Polski aktor zdecydował się na najtrudniejszy coming out. "To moja ścieżka"
Ignacy Liss - młody aktor znany m.in. z polsatowskich "Teściów" i nowej ekranizacji "Znachora" - usamodzielnił się wkrótce po swoich 16. urodzinach, ale nigdy tak naprawdę nie przestał być oczkiem w głowie rodziców. Dziś ma już własną rodzinę i jest świeżo upieczonym ojcem, ale nie zapomina o tych, dzięki którym, jak mówi, jest tym, kim jest.
Ignacy Liss postanowił, że zostanie aktorem na długo przed maturą. Kiedy powiedział rodzicom, że chce zdawać do stołecznej Akademii Teatralnej, byli pewni, że dostanie się na wymarzone studia.
"Powtarzali mi, że nie wolno bać się wyzwań, tylko trzeba podejmować je z determinacją i radością" - wspomina 28-latek.
Ignacy przyznaje, że był niesfornym dzieckiem.
"Chodziłem w długich włosach, dziwnych strojach, ludzie bez przerwy brali mnie za dziewczynę. Byłem taki mąciwoda. I ciągle się biłem" - opowiadał w wywiadzie dla serwisu wyborcza.pl.
"Ze dwa razy miałem złamany nos, raz rękę, raz nogę, rozbitą głowę. Do dziś mam bliznę" - dodał.
Mama, Magdalena Liss, gdy syn nie wracał do domu na czas, bała się, że ktoś zrobił mu krzywdę. Potrafił się jednak bronić, dlatego kiedy wyjechał na studia do Warszawy, nie martwiła się o niego na zapas.
To ona jako pierwsza dostrzegła, że Ignacy ma talent.
"Mieliśmy z kuzynami zespół, graliśmy na amatorskich festiwalach, gdzie zazwyczaj byliśmy najgorsi. Kiedy odkryłem teatr, od razu poczułem się w nim jak w domu. Zrywałem się o szóstej rano w sobotę i jechałem do Gdyni na próbę. Miałem tylko 16 lat. Szybko się usamodzielniłem" - wspominał w rozmowie z Mają Staniszewską z "Wyborczej".
Gwiazdor serialu "Teściowie" często mówi o sobie, że idzie pod prąd. Niedawno zaskoczył wyznaniem, że lubi rozmawiać z Bogiem.
"Zostałem wychowany w wierze katolickiej, ale sam zdecydowałem, że chcę być katolikiem" - napisał.
"Mam skłonność do uzależnień, wiara jest mi bardzo potrzebna. Gdybym nie mógł powiedzieć na koniec dnia: 'Panie Boże, powierzam Ci wszystkie moje zmartwienia, namieszałem, zajmij się tym', to nie wiem, co bym zrobił" - tłumaczył dziennikarce gazety.pl.
Ignacy regularnie chodzi do kościoła, bo znajduje w nim - jak twierdzi - napęd do życia.
"Myślę, że w moim środowisku, środowisku młodych artystów, powiedzenie, że chodzi się na msze święte, to jest najtrudniejszy coming out. Ale to jest moja ścieżka, ona mnie wzmacnia" - wyznał.
Aktor bardzo dużo pracuje, ale kiedy tylko ma wolną chwilę, jedzie do Tczewa. W rodzinnym domu, jak mówi, łapie oddech. Niestety, ostatnio nie ma zbyt dużo czasu na odwiedziny u rodziców, bo w jego życiu sporo się dzieje.
Latem ubiegłego roku Ignacy ożenił się z charakteryzatorką Marią Wende, kilka tygodni temu został ojcem. Nie kryje, że żona i syn Benio są dla niego najważniejsi.
"Jako bardzo młody człowiek zacząłem zarabiać ponadprzeciętne pieniądze, zderzyłem się ze światem, w którym jest dużo pokus. To jest moja decyzja, w co chcę w życiu inwestować i jak chcę żyć" - stwierdził w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej.
"Młodość jest super i wiadomo, że ma się takie poczucie, że można wszystko. Ale chyba chodzi też o to, żeby coś po sobie zostawić, a nie tylko brać w kółko. Jednak przede wszystkim spotkałem odpowiednią kobietę, którą kocham ponad życie" - powiedział.