Reklama

Twórca "Czterdziestolatka" dostał kosza od tancerki erotycznej!

Jerzy Gruza, twórca m. in. nieśmiertelnego "Czterdziestolatka", "Wojny domowej" i "Tygrysów Europy", cieszył się w latach 60. i 70. ubiegłego wieku opinią bon vivanta, któremu żadna kobieta nie jest w stanie się oprzeć. On sam przyznał się na łamach swych książek do kilku romansów i... niespełnionych miłostek. Jedną z dziewcząt, które dały mu kosza, była tancerka erotyczna występująca w modnym warszawskim lokalu!

Zanim Jerzy Gruza zyskał sławę jako reżyser i stał się jedną z najbarwniejszych postaci polskiego światka artystycznego drugiej połowy XX wieku, był skromnym chłopakiem kochającym filmy i... Marlenę Dietrich.

"Wychowałem się na "Błękitnym aniele" i, jako młodzieniec, zawsze nosiłem przy sobie zdjęcie Marleny z tego filmu..." - zwierzył się w jednym z wywiadów, opowiadając o swych filmowych fascynacjach.

Pewnego dnia Jerzy Gruza, który był jeszcze wtedy studentem łódzkiej filmówki, zobaczył w witrynie przed wejściem do modnego stołecznego lokalu zdjęcie półnagiej blondynki trzymającej w ręku długą cygarniczkę z papierosem... Dziewczyna z fotografii, łudząco podobna do jego idolki z młodości, zachęcała do wejścia do "Kongresowej" - restauracji słynącej ze stojącej w samym jej środku fontanny, luksusowych pań do towarzystwa siedzących na wysokich stołkach przy barze oraz... pierwszego w Warszawie prawdziwego striptizu.

Reklama

"Był to szok dla młodego człowieka, który okres dojrzewania przechodził w normach wyznaczonych przez socjalistyczne społeczeństwo... W tej pani, co się publicznie rozbierała i paliła w światłach ultrafioletowych papierosa à la Marlena, zakochałem się bez pamięci" - wyznał reżyser na łamach książki "Rok osła".

***Zobacz także***

Jerzy Gruza co wieczór przychodził do "Kongresowej" i stawał obok przejścia, którym obiekt jego westchnień wychodził na scenę.

"Była ponętna, tajemnicza i ekscytująca swoją śmiałością w eksponowaniu nagiego ciała. Przez kelnerów wnoszących na salę schabowe z kapustą podawałem jej nieśmiało bukieciki kwiatów po występie. Uśmiechała się na mój widok i znikała na zapleczu" - wspominał wiele lat później.

Jerzy Gruza dowiedział się, że striptizerka, dla której stracił głowę, była Jugosłowianką.

"Polki jeszcze wtedy nie były na tyle odważne, by występować bez majtek" - żartował.

Reżyser przez kilka miesięcy szalał z miłości do pochodzącej z Bałkanów tancerki erotycznej. W końcu jednak zrezygnował z tego - jak go określił - romansu na odległość, bo zorientował się, że kierownik "Kongresowej" ma u striptizerki większe szanse...

***Zobacz także***

Jakiś czas później Jerzego Gruzę zaczepiła na ulicy nieznajoma kobieta. Uśmiechnęła się do niego zalotnie i powiedziała: "Dobre utro".

"Miałem przed sobą jakąś babuszkę dźwigającą siatki z kartoflami, bochenkiem chleba i główką kapusty. To była moja Marlena! Przeżyłem szok. Gdzie rzęsy? Gdzie długie blond włosy? Gdzie seks? A więc to było oszustwo? Zrozumiałem, że to charakteryzacja, światło, kostium i muzyka wyczarowały dla mnie to bóstwo" - wspominał.

Jerzy Gruza opowiadał o jugosłowiańskiej striptizerce zawsze, gdy mówił o... gwiazdach show-biznesu.

"Wtedy, odarty z iluzji, załamałem się. Absolutnie nie wierzę gwiazdom! Wiem, że aktorki i piosenkarki z plakatów i zdjęć to zupełnie inne osoby niż te, którymi są naprawdę" - powiedział.

AIM

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje