Ten serial od lat podbija serca fanów. W ósmym sezonie będą szokujące zmiany
Ten serial od lat podbija serca fanów. W ósmym sezonie będą szokujące zmiany - nie zobaczymy popularnych postaci.
Kilkanaście dni po zakończeniu zdjęć do siódmego sezonu "Virgin River" Netflix podjął decyzję o wznowieniu serialu na dziesięcioodcinkowy ósmy sezon. Oznacza to, że dramat pobił kolejny rekord i stał się najdłużej emitowaną fabularną produkcją platformy w historii - wcześniej do najdłuższych seriali Netfliksa należały "Grace i Frankie", "Orange is the New Black", "Elite".
Serial od lat należy do najpopularniejszych produkcji platformy. W czwartek, 12 marca, zadebiutował siódmy sezon. Nie tylko rozpoczął się szokującymi wydarzeniami, ale również... zakończył. Jak donosi serwis Deadline, w tym sezonie pożegnaliśmy się z dwiema ważnymi postaciami.
W ósmym sezonie nie zobaczymy Marco Grazziniego, który wcielał się w serialowego Mike'a. Końca dobiegł również jego związek z Bree. Z kolei aktorką, której zabraknie w ósmej serii jest Lauren Lauren Hammersley - Charmaine. To nie jedyne zmiany, jakie będą czekać na bohaterów.
Jak donosi serwis Deadline, Muriel (Teryl Rothery) połączy silna więź z ojcem Mel, dowiemy się, co spotka Brady'ego, a sam sezon ma rozpocząć się przeskokiem czasowym. Zdjęcia do najnowszej odsłony hitu mają rozpocząć się 22 kwietnia i potrwać do sierpnia 2026 roku.
"Virgin River" powstał na podstawie powieści Robyn Carr. To historia pogrążonej w żałobie pielęgniarki. Kobieta przenosi się do małego miasteczka w północnej Kalifornii i zaczyna życie od nowa. Mel i jej najbliżsi z Virgin River wspólnie mierzą się z codziennymi problemami. Choć najważniejszym wątkiem są losy Jacka Sheridana (Martin Henderson) i Mel Monroe (Alexandra Breckenridge), to równie ważne są perypetie pozostałych mieszkańców.
Zobacz też: Epicka historia miłosna dobiega końca. To była niezła lekcja życia i przełom w karierze