Polska aktorka przeżyła śmierć kliniczną. "Było białe światło i tunel"

Monika Mariotti, niezapomniana Ola Bajewicz z "Drugiej szansy" i Viola Korba z "Przepisu na życie", od wielu lat idzie przez życie u boku Wojciecha Brzezińskiego. Aktorka i jej partner razem prowadzą firmę zajmującą się produkcją spektakli teatralnych "innych niż wszystkie". W wolnych chwilach remontują starą posiadłość rodziny Mariotti w Umbrii. "Możliwe, że jak nam się odechce pracować, to tam zamieszkamy" - zapewniają.

Monika Mariotti całe dzieciństwo i młodość spędziła we Włoszech - ojczyźnie jej ojca. Pytana, czy czuje się bardziej Włoszką, czy Polką, żartuje, że jest obywatelką świata i tak chciałaby być odbierana.

"Bawią mnie pytania, czy jestem zwolenniczką pizzy, czy pierogów, bo lubię jedno i drugie. Jestem przede wszystkim wolnym człowiekiem, który korzenie ma na całym świecie" - stwierdziła w rozmowie z "Życiem na gorąco".

Przez lata szukała odpowiedzi na pytanie, kim jest i skąd pochodzi

Monika wcale nie miała zamiaru zostać aktorką. Skończyła filologię rosyjską i angielską na uniwersytecie w Perugii, a zanim po raz pierwszy stanęła na scenie rzymskiego Teatro India, przeżyła śmierć kliniczną, po której - jak twierdzi - nic już nie było takie, jak wcześniej.

Reklama

"W wieku 25 lat uległam ciężkiemu wypadkowi. Pracowałam wówczas w porcie, byłam na nabrzeżu i nagle znalazłam się między ciężarówką a kamperem. Opowiadała, że brała udział w poważnym wypadku, który na długo zmienił jej spojrzenie na życie. I nagły powrót, jakby coś wessało mnie z powrotem do ciała" - wspominała na łamach "Polski The Times".

Wkrótce potem Monika Mariotti dowiedziała się, że jej ukochani dziadkowie ze strony mamy tak naprawdę nie są jej dziadkami.

"Okazało się, że mama (...) została oddana do domu dziecka. Adoptowali ją fantastyczni ludzie. Nie wiedziałam, że mama nie jest ich biologicznym dzieckiem. Zaczęłam się zastanawiać, kim jestem, skąd pochodzę, jakie historie w sobie noszę" - opowiadała w wywiadzie dla "Polski The Times".

Gdy Monika wyruszyła na poszukiwanie biologicznej babci, nie spodziewała się, że jej podróż do korzeni potrwa aż dziesięć lat i zakończy się w Gdyni. Niestety, nie było jej dane nacieszyć się obecnością babci w swoim życiu. Zdążyła tylko przedstawić 90-latce jej córkę - swoją mamę. Babcia zmarła cztery miesiące później. To właśnie wtedy Monika Mariotti zdecydowała się osiąść w Polsce na stałe.

Zanim się z nim związała, była jego fanką

Odtwórczyni roli Violi Korby z "Przepisu na życie" twierdzi, że nigdy nawet przez moment nie żałowała decyzji o przeprowadzce do Polski.

"Wiem, po co wróciłam. Wróciłam, żeby teraz kochać i tworzyć" - mówi.

Monika miała już na koncie kilka ról serialowych, gdy postanowiła wziąć swoje zawodowe sprawy we własne ręce i zacząć tworzyć dokładnie to, co chciała.

"Nie mam parcia na szkło, nie czuję się gwiazdą, robię po prostu swoje. Zawsze byłam freelancerką, stąd pomysł na impresariat Arte Mariotti, aby uregulować swoje artystyczne sprawy" - tłumaczyła w rozmowie z "Życiem na gorąco".

W prowadzeniu firmy pomaga Monice aktor Wojciech Brzeziński. Zapraszając go przed laty do współpracy, nie przypuszczała, że zostaną parą.

"Jestem jego wierną widzką i uwielbiam jego warsztat aktorski, od dawna chciałam coś z nim stworzyć" - napisała przed premierą ich pierwszego wspólnego spektaklu "Blues Witch Project", z którym objechali już cały kraj.

Razem z ukochanym remontuje stary włoski dom

Monika i Wojciech uchodzą za bardzo zgodną parę. Mają podobne zainteresowania, dzielą te same pasje i marzenia. Niedawno postanowili wyremontować dom należący do rodziny Mariottich w wiosce Compignano w Umbrii.

"Ten dom należy do 20 moich kuzynów. Na szczęście moi bliscy z Włoch są taką rodziną, która się wspiera i w ogóle nie kłóci" - opowiadała aktorka podczas wizyty w studiu "halo tu polsat", dodając, że udało jej się załatwić wszystkie formalności związane z odkupieniem domu od kuzynów i teraz nie może się już doczekać końca remontu.

"Chcielibyśmy stworzyć tam artystyczny dom, w którym odbywałyby się próby teatralne, warsztaty rozwojowe czy arteterapia, czyli terapia poprzez różnorodne formy artystyczne. Albo po prostu miejsce na odpoczynek pośród oliwnych gajów" - wyznała Monika w wywiadzie dla "Życia na gorąco".

Wojciech Brzeziński potwierdził w "halo tu polsat", że nie wyklucza przeprowadzki do Compignano na stałe.

"Jeszcze nie zdecydowaliśmy, czy dom we Włoszech będzie bazą na wakacje, czy docelowym miejscem zamieszkania. Zobaczymy. Możliwe, że jak nam się odechce grać w teatrze, filmach i serialach, to sobie tam zamieszkamy, uciekniemy w cieplejsze miejsce" - powiedział.

Źródło: AIM
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL