Nie boi się mówić o tym otwarcie. "Orientacja kolegów nikomu nie przeszkadzała"
Barbara Bursztynowicz nie kryje, że przez ponad ćwierć wieku chowała się za plecami Elżbiety Chojnickiej, którą grała w "Klanie", i dopiero po odejściu z serialu może wreszcie mówić własnym głosem. Ostatnio obwieściła, że od lat jest sojuszniczką społeczności LGBT+ i przyjaźni się z wieloma jej przedstawicielami. "Nigdy nie spotkałam geja, który by mnie skrzywdził" - zapewnia i dodaje, że odkąd pamięta, w jej otoczeniu zawsze pełno było ludzi "kochających inaczej".
Barbara Bursztynowicz przez 27 lat grała w "Klanie" i żyła w cieniu uwielbianej przez telewidzów Elżbiety, w którą się wcielała.
Aktorka w niemal każdym wywiadzie podkreśla, że po rezygnacji z roli w najdłużej emitowanym polskim serialu zaczęła otwierać się na nowe wyzwania. Jednym z nich były występy w "Tańcu z Gwiazdami".
"Musiałam się mierzyć z trudnymi dla mnie bodźcami, ciągłym ruchem, pośpiechem, hałasem i, o dziwo, podołałam temu. Jestem raczej 'kameralna' i taki program to nie jest dla mnie naturalne środowisko" - wyznała ostatnio na łamach "Repliki".
"Poznałam wspaniałych ludzi..." - stwierdziła, odpowiadając na pytanie, co dał jej udział w show Polsatu.
To nie tajemnica, że Michał Kassin, który partnerował Barbarze Bursztynowicz w "Tańcu z gwiazdami", jest gejem. Aktorka zapewnia, że jego orientacja nie miała żadnego wpływu na ich relację.
"Michał jest jedną z moich największych miłości i wiem, że zyskałam w nim przyjaciela. Mam nadzieję, że jest to przyjaźń na długie lata" - powiedziała w najnowszym wywiadzie.
Barbara, podczas trwania jej "przygody" z tańcem, zaprzyjaźniła się też z Katarzyną Zillman, która - podobnie jak Michał - reprezentuje społeczność LGBT+.
"Cudowna, kochana, lubi się przytulać. Czasami jak przytuli, to... ojej, aż boli" - tak o nowej koleżance opowiadała na łamach "Repliki".
Barbara Bursztynowicz przyznaje, że w jej otoczeniu zawsze były osoby nieheteronormatywne.
"Tuż po studiach, już jako aktorka, znalazłam się w teatrze w środowisku, w którym homoseksualiści byli od zawsze. I nie było w tym niczego nadzwyczajnego" - stwierdziła w cytowanym już wywiadzie.
Gdy w 1977 roku Barbara Bursztynowicz dołączyła do zespołu Teatru Ateneum, z którym związała się na kolejne 34 lata, miała już za sobą debiut w "Barbarzyńcach" wyreżyserowanych przez Aleksandra Bardiniego w Teatrze Powszechnym. W spektaklu grała u boku Piotra Zaborowskiego - młodego aktora, którego orientacja była... tajemnicą poliszynela: wszyscy o niej wiedzieli, nikt o niej nie mówił głośno.
"Miałam z nim ważną scenę. Piotr wydawał mi się jakby nieobecny, smutny. Był bardzo delikatny i przeważnie milczący" - wspominała w rozmowie z "Repliką" zmarłego w 1978 roku kolegę.
W Ateneum, do którego ściągnęła ją jej profesorka ze szkoły teatralnej i mentorka Aleksandra Śląska, Barbara Bursztynowicz spotkała wielu gejów, m.in. nieżyjących już Mariana Rułkę, Zdzisława Tobiasza czy Henryka Łapińskiego.
"W teatrze nikt nie czuł się inny, a zwłaszcza wykluczony. Orientacja kolegów nikomu nie przeszkadzała. Po prostu się przyjaźniliśmy, świetnie się ze sobą czuliśmy" - opowiadała aktorka na łamach "Repliki".
Z kolegą z Ateneum - Markiem Barbasiewiczem, który w latach 90. jako pierwszy polski aktor dokonał publicznego coming outu - Barbara koleguje się do dziś.
"Uwielbiam Marka i bardzo cenię go za jego pionierski coming out. Bo czym innym było wtedy 'przyznać się' do bycia gejem w tolerancyjnym środowisku artystycznym, a czym innym powiedzieć o tym głośno. To wymagało olbrzymiej odwagi" - twierdzi była gwiazda "Klanu".
Barbara Bursztynowicz deklaruje się jako wielka sojuszniczka społeczności LGBT+. Dobrze pamięta, jak kiedyś - w czasach, gdy studiowała w stołecznej PWST - traktowano gejów.
"Byli bohaterami głupich żartów..." - wspominała w rozmowie z Rafałem Dajborem z "Repliki", dodając, że nigdy się z tego typu żartów nie śmiała.
"Nigdy nie spotkałam geja, który by mnie skrzywdził. Nigdy nie spotkałam geja, który zachowałby się wobec mnie niestosownie" - zapewnia.
Aktorka, którą w minionym roku mieliśmy okazję oglądać jako Irenę Bursztyn w "Szpitalu św. Anny", uważa, że osoby nieheteronormatywne powinny mieć prawo do zawierania związków, zakładania rodzin.
"Powinna być równość małżeńska i nie mam już dziś żadnych obaw, by mówić o tym otwarcie" - mówi.
"Jeżeli dwoje ludzi się kocha na tyle, że chcą nie tylko być ze sobą emocjonalnie, ale też dzielić razem życie, co ma określone konsekwencje społeczne i prawne - to dlaczego im się to uniemożliwia? Bo komuś wydaje się, że to jest 'fuj'? A jakim prawem ktoś ma decydować o życiu innych ludzi? Jest to strasznie przykre i mnie to osobiście boli" - powiedziała "Replice".
