Jest ikoną polskiej telewizji. Gospodarz "Milionerów" kończy 60 lat

Hubert Urbański to jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich prezenterów. Zanim jednak nim został, próbował swoich sił w wielu innych zawodach, a ze studiami nie zawsze było mu po drodze! Z okazji 60. urodzin Huberta Urbańskiego, przypominamy, jak stał się ikoną polskiej telewizji!

Hubert Urbański ma nietypowe drugie imię

Hubert Urbański może pochwalić się naprawdę szerokim dorobkiem zawodowym. Zanim został jednym z najbardziej rozpoznawalnych prezenterów w Polsce, rok spędził w szkole budowlanej, pracował jako stażysta w archiwum banku PKOBP, w polskim oddziale IBM (z którego wyjechał na roczny staż do Stanów Zjednoczonych), w stolarni ojca, w pizzerii i jako cywilny pracownik w australijskiej ambasadzie! 

Dwa razy zaczynał studia - próbował swoich sił na filologii indyjskiej na Uniwersytecie Warszawskim i na Wydział Aktorski PWST w Warszawie. Z obroną też nie było mu po drodze. Został absolwentem szkoły teatralnej w 1994 roku, ale dopiero w 2004 roku obronił dyplom i otrzymał tytuł magistra. 

Reklama

Co ciekawe, jego matka była Bułgarką. To właśnie po dziadku nadano mu na drugie imię Kirył. Jest mieszanego pochodzenia - matka była z pochodzenia Bułgarką. Swoje drugie imię, Kirył, dostał po dziadku. W wywiadach często podkreślał, że ten kulturowy miks miał duży wpływ na jego osobowość i sposób patrzenia na świat. W rozmowie z magazynem "Zwykłe Życie" mówił, że bułgarski jest jego językiem i że wspomnienia związane z tym krajem - zapachy, dźwięki, ludzie - są nieodłączną częścią jego tożsamości.

Jak potoczyła się kariera Huberta Urbańskiego?

Tuż po obronie załapał się na kilka mniejszych i większych ról w polskich produkcjach. W serialu "Kasia i Tomek" zagrał doradcę podatkowego tytułowej pary, w "Królu przedmieścia" użyczył swego głosu, podobnie jak w "Barze Atlantic". Dużą rolę otrzymał dopiero w serialu "Czas honoru". Wystąpił tam jako pułkownik Mieczysław Skotnicki.

Później jego portfolio zaczęło poszerzać się o posady w mediach. Związany był z wieloma rozgłośniami, jak np. Radio ZET, Radio Kolor, Tok FM, wreszcie RMF FM. Pracę w telewizji rozpoczął od prowadzenia programu "Antena" w TVP. Następny był teleturniej "Piramida" w Polsacie, aż wreszcie w 1999 roku wygrał casting do TVN, w którym został gospodarzem reality show o Michale Wiśniewskim "Jestem, jaki jestem". Prowadził również program rozrywkowy "Dla Ciebie wszystko" oraz najdroższe reality w historii stacji TVN "Wyspa Robinson", ale przede wszystkim - teleturniej "Milionerzy", gdzie kultowym wręcz powiedzeniem stało się pytanie "definitywnie?". Warto przypomnieć jego współpracę w programach "Taniec z Gwiazdami", "Bitwa na głosy", "Voice of Poland" czy "Pytanie na śniadanie".

Jak powszechnie wiadomo, od września 2025 roku pełni funkcję gospodarza "Milionerów" w innej stacji. Cały format przeniósł się do Polsatu, a widzowie w nowych odcinkach mogą obserwować zmiany, które zaszły w konkurencjach. Uczestnicy mają teraz jedno dodatkowe koło ratunkowe - pytanie do prowadzącego, a pula nagród zmieniła wartości!

"Studio jest po takim 'facelifcie'. Moim zdaniem to jest tak, jak z dobrymi samochodami, że dobre modele takie, które przez dekady się produkuje, to muszą mieć tylko takie delikatne 'facelifty', żeby one się nie zmieniły, bo ludzie przestaną je kupować i tak samo jest z 'Milionerami'. To nie chodzi o to, żeby wszystko zmienić, tylko żeby zmienić to tak, żeby wyglądało właściwie tak samo, ale jakby tak bardziej świeżo" - tłumaczył podczas wizyty w "halo tu polsat".

Nic dziwnego, że za swoje zasługi polski prezenter został nagrodzony wieloma statuetkami. W 2000 roku zdobył Wiktora w kategorii odkrycie telewizyjne roku. Ma dwie Telekamery (2000 i 2001) w kategorii teleturnieje i gry, zaś w 2006 roku znalazł się na szóstym miejscu na liście najbardziej popularnych gwiazd polskiego show-biznesu w rankingu miesięcznika "Forbes"!

Wiedzieliście, że ma... tatuaże?

Gospodarz "Milionerów" był dwukrotnie żonaty i doczekał się czwórki pociech. Ma dwie córki z pierwszego i dwie z drugiego małżeństwa. Co ciekawe, to właśnie im poświęcił jeden ze swoich tatuaży, o których wiele osób może nie wiedzieć! Mowa o drobnych literach, wytatuowanych tuż przy palcach. Prezenter ma tam cztery litery: D, S, K i M. Każda z nich symbolizuje imię jednej z córek.

Dziś trudno wyobrazić sobie polską telewizję bez Huberta Urbańskiego. Dzięki charakterystycznemu głosowi i nienagannej dykcji szybko zdobył uznanie słuchaczy, którym cieszy się do dziś. Z okazji 60. urodzin prezentera życzymy dalszych sukcesów zawodowych!

Zobacz też: Kultowy serial dla młodzieży ma 20 lat. Nie wszyscy wspominają go dobrze

swiatseriali
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL