi też pochwał (w swoim specyficznym, nie zawsze cenzuralnym języku) Piotrowi Adamczykowi i Agnieszce Dygant. Reżysera najbardziej cieszy, że już w pierwszej scenie Mel w przebraniu świętego Mikołaja uprawia seks z Kariną (Agnieszka Dygant).

Ale zaraz - czy to nie miało być kino familijne?

- Oczywiście można przyjść z dziećmi, tu nie będą cycki pokazane, bo to jest niepotrzebne - wyjaśnia Mitja Okorn.

Królowa Śniegu i małe cuda Natomiast to, na czym twórcom "Listów do M." zależy, to pokazanie losów piętnastu niezwykłych bohaterów, opowiedzenie ich wyjątkowych historii, które przytrafiają się w dość magicznym okresie przed Bożym Narodzeniem.

- Perypetie kilku postaci łączą się zarówno poprzez święta, jak i przez to, że niektóre wątki się uzupełniają. Jest to ciekawy zabieg scenariuszowy - przekonuje Wojciech Malajkat, w filmie występujący jako Wojciech, mąż Małgorzaty (Agnieszka Wagner). Przy okazji zaznacza, że nie chodzi tu o żadne nadprzyrodzone moce magiczne, a o zwykłe małe cuda, kiedy ludzie przed świętami zmieniają się na lepszych.

Jedynym nawiązaniem do świata baśni może być charakter Małgorzaty, która przypomina Królową Śniegu. - Ona jest zimna, zdystansowana do wszystkich i robi wrażenie kostki lodu - opisuje swoją bohaterkę Agnieszka Wagner. Ale dodaje, że tak naprawdę to tylko pozory, ponieważ Małgorzata - spełniona bizneswoman, właścicielka radia i szefowa Mikołaja (Maciej Stuhr) - jest osobą wrażliwą, której również nie ominie przemiana.

Ucieknie z domu dziecka W życiu Wojciecha i Małgorzaty pojawi się Tosia, grana nie przez kogo innego jak Julkę Wróblewską, dziecięcą gwiazdę "M jak miłość".

- Będę dziewczynką, która w Wigilię uciekła z domu dziecka i sprytem sprawiła, że Wojciech wziął ją do siebie na święta - wyjaśnia młodziutka aktorka. Julka zdradza też, co spodobało jej się w tej roli. - Bardzo lubię łyżwy, a w tym filmie będą dwie sceny, w których jeżdżę na łyżwach.

Z kolei Katarzyna Zielińska, wcielająca się w postać Betty, przyznaje, że dla niej udział w najnowszej produkcji TVN-u to przedłużenie okresu Bożego Narodzenia, które faktycznie uznaje za magiczny czas. - Cieszę się, że teraz mogę sobie jeszcze chwilę zasmakować tych świąt, chociaż przypadają w innym miesiącu - mówi zdobywczyni Telekamery dla najlepszej aktorki. A swoją bohaterkę charakteryzuje jako optymistkę.

- Mimo że nie jest jej łatwo ze względu na skomplikowaną sytuację życiową, Betty myśli pozytywnie i stara się być dzielna.

Poleją się łzy wzruszenia Żeby nie nasycić do końca ciekawości widzów, pozostawmy na razie resztę wątków w tajemnicy. Warto natomiast wymienić pozostałych aktorów, których nazwiska gwarantują sukces produkcji: Beata Tyszkiewicz, Roma Gąsiorowska, Katarzyna Bujakiewicz, Leonard Pietraszak oraz Paweł Małaszyński.

W obsadzie znalazł się także świetny Kuba Jankiewicz, którego obecnie możemy oglądać jako Karola w "Chichocie losu". Słoweniec Mitja Okorn ma nadzieję, że kiedy widzowie w listopadzie obejrzą film, będą na nim płakać. Bo choć większość fabuły ma śmieszyć swoim szaleństwem, to końcówka powinna chwytać za serce. - Lubię, jak ludzie płaczą w kinie.

Chciałbym, żeby na "Listach do M." wzruszyli się do łez - wyznaje reżyser.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje