Reklama

Kultowe seriale

Ocena
serialu
8,5
Bardzo dobry
Ocen: 3687
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Anna Dymna: Piękna nie tylko na zewnątrz

Jej talent szedł w parze z oszałamiającą urodą. Rozbierane sceny wzbudzały zachwyt i oniemienie widowni. W epoce PRL-u pragnęli jej wszyscy mężczyźni...

"Najpiękniejsze piersi epoki", "Ciało anioła"

Anna Dymna nie stroniła od rozbieranych scen. Do dziś w internecie krążą jej akty. Ale ciało młodej Dymnej było dla niej zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem. Dzięki swojej urodzie obsadzana była w konkretnych rolach, nosiła łatkę seksownej, pięknej, efemerycznej.

Reklama

W jej książce biograficznej nie brakuje ilustrujących jej wdzięki nagich zdjęć. W wywiadzie dla "Claudii" pytana o to, czy miała wątpliwości, by je publikować, odpowiada:

"Akty sprzed 40 lat? Dlaczego ich pokazanie miałoby być trudną decyzją!? Nagość to jeden z elementów w moim zawodzie, oczywiście jeśli nie służy tylko temu, aby kilku więcej facetów poszło do kina czy teatru. Miałam piękne rozbierane sceny w 'Dolinie Issy', 'Barbarze Radziwiłłównie'. Oczywiście takim intymnym scenom towarzyszy zwyczajny ludzki wstyd. Ale nigdy nie robiłam histerii. Prosiłam ekipę: 'Wstydzę się trochę, więc jeśli chcecie mnie zobaczyć nago, proszę bardzo, mogę wam teraz szybko się pokazać, a podczas ujęcia, jeśli możecie, wyjdźcie...'. I na planie zostawali tylko niezbędni... Teraz? Mam ciało 62-letniej kobiety, po wielu przejściach, więc i wstyd byłby większy. Na szczęście nie muszę już się rozbierać publicznie. A te akty? Są śliczne! Cieszę się, że powstały".

W jej epoce nie było mody na ścianki, bywanie, celebrytów. Ominęła ją presja idealnej, wychudzonej sylwetki:

"Nigdy nie słyszałam: masz być szczupła, zgrabna, ładna, bo wtedy będziesz więcej warta. Byłam jaka byłam, nieśmiała, ufna i naiwna jak dziecko. Taka weszłam na aktorską drogę" - powiedziała Dymna w tym samym wywiadzie.

Dopiero po ślubie ze Zbigniewem Szotą i narodzinach pierworodnego syna Michała jej wizerunek podlotka i seksbomby zmienił się w bardziej stateczny, kobiecy, matczyny.

Kompleks pecha

Choć Anna Dymna nie może narzekać na brak szczęścia jako aktorka - zagrała kilkadziesiąt wspaniałych ról, zdobyła mnóstwo nagród i cieszy się ogromną sympatią widzów, którzy wprost ją uwielbiają - twierdzi, że całe życie prześladuje ją... pech!

Kiedyś w wywiadzie wyznała, że po śmierci Wiesława Dymnego, którego była żoną, w jej życiu nastąpiła seria nieszczęśliwych wypadków. Najpierw w ciągu pół godziny spłonęło mieszkanie, na które pracowała kilka lat, potem - kiedy kręciła film na Węgrzech - kierowca wiozący ją z Krakowa nad Balaton zasnął za kierownicą, co poskutkowało wielomiesięczną przerwą w jej zawodowym życiorysie, innym razem poniosły ją na planie filmowym konie, co z kolei skończyło się uszkodzeniem kręgosłupa i wstrząsem mózgu.

- Mam kompleks pecha - mówi aktorka. - Umieram ze strachu w samochodzie, windzie, tramwaju, samolocie. Kiedy pracowałam w teatrze i wchodziłam do garderoby, moi koledzy wzdychali z ulgą, że karetka, której sygnał właśnie słyszeli, nie jechała po mnie - opowiada.

Faktem jest, że znajomi Anny Dymnej wiele razy musieli odwiedzać ją w... szpitalu. Aktorka nigdy jednak nie straciła optymizmu i pogody ducha, z której znana jest od lat.

Serce na dłoni

Od kilkudziesięciu lat udziela się dobroczynnie. W 2003 roku założyła w Krakowie fundację "Mimo Wszystko" pomagającą osobom chorym i niepełnosprawnym, która co roku organizuje Festiwal Zaczarowanej Piosenki im. Marka Grechuty. Jego ideą jest promowanie utalentowanych wokalnie osób niepełnosprawnych. Finaliści konkursu występują na krakowskim Rynku w towarzystwie gwiazd polskiej estrady. Występy ocenia profesjonalne jury. Zwycięzcy otrzymują statuetki Zaczarowanego Ptaszka i nagrody pieniężne.

- Co roku mnóstwo artystów wspiera fundację "Mimo wszystko" w organizacji Festiwalu Zaczarowanej Piosenki. Tytuł "Przyjaciela Zaczarowanego Ptaszka" to symboliczne podziękowanie tym wszystkim, którzy bezinteresownie pomagają niepełnosprawnym wykonawcom spełniać ich marzenia i sprawiają, że ich droga na naszą scenę jest krótsza i mniej kręta - mówi Anna Dymna.

Choć nadal ma ogromne grono wielbicieli, którzy wspierają jej działalność społeczną i artystyczną, w internecie nie brakuje też anonimowych hejterów krytykujących to, co robi:

"Kiedyś usłyszałam: 'Starzeje się, dupa jej rośnie, to se szmal tak zarabia'. Gdy się dowiedzieli, że jestem wolontariuszką i nie biorę pieniędzy za swoją działalność, no to przeczytałam: 'Udaje, pcha się przed kamery, żeby mówić o tych swoich podopiecznych, że niby z niej taki anioł'. I czasem śmieją się: 'Święta Anna od downa'".

Takie głosy tylko dodają jej sił do dalszej walki o swoich podopiecznych.

***Zobacz materiały o podobnej tematyce***

swiatseriali.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje