Reklama

Janosik spod samiuśkich Tater

Opowieść o polskim harnasiu, który zbójował pod Tatrami, wciąż interesuje i cieszy widzów. Niewątpliwie "Janosik" należy do tak zwanych kultowych seriali.

Polski serial o Janosiku powstawał jako kolejna już wersja ekranowych przygód legendarnego rozbójnika. Dotychczas wszystkie nakręcono na Słowacji lub w Czechosłowacji. Nic dziwnego, skoro Słowacy, zresztą nie bez racji, uważają Janosika za swojego bohatera. A zatem już na samym początku kwestia narodowości bohatera była niezwykle delikatna. W latach 70. minionego wieku w stosunkach z bratnimi krajami należało postępować niezwykle uważnie.

Swobodnie można było naśmiewać się z Austriaków czy Włochów - co ilustruje nam serial - a także innych narodów spoza obozu państw socjalistycznych. Z "braćmi" należało postępować ostrożnie. Zapewne z tych właśnie względów twórcy serialu zdobyli się na subtelną asekurację. Już w pierwszym odcinku, w scenie w lochu, gdy Janosik (Marek Perepeczko) mówi Kwiczołowi (Bogusz Bilewski) jak ma na imię, słowacki rozbójnik (Marian Łącz) przypomina sobie historię o tamtym Janosiku.

Reklama

Przekaz jest jasny: uznajemy tamtego, a ten jest nasz - za zbieżność imion i biografii nikt nie powinien mieć pretensji. W odcinku "Beczka okowity" (7) zbójnicy w obawie przed austriackimi wojskami wycofują się na Słowację, w okolicę Liptowa (Janosik do Maryny: Na Liptowie piękne koroneczki robią dla dziewuch. Wstążek ci przyniosę. Będą ci wszystkie dziewczyny we wsi zazdrościły).

Tam harnaś z kamratami ratuje chłopa batożonego przez dworskich. Dochodzi do konfliktu z siłami słowackiego dziedzica (Bernard Michalski), który w końcu osobiście wyjaśnia nieporozumienie.

Okazuje się, że słowacki dziedzic jest "ludzkim panem", a chłopa wychłostali nie z jego rozkazu nadgorliwi słudzy. Ba, "ludzki pan" zaprasza bandę na ucztę do swojego zamku, gdzie Janosika czeka miła niespodzianka. Z wycieczki na Słowację zbójnicy wracają z miłymi wspomnieniami i przekonani przez słowackiego dziedzica, że po tamtej stronie granicy panowie odpowiednio obchodzą się z poddanymi.

Harnaś

Marek Perepeczko tak przekonująco wcielił się w Janosika, że nawet rysunkowa postać w komiksie poświęconym przygodom tatrzańskiego rozbójnika miała jego twarz, choć - jak pisali ówcześni krytycy - reszta sylwetki była odwzorowaniem King Konga. Przesada ze strony rysowników była zbędna - w latach 70. wysportowany Perepeczko imponował muskulaturą i idealną sylwetką. Do czasu "Janosika" aktor nie miał na koncie głównej roli w filmie.

Zebrał natomiast dobre recenzje po zagraniu dramatycznej postaci młodego Nowowiejskiego w "Panu Wołodyjowskim", podobał się w przygodowych "Wilczych echach" w roli silnego i głupiego Aldka Piwko, wzruszał jako Malutki w serialu "Kolumbowie". A na ekranie zbójował prawie 20 lat przed awansem na harnasia. W "Popiołach" Andrzeja Wajdy wcielił się w jednego z trzech zbójców, którzy zgwałcili piękną Helenę (Pola Raksa).

Podobno do roli Nowowiejskiego Perepeczko nauczył się jazdy konnej, którą bardzo dobrze opanował. Inne źródła podają, że chociaż aktor był sprawny i wysportowany, podczas zdjęć do "Janosika" miał problemy z dosiadaniem konia, a po górach biegał "jakby miał nogi powiązane". Czy to mogło mieć wpływ na fakt, że reżyser Jerzy Passendorfer chciał zrezygnować z Perepeczki po nakręceniu ok. 20 procent materiału? Obaj zainteresowani już nie żyją, a nam pozostało poczucie, że nikt z ówczesnych aktorów nie zgrałby tak dobrze Janosika, jak Marek Perepeczko.

Jaki jest ten "nasz" Janosik? Jak na młodzieńca, który dorastał na odludziu wśród owiec, i jak na tamte czasy, ma sporo ogłady. Umie zachować się przy stole i pokazuje swoim kamratom do czego służy widelec. Nie toleruje nadużywania alkoholu. Umie czytać i pisać. Chociaż ta ostatnia umiejętność była różnie oceniana przez zbójników. Jak mówi Gąsior (Jerzy Cnota): Zadyn poządny chłop ani cytać, ani pisać nie umie. Na co odpowiada mu Kwiczoł: U nas we wsi jest poządny góral, a cytać potrafi. A w Białym Dunajcu jest ich dwóch.

Na pierwszy rzut oka Janosik jawi się jako bohater bez skazy. Ale nie jest to do końca prawda. Harnaś ma wyraźną słabość do kobiet, a w dodatku w stosunkach z nimi zachowuje się bardzo niedojrzale. Na pytanie harnasia Bardosa (Czesław Jaroszyński), czyja jest Maryna, Janosik odpowiada wykrętnie, że "taka tam ze wsi". Dlatego Bardos nie czuje żadnych hamulców i próbuje zgwałcić Marynę. Z kolei w jednej ze scen Janosik strzela uciekającemu hajdukowi w plecy, co było wbrew niepisanemu ówczesnemu kodeksowi filmowemu: pozytywny bohater nie mógł w ten sposób pozbywać się przeciwnika.

Kwestia, którą tak chętnie podejmują niektórzy liberalni politycy, że Janosik chciał tylko zabierać bogatym i rozdawać biednym, też nie jest taka jednoznaczna. Pierwsza przysięga harnasia (w serialu składał je dwukrotnie) mówi o poważniejszych intencjach: W obliczu kamratów ślubuję: stojąc na ziemi ojczystej, biednych od krzywdy bronić, bogaczy prawości uczyć, wam wierności dochować, sprawiedliwie zbójecką potęgę rozsławiać. Przysięgam ja, hetman zbójnicki. Na pewno pierwsza część tej przysięgi byłaby również dobrym programem na dzisiejsze czasy.

Janosikowa popularność nie wyszła Markowi Perepeczce na dobre w zawodowym życiu. Aktor z powodu zdjęć do serialu, które trwały 13 miesięcy (plus kilka miesięcy na udźwiękowienie), zrezygnował z etatu w Teatrze Komedia. Później ani film, ani żaden teatr nie chciał artysty, który tak przekonująco wcielił się w tatrzańskiego harnasia. Perepeczko wpadł w pułapkę, którą zaczęto nazywać "syndromem Klossa". Prawie ćwierć wieku od premiery Janosika Marek Perepeczko powrócił na ekrany już jako mężczyzna o kilkadziesiąt kilogramów cięższy, wręcz charakterystyczny, i wcielił się w postać szefa gangu w "Sarze" oraz w komendanta w pierwszym polskim sitcomie "13 posterunek".

Czytaj dalej >>>

Śwagry

To, że "Janosik" postrzegany jest jako serial komediowo-przygodowy - chociaż trup w nim ściele się gęsto (doliczyliśmy się grubo ponad setki gwałtownych zgonów), palone są wsie i gwałcone kobiety, a także nie brak tu scen chłosty i tortur - zawdzięczamy niezapomnianemu duetowi Walenty Kwiczoł (Bogusz Bilewski) i Jędruś Pyzdra (Witold Pyrkosz). Szwagrowie bez przerwy dogryzają sobie i kłócą się o miedzę. W rzeczywistości łączy ich prawdziwa męska przyjaźń oraz czuły stosunek do jadła i napitków. Bo chociaż Pyzdra dworuje sobie z Kwiczoła: Ty gozołeckę pijesz, to nie tylko rączka, ale i główka ci parcieje. Jo nie pije gozołki, i topór, i miedza są moje, to w rzeczywistości też za kołnierz nie wylewa i już w kolejnym odcinku Kwiczoł dźwiga pijanego szwagra na plecach.

Obaj aktorzy nie tylko włożyli cały swój niewątpliwy talent w realizację scenariusza, ale też dołożyli do serialu kilka własnych pomysłów. Na przykład Bogusz Bilewski wymyślił sobie i sam zrobił kozik, który nosi na szyi i dziesiątki razy odkrawa nim kawałki mięsiwa, które cały czas towarzyszy wypoczywającym zbójnikom. Natomiast Witold Pyrkosz jest pomysłodawcą sceny i kwestii z odcinka "Porwanie" (4), w której zbójnicy planują odbicie z zamku Maryny, porwanej przez murgrabiego (Marian Kociniak) z rozkazu hrabiego (Mieczysław Czechowicz). Pyzdra jako były hajduk występuje tu w roli eksperta od zamkowych zabezpieczeń i proponuje "genialny" plan dostania się do wnętrza: Do zamku podejdziemy cichuśko, cichuśko, przez jałowiec.

Potem przeskoczymy mureczek, bo furteczka jest zamknięta na kłódeczkę. Potem przendziemy przez ogródeczek do chlewiczka. Przendziemy chlewiczek, a za chlewickiem stoi drabinka, co ją tam ostawia ogrodnik. A po ty drabince wyndziemy na większy murecek i tym mureckiem cichuśko, cichuśko przeskoczymy dziedziniec, i już jesteśmy przy zamkowej ścianie. A na tej ścianie jest okno. Bez krat. Będzie wysoko na jakichś dwudziestu chłopa... Kwiczoł: Dwudziestu chłopa? To nie wliziemy. Pyzdra: Ano nie wliziemy!

Ta kwestia Pyzdry to najdłuższy monolog w "Janosiku". Widzom bardzo się spodobała i po premierze serialu często słyszało się w rozmowach owe cichuśko, cichuśko, wymyślone przez Witolda Pyrkosza. A skoro jesteśmy już przy tej długiej przemowie Pyzdry, to jest okazja wyjaśnić, że postacie z "Janosika" nie mówią góralską gwarą, a raczej mazurzą. Ta stylizacja została wymyślona na potrzeby serialu. Gdyby aktorzy faktycznie mówili góralską gwarą, niewielu ceprów by ich zrozumiało.

Bogusz Bilewski i Witold Pyrkosz prywatnie zostali w czasie zdjęć przyjaciółmi, jak Pyzdra i Kwiczoł. A i sympatia do gozałecki poza filmowym planem również nie była im obca. Jak wspomina Witold Pyrkosz, w czasie zdjęć w Pradze (tam została wybudowana jaskinia zbójców, bo we wnętrzu polskiej wytwórni nie można było rozpalić ognia!) aktorzy mieszkali w hotelu InterContinental. Kiedyś Pyrkosz z Bilewskim zjeżdżali windą z dużymi walizkami. Na jednym z pięter do windy wszedł reżyser Jerzy Passendorfer, który na widok walizek spytał aktorów, czy wyjeżdżają na niedzielę do domu. Gdy z walizek rozległ się brzęk pustych butelek, reżyser nie miał już więcej pytań.

Niezapomniany duet wystąpił jeszcze w latach 90. w serii telewizyjnych reklamówek margaryny, po której ma się "serce jak dzwon".

Baby! Hej!

Słówko "hej!" wypowiadane jest w "Janosiku" przez zbójników z radością, smutkiem albo tęsknotą. Wyraża wszelkie nastroje i zastępuje wszystkie słowa. A już szczególnie, jeśli chodzi o baby (prawdziwy rozbójnik nie używa innego słowa w odniesieniu do płci przeciwnej). Na temat powstania bab Kwiczoł ma swoją teorię. Z jednej z jego swobodnych interpretacji opowieści biblijnych dowiadujemy się, że Panbucek stworzył babę z psiego ogona.

No cóż, nie ma dowodów na tak ani na nie. Możemy tylko wierzyć w to, co sami widzieliśmy. A niewątpliwie babą numer jeden w "Janosiku" jest Maryna. Wciela się w nią niewątpliwie urocza i pięknie filmowana Ewa Lemańska. Cenzorskie czy autocenzorskie nożyczki nie pozwoliły nam podziwiać aktorki w pełnej krasie. W czasie sceny kąpieli Maryny i Janosika sfilmowano ją również topless, ale to ujęcie nie trafiło do serialu ani do zrobionego równolegle filmu kinowego. Rola Maryny jest najbardziej znacząca w dorobku Ewy Lemańskiej, która w latach 80. wyjechała za granicę.

Maryna nie jest jedyną kobietą w serialu, na której Janosik robi dobre wrażenie.

Do produkcji zaangażowano najpiękniejsze wówczas polskie aktorki. Coś iskrzy między Janosikiem a Klarysą, córką hrabiego (Anna Dymna, używająca jeszcze wtedy dwuczłonowego nazwiska Dziadyk-Dymna), która później zostaje żoną słowackiego dziedzica. Nic przeciwko podniecającemu romansowi z rozbójnikiem nie ma bratanica hrabiego Izabela (grająca w oszałamiających kreacjach Ewa Wiśniewska). Janosik robi piorunujące wrażenie na pannie młodej (Ewa Szykulska) w czasie jej wesela, a jedna ze szlachcianek (Bożena Dykiel), chociaż groźnie wymachuje szabelką, w końcu mdleje na widok harnasia.

Dla dociekliwych:

Nawet najdroższe produkcje światowego kina nie są pozbawione realizacyjnych wpadek lub ciekawych smaczków w dalekich planach. Ich tropienie stało się interesującym hobby dla wielu ludzi. W "Janosiku" również możemy doszukać się wpadek, niekonsekwencji lub branżowych ciekawostek.

We wszystkich odcinkach aura sprzyja zbójnikom i filmowcom. Coś takiego jak zima w górach w serialu praktycznie nie istnieje. Dopiero w 13. odcinku widać na zboczach niewielkie ilości śniegu.

W pierwszym odcinku Kwiczoł przynosi do jaskini trzy pary pięknych butów, zdobytych w potyczce z hajdukami. Chwali się zdobyczą Janosikowi, ale w kolejnych odcinkach żaden ze zbójników nie ma na sobie tych pięknych butów. Z kolei w 10. odcinku Maryna przebrana za mężczyznę wykrada zbójnikom porwaną przez nich dla okupu księżniczkę Ewelinę (Ewa Ciepiela). Janosik wdaje się w lesie w bójkę z "tajemniczym nieznajomym" - w tym momencie widać spod ronda kapelusza twarz dublera.

Zagadką też pozostanie, dlaczego austriacki generał w 7. odcinku zwraca się do podwładnego po rosyjsku: Kancepcja u was jest? W tymże samym 7. odcinku uważny widz wypatrzy postać reżysera Jerzego Passendorfera, który wciela się w jednego z hajduków.

Dwie role, cesarskiego oficera i kata, zagrał Cezary Julski. Początkowo oficera miał zagrać Krzysztof Litwin, który jednak uległ wypadkowi. Chociaż Cezary Julski jako kat w 10. odcinku ma część twarzy zasłoniętą czarną opaską, to i tak trudno nie rozpoznać aktora o nieprzeciętnej posturze. Kostiumolog miał zresztą problemy ze znalezieniem tak dużego oficerskiego munduru, gdy Julskiemu wypadło nagłe zastępstwo za Krzysztofa Litwina.

Warto przypomnieć jeszcze jeden fakt: w 8. odcinku w halabardnika stojącego przed zamkiem hrabiego wciela się Jerzy Bińczycki, przyszły wybitny aktor teatralny i filmowy, pamiętny Znachor i Bogumił Niechcic. Coś w tych epizodach halabardników jest. Kiedyś znany tylko wtedy swoim rodzicom i przyjaciołom Bogusław Linda w serialu "Czarne chmury" również stał z halabardą.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje