Mija 27 lat od premiery "Rodziny zastępczej". Co słychać u serialowego Jędruli?
23 lutego 1999 roku wyemitowany został pierwszy odcinek serialu "Rodzina zastępcza". Komediowa produkcja, która nie bała się także poruszać ważnych tematów, przez dekadę przyciągała przed ekrany wielu Polaków. Jak atmosferę na planie wspomina Tomasz Dedek, którego oglądaliśmy w roli Jędruli?
Serial "Rodzina zastępcza" był emitowana w latach 1999-2009. Serial opowiadał o Annie i Jacku Kwiatkowskich (Gabriela Kownacka i Piotr Fronczewski), którzy wychowują dwójkę dzieci - Majkę (Monika Morozowska) i Filipa (Sergiusz Żymełka). W pierwszym odcinku przygarniają oni Romka (Aleksander Ihnatowicz), Elizę (Aleksandra Szwed) i Zosię (Misheel Jargalsaikhan). Gdy przenoszą się z bloku na osiedle domków jednorodzinnych, ich sąsiadami zostają majętni Alicja i Jędrzej "Jędrula" Kossoniowie (Joanna Trzepiecińska i Tomasz Dedek). Częstym gościem w ich włościach jest pełen dobrych chęci, ale niezbyt lotny posterunkowy (Jarosław Boberek).
Serial pomimo komediowej formy wielokrotnie przemycał ważne tematy. Bohaterowie w każdym z odcinków musieli zmagać się z przeróżnymi problemami życia codziennego, jednak ostatecznie udawało się ze wszystkich problemów wybrnąć, a to dzięki niesamowitej sile i wsparciu rodziny. Na przestrzeni ponad 300 odcinków wielokrotnie pojawiały się gwiazdy polskiej kinematografii wcielające się w epizodyczne role.
Tomasz Dedek zyskał ogromną popularność dzięki roli Jędruli, jednak to nie jedyna ważna kreacja w jego bogatym dorobku. Obecnie aktora można oglądać m.in. w Teatrze Komedia w spektaklu "Jak się starzeć bez godności". Sztuka jest inspirowana popularnymi podcastami i książką Magdaleny Grzebałkowskiej oraz Ewy Winnickiej.
W piątkowym wydaniu "halo tu polsat" Dedek skupił się jednak przede wszystkim na wspomnieniach dotyczących serialu, z którego zna go cała Polska.
"Na ulicy do tej pory jestem Jędrulą, ale to oczywiste po tylu latach, casus Kapitana Klossa" - wspominał aktor.
"Ostatnio spotkałem się z Krzysiem Draczem, który wszedł [na plan serialu - przyp. red.] jakby w ostatnich momentach i on powiedział, że to były najmilsze chwile jego pracy w ogóle. Tak miło i tak cudownie nie było nigdzie" - mówił.
"Ta produkcja odznaczała się tym, że było bardzo spokojnie. Mieliśmy komfortowe warunki, ponieważ pracowaliśmy w dwóch obiektach, nikt do nas nie przychodził, nikt się nie wtrącał... Bardzo dobrze przygotowani reżyserzy, szczególnie Wojtek Nowak, który tam bardzo długo pracował [...]. Mieliśmy taki komfort pracy, że w pewnym momencie przestaliśmy nawet martwić się o teksty, o sytuacje... To się działo. Myśmy się tak znali" - dodał.
Aktor zdradził również, że obsada produkcji, choć zdecydowanie zbliżyła się na planie, dziś nie ma ze sobą zbyt częstego kontaktu:
"W naszym zawodzie jest tak, że póki pracujemy jesteśmy bardzo blisko siebie. A potem się tak mijamy. Ostatnio miałem wielką przyjemność spotkania Asi w takim przedsięwzięciu, które zainicjował Jurek Gudejko, spektakl teatralny. I powiem wam, że wróciły fajne chwile i bardzo dobrze nam się pracowało".
Kilka lat temu u aktora zdiagnozowano raka prostaty. O swojej chorobie opowiedział w 2019 roku, podczas jednej z nielicznych wizyt w telewizji. Jak wówczas ujawnił, nowotwór był bardzo złośliwy. Gwiazdor musiał przejść operację, był też poddawany specjalnej terapii i przyjmował hormony. Nawet w najtrudniejszych chwilach nie chciał jednak rezygnować z aktorstwa. Jak czuje się dziś?
"To było osiem lat temu, miałem operacje, potem trzeba było przejść wszystkie etapy leczenia. [...] Nie jest to przyjemne, szczególnie skutki tych działań" - mówił w "halo tu polsat", podkreślając, że nadal jest pod opieką specjalistów i może liczyć na ogromne wsparcie najbliższych.
Zobacz też:
Za niski i za brzydki na aktora? Przez lata nie mieli dla niego litości