Krzysztof Pieczyński: skazany na aktorstwo
Pieczyński urodził się 27 marca 1957 roku w Opolu. W wywiadach często opowiadał, że na aktorstwo został niejako skazany. Żartował, że to głównie przez słabe wyniki sportowe.
Za moich czasów w liceum poważano znawców muzyki i sportowców. Chciałem brylować w obu dziedzinach, ale nie miałem szans. Musiałem zacząć pisać i recytować - opowiadał w wywiadzie dla Playboya.
Po liceum zdecydował się zatem zdawać do szkoły aktorskiej. Plan udało mu się zrealizować przy drugim podejściu - do Warszawy się nie dostał, udało się natomiast w Krakowie. W 1980 roku ukończył studia na wydziale aktorskim na PWST im. Ludwika Solskiego. Jeszcze w tym samym roku zadebiutował na małym ekranie rolą Bronka Talara w serialu Jana Łomnickiego - "Dom". Zagrał również w kilku filmach, a kreacja w "Jeziorze Bodeńskim" z 1985 roku zwróciła na niego uwagę ludzi z branży.
Wówczas, kiedy kariera Pieczyńskiego nabierała tempa, on postanowił rzucić wszystko i wyjechać do Stanów Zjednoczonych.
Każdego aktora na świecie ciągnie do Hollywood. Ja nie otrzymałem z Hollywood żadnej propozycji. Wyjechałem tam na własne ryzyko, co więcej nawet nikogo tam nie znałem. Nie znałem też języka, a mimo wszystko pragnąłem zetknąć się z tą magiczną krainą - opowiadał Stopklatce.

Wielka miłość aktora
Aktor do USA nie wyjechał sam - towarzyszyła mu żona Barbara. Pieczyński rzadko opowiada o tej relacji, wiadomo natomiast, że kobieta była pierwszą, wielką miłością aktora.
Barbara to siostra polskiej scenarzystki i reżyserki, Grażyny Treli. W tamtym czasie studiowała medycynę. Razem postanowili rzucić wszystko i jechać do USA. Tam jednak nie wszystko układało się po ich myśli, a rzeczywistość okazała się brutalna. Kariera aktora stanęła w martwym punkcie, trudno było o jakiekolwiek role. Brakowało propozycji zawodowych, a frustracja wciąż narastała.
Trudna sytuacja zawodowa wpłynęła na małżeństwo aktora. Z ukochaną Barbarą rozstał się już po... miesiącu małżeństwa. Mimo rozpadu związku, aktor nie zdecydował się na rychły powrót do kraju. W Stanach został jeszcze przez 10 lat.
Tak podsumował swój pobyt w jednym z wywiadów udzielonych Vivie:
Miałem poczucie wielkiego odizolowania. Czasem czułem się jak małpa. Ludzie patrzyli na mnie i widziałem, że są ciekawi mojej inności, nie mnie. Zagrałem tam w wielu wspaniałych sztukach teatralnych, wiem, że gdybym został, to na pewno uczestniczyłbym w projektach o wysokim poziomie, ale miałem dosyć dostosowywania się do Amerykanów - przyznał.
Zobacz też: Krzysztof Pieczyński całe życie czuje lęk przed... miłością. Dlaczego?
Powrót do kraju
Do Polski wrócił w 1995 roku i znów rzeczywistość okazała się dla niego przytłaczająca. Zupełnie nie mógł się odnaleźć w kraju, zaczął pić i w takim stanie trwał przez dwa lata.
Nie miałem siły stawiać czoła codzienności tutaj. Zacząłem pić. Nie chciałem mieć żadnego związku z rzeczywistością. Męczyłem się. Tak przeżyłem dwa lata. Daleko od siebie, zagłuszając uczucia i myśli. I nagle zrozumiałem, że umrę, jeśli będzie tak dalej - opowiadał Vivie.
Aktor otrząsnął się i już w 2000 roku zachwycił krytyków dwoma kreacjami filmowymi. Zagrał w "Daleko od okna" i "Jutro będzie niebo". Prawdziwą popularność przyniosła mu jednak rola Brunona Walickiego w serialu "Na dobre i na złe", dzięki której przypomniał o sobie widzom. Po latach jednak zrezygnował z roli, zmęczony monotonią. Zajął się teatrem oraz reżyserią i usunął się w cień.


Krzysztof Pieczyński: kontrowersyjne poglądy
Przypomniał o sobie w 2015 roku. Jednak nie stało się to za sprawą nowej roli, a kontrowersyjnych poglądów na temat Kościoła. Aktor nigdy nie krył swojego krytycznego stosunku do tej instytucji i podczas kilku swoich wizyt w studiach telewizyjnych, głośno dał wyraz tej niechęci.
Każdy mój kontakt z Kościołem katolickim jest kontaktem, w którym moja godność ludzka i moje prawa obywatelskie są deptane - powiedział na antenie TVN24. - Cywilizacja śmierci to cywilizacja, którą zbudował Kościół. To jest zatęchła atmosfera, pozbawiona pierwiastka twórczego. Ja widzę, że gospodarzem tego kraju jest Kościół katolicki... To najwyższa pora, żeby Polacy odzyskali swój kraj, ponieważ nie są gospodarzami tego kraju... Polacy muszą odzyskać ten kraj - opowiadał.
Głośnym echem obiła się w mediach również sprawa pobicia aktora. W 2018 roku między Pieczyńskim, a jednym z przechodniów doszło do bójki. Aktor zeznał, że mężczyzna zaatakował go ze względu na jego poglądy i przekonania.
Mniej boli mnie to, że zostałem pobity, ale bardziej nienawiść człowieka, który to zrobił. Zachowywał się w taki sposób, że gdyby nie obawiał się kary, prawdopodobnie by mnie zabił przekonany o własnej słuszności. Podobni do niego mają dość nienawiści, żeby nieść przed sobą krzyż i chrystianizować Europę - opowiadał po zdarzeniu.
Aktor aktywnie działa na rzecz tworzenia warunków dla rozwoju otwartego, tolerancyjnego i nowoczesnego społeczeństwa bez wpływu kleru na życie obywateli. W 2016 roku z inicjatywy Pieczyńskiego powstało Stowarzyszenie Polska Laicka.

Zobacz też: Beata Fido była zauroczona Krzysztofem Pieczyńskim!









