Dyrektorskie dole i niedole

Zmienne były losy dyrektorów w serialach połowy lat 70. Jednak nic nie przebije nominacji na to stanowisko w "Czterdziestolatku". O awansie inżyniera Karwowskiego (Andrzej Kopiczyński) zadecydował... komputer!

Reklama

W 1975 roku Telewizja Polska wyemitowała zarówno "Czterdziestolatka", jak i "Dyrektorów". Rok później widzowie mieli okazję obejrzeć "Obrazki z życia". Wymienione seriale nie tylko mogły liczyć na wielomilionową widownię, bo każdy polski serial w tamtych czasach taką miał, ale też wywoływały ogromny rezonans społeczny, dyskusje i prasowe polemiki.

"Dyrektorzy" byli tak ważni i popularni, że serial trafił do... serialu. W 14. odcinku "Czterdziestolatka" ("Sprawa Małkiewicza") jest scena na pływalni, w której dyrektor Powroźny (Ryszard Pietruski) tłumaczy Karwowskiemu, dlaczego zaczął chodzić na basen:

- Dobili mnie ci "Dyrektorzy" w telewizji. Jak sobie uświadomiłem, że losem dyrektora jest albo zawał, albo owrzodzenie dwunastnicy, a w najlepszym razie alkoholizm, to zdecydowałem się na pływanie.

Serial wyreżyserowany przez Zbigniewa Chmielewskiego broni się dziś głównie dzięki krwistym głównym bohaterom i postaciom drugoplanowym oraz znakomitej obsadzie aktorskiej.

Natomiast prezentowane w nim problemy mogą się nam wydać nieco egzotyczne.

Tezy "Dyrektorów" były jednak czytelne: socjalizm można pogodzić z nowoczesnością, wydajnością i jakością, a źródłem postępu jest ekipa Edwarda Gierka. Wiemy, jak to się wszystko skończyło.

Intrygi i donosy

Henryk Bąk, który w "Dyrektorach" grał Ludwika Wanada, pokonującego kolejne szczeble kariery zawodowej w dół, wciela się w analogiczną postać w zabawnej "Sprawie mydła" w serialu "Obrazki z życia".

Chodzi w niej o to, że systematycznie ginie mydło z toalety obok gabinetu dyrektora. Rozpętuje to prawdziwą aferę. Zwoływane są zebrania w tej sprawie, szerzą się intrygi i donosy. Znikającym mydłem zajmują się nawet media. Rozwiązanie zagadki jest zawstydzające: okazuje się, że jeden z pracowników przenosił mydło z dyrektorskiej toalety do tej, z której korzystali pozostali pracownicy, bo tam już środków higieny nie dostarczano.

Z fiacika do wołgi

Od stylu wymienionych seriali, które trąciły publicystyką i produkcyjniakiem, w kapitalny sposób odcina się "Czterdziestolatek". Serial kpi z hierarchizacji, nowomowy, pozorowanych działań i rytuałów dyrektorskiej kasty, a Stefan Karwowski zostaje przy pomocy komputera (!) wybrany na dyrektora.

Dialogi w całym serialu są wspaniałą parodią gazetowych i propagandowych frazesów. Słowa nic tu nie znaczą, są obowiązującymi kalkami i nieudolnym naśladownictwem wyszukanego stylu. Dyrektor Powroźny do płynącego obok w basenie Karwowskiego:

- Zapiszcie sobie mój adres. Na to Karwowski płynąc leniwym kraulem:

- Zapamiętam, bo nie mam przy sobie długopisu.

Karwowski jedzie w podróż służbową do Budapesztu, by wręczyć tamtemu dyrektorowi kryształ, a Węgier przekazuje Karwowskiemu prezent dla Powroźnego, którym jest identyczny kryształ.

Dola dyrektora, ukazana w serialowych scenach, nie jest lekka. Trzeba bywać, trzymać z właściwymi ludźmi, mieszkać po dyrektorsku (słynne łuki, które pojawiają się w skromnym mieszkanku Karwowskich).

Na dyrektora czyhają rozliczne i groźne choroby, sekretarki w każdej chwili gotowe na seks z przełożonym oraz cała armia zawistnych ludzi, którym nie udało się awansować.

Sąsiedzi docinają Karwowskiemu, że udaje panisko, bo przesiadł się z fiacika do wołgi z kierowcą. Na dyrektorskim synu, Marku Karwowskim, mści się nauczyciel, lecząc w ten sposób swoje kompleksy.

W drugiej serii "Czterdziestolatka" dyrektor traci swoją pozycję "oficera gospodarki". W serialu i w życiu pojawia się bowiem Pan Prezes...

aim

Dowiedz się więcej na temat: Czterdziestolatek | Seriale sprzed lat | Kultowe seriale

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje