Reklama

​Teresa Szmigielówna: Szpiegowski skandal zniszczył życie aktorki

Teresa Szmigielówna urodziła się 9 października 1929 roku w Kobalówce. Była absolwentką szkoły filmowej w Łodzi. Jej pierwszą rolą ekranową była Zośka Czerwiaczkowa w "Celulozie" Jerzego Kawalerowicza.

Od dzieciństwa marzyła o karierze aktorskiej. Jednak jej ojciec uważał, że jest zbyt delikatna i wrażliwa, by odnaleźć się w tym zawodzie. Za jego namową zaczęła przygotowywać się do studiów medycznych i dostała się do liceum medycznego. Pasja była silniejsza i po maturze zdecydowała się zdawać do łódzkiej filmówki. Jeszcze na studiach zagrała w "Cebulozie". 

Reklama

"Studiowałam wówczas na czwartym roku Szkoły Filmowej w Łodzi, mieszkałam z rodzicami przy ulicy Błękitnej i po zajęciach grzecznie wracałam do domu. O studenckich zabawach nawet nie myślałam, nie przelewało się. Ojciec nie do końca akceptował mój wybór, chciał, bym została lekarką" - wspominała po latach.

Wkrótce przeprowadziła się z Łodzi do Warszawy. Tam zaczęła grać na deskach teatrów oraz coraz ambitniejszych produkcjach filmowych. "Najczęściej powierzano mi role smutne, tragiczne, choć zdarzało mi się grać kobiety silne i groźne. Może wynika to z aktorskiej reguły, że osoby łagodne, do jakich się zaliczam, potrafią dobrze zagrać czarne charaktery?" - mówiła o swoich rolach Szmigielówna. Z czasem zaczęła się pojawiać również w serialach. Można ją było zobaczyć m.in. w "Podróży za jeden uśmiech", "Stawiam na Tolka Banana" oraz "Stawce większej niż życie".

Zagrała ponad 100 ról filmowych, reżyserzy ją cenili, ale nie miała szczęścia. Mówiono, że pechowo trafiają się jej duże role w małych filmach i małe w dużych. Przy tym nie potrafiła rozmawiać o pieniądzach i zarabiała znacznie mniej niż koleżanki. "Nie mam żalu do nikogo, mogę mieć pretensje jedynie do siebie, że nie potrafiłam wykłócać się o wysokość stawek. Zarabiałam o wiele mniej niż większość koleżanek. Ważniejsza od pieniędzy była moja praca, kochałam swój zawód. Grałam wyraziste bohaterki, nawet w epizodach. Czy może być coś piękniejszego i bardziej satysfakcjonującego dla aktora? Po za tym los nie każdego obdziela po równo i sprawiedliwie" - mówiła po latach aktorka.

Teresa Szmigielówna rozkochiwała w sobie widzów oraz kolegów z planu. Jej serce należało jednak do Jerzego Pawłowskiego. Słynnego szablistę poślubiła kilka lat po ekranowym debiucie. Małżeństwo nie przetrwało próby czasu. Po rozwodzie aktorka żyła skromnie, zależało jej jedynie na dobru jej syna. 

W latach 70. spadł na nią kolejny cios. Przeżyła szok, gdy okazało się, że były mąż prowadził podwójne życie. Jerzy Pawłowski został aresztowany oraz oskarżony o szpiegostwo i współpracę z CIA. Mężczyzna został skazany na 25 lat więzienia. Mówiono o tym na całym świecie. 

"Rzadko spotyka się tak szlachetnych ludzi: myśmy ją uwielbiali. Ale wydawała się strzępem człowieka. Znerwicowana, miała problemy z koncentracją. Sprawiała wrażenie osoby zaszczutej. Nigdy się nie uśmiechała" - wspominał na łamach "Gazety Wyborczej" reżyser Paweł Nowicki. Po szpiegowskiej aferze była cieniem samej siebie. Skandal odbił się nie tylko na życiu aktorki, ale również i jej syna. 

"Nasz syn świetnie rysował, chciał studiować na Akademii Sztuk Pięknych. Nazwisko Pawłowski od razu go jednak dyskwalifikowało. W stanie wojennym Piotrek trafił do karnej kompanii Ludowego Wojska Polskiego. To było koszmarne przeżycie, ale nie ma co rozpamiętywać i rozdrapywać starych ran. Najważniejsze, że poradził sobie w życiu, pomagał niepełnosprawnym maluchom, z powodzeniem trenował szermierkę, a dziś jest wziętym grafikiem" - mówiła w "Życiu na gorąco" Teresa Szmigielówna. 

Aktorka grała coraz mniejsze role. Niemal o niej zapomniano. Pod koniec lat 80. wycofała się z branży. Wróciła rolą w "Na dobre i na złe". Występowała także w serialach "Plebania", "Na Wspólnej". Ostatni raz na dużym ekranie pojawiła się w 2012 roku w filmie "Mój rower".  

W 2011 roku zamieszkała w Domu Aktora Weterana w Skolimowie. Teresa Szmigielówna zmarła 24 września 2013. Miała 83 lata. W ślady aktorki poszli jej wnukowie. Józef oraz Stefan Pawłowscy należą go grona najbardziej zapracowanych aktorów młodego pokolenia. Doskonale zdają sobie sprawę z tego, co przeszła ich rodzina. "Dziadek działał na tej samej zasadzie, co pan Kukliński i dla mnie jest bohaterem. Wiem, co nim powodowało i dlaczego się tego podjął. Wiem, że nie robił tego dla prywatnego interesu, ale m.in. dla swoich dzieci i wnuków, których miał mieć w przyszłości" - wyznał w jednym z wywiadów Józef Pawłowski. 


swiatseriali

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje