Reklama

M jak miłość

Ocena
serialu
9,8
Super
Ocen: 364540
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"M jak miłość": Nagość na ekranie, czyli łóżkowe trudności

Ciało jest narzędziem pracy aktora - ta stara prawda nie zawsze znajduje odzwierciedlenie na planie filmowym. Kiedy trzeba stanąć nago przed kamerą, dla niektórych jest to bariera nie do przejścia.

- Sceny intymne są dla mnie zawsze trudne do grania. To przekraczanie fizycznych granic, jakie posiada człowiek. To krępuje i peszy. Sztuką jest zachowanie zdrowych proporcji i granic między kreowaniem bohatera, a uzewnętrznianiem intymnych przeżyć i emocji. To cienka i niebezpieczna granica - mówi Agnieszka Sienkiewicz, czyli Kasia Mularczyk z "M jak miłość".

Reklama

Dodaje, że drażnią ją sceny łóżkowe, w których kobieta ma na sobie bieliznę, gdyż przeszkadza jej na ekranie "kłamstwo, kiedy aktor się wstydzi".

Najpierw musi być chemia



- Nagość sama w sobie mnie nie drażni, ale zetknięcie z ciałem drugiego człowieka to zupełnie co innego. Dlaczego? Bo ktoś na przykład pali papierosy albo mocno się poci. A jeśli nie ma chemii między aktorami, to jest prawdziwa tragedia. Wówczas nie ma możliwości, by "odnaleźć" intymność z drugą osobą. Tuż obok pracuje operator, a w pokoju kilka metrów dalej dwadzieścia osób obserwuje, jak grasz - wspomina Liliana Głąbczyńska-Komorowska, która nie oponowała, kiedy reżyser Jerzy Kawalerowicz zaproponował jej "rozbieraną" scenę w filmie "Austeria".

Ciężko zachować powagę

Marcin Kwaśny przypomina sobie scenę w serialu "Wiadomości z drugiej ręki", kiedy to razem z Magdaleną Łaską leżał razem w łóżku.

- Magda miała zanurkować pod kołdrą w wiadomym celu, a ja miałem mieć w związku z tym błogi zachwyt na twarzy. Nurkując, łaskotała mnie przy tym nosem po udzie i zamiast zachwytu było dużo śmiechu. W końcu po paru dublach się udało. W kamerze wyszło to przekonująco, choć do niczego spektakularnego pod tą kołdrą nie doszło - opowiada aktor, lecz nie wszystkim jego kolegom po fachu jest do śmiechu, kiedy muszą rozebrać się do rosołu.

Trzeba robić swoje

Dla Michała Milowicza rozbierane sceny były dość traumatycznym przeżyciem. - Żarty operatorów, dźwiękowców i reszty ekipy oraz ich oczekiwanie: "co też się będzie za chwilę działo!" w najmniejszym nawet stopniu nie sprzyjają budowaniu romantycznej atmosfery. A tu jeszcze trzeba powtarzać niektóre ujęcia. Niełatwo jest grać takie sceny. To totalne obnażenie się i nagłe zetknięcie z zupełnie obcą materią. Nie może być jednak mowy o wstydzie, należy się przestawić na inny tor myślenia, funkcjonowania. Trzeba przestać być sobą, a mimo to robić swoje - zdradza przepis na niezawodną metodę.


ARTUR KRASICKI

Dowiedz się więcej na temat: M jak miłość

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje