Miała zaledwie 23 lata, gdy została wdową. Wszystko przez tragiczny wypadek
Ewa Telega, niezapomniana Teresa Kurkowa z "Plebanii" i Roma Barska z "Profilerki", po raz pierwszy wyszła za mąż, gdy była jeszcze studentką łódzkiej Filmówki. Marcin Isajewicz długo zabiegał o jej względy, zanim w końcu udało mu się rozkochać ją w sobie. Wydawało się, że aktorka i starszy od niej o dziewięć lat operator są wręcz stworzeni dla siebie. Niestety, niespełna dwa lata po ślubie Ewa została wdową.
Był 26 czerwca 1985 roku, kiedy Marcin Isajewicz wracał z planu filmu "Magnat" razem z reżyserem Filipem Bajonem, operatorem Piotrem Sobocińskim i scenografką Krystyną Krasińską. W drodze do hotelu w Rudzie Śląskiej doszło do poważnego wypadku drogowego, w wyniku którego zmarli Marcin i Krystyna Krasińska. O tym, że została wdową, 23-letnia Ewa Telega dowiedziała się kilka godzin później.
Ewa była studentką wydziału aktorskiego łódzkiej szkoły filmowej, gdy przykuła uwagę Marcina, ale jej wtedy amory nie były w głowie.
Gdy pewnego dnia operator zaprosił ją na randkę, odmówiła, bo - jak wspominała - wydawał się jej trochę zadufany w sobie.
"Poprosił, żebym się zastanowiła. Powiedział, że zajrzy do mnie za dwa dni, o siedemnastej. Sprawę postawił jasno: jeśli znów odmówię, da mi spokój" - opowiadała "Zwierciadłu".
Te dwa dni, które Isajewicz dał jej do namysłu, dłużyły się Ewie w nieskończoność. Nie mogła się na niczym skupić, cały czas myślała o swoim adoratorze.
"Wariowałam, bo bałam się, że nie przyjdzie. Zakochałam się na śmierć i życie" - opowiadała "Pani".
Ewa była jedną z najzdolniejszych studentek na roku, jeszcze przed dyplomem dostała pierwszą rolę. Reżyser "Kasztelanki" przekonał ją, by w jednej ze scen wystąpiła bez ubrania. Jej narzeczonemu bardzo się to nie spodobało.
"Nie mógł się z tym pogodzić. Przestał się do mnie odzywać" - twierdzi Ewa Telega, dodając, że byli wtedy o krok od rozstania.
Aktorce i operatorowi udało się na szczęście poskładać swój związek. Początkowo obojgu odpowiadało życie na kocią łapę, ale kiedy przyjaciele, którzy akurat szykowali się do ślubu, zaczęli ich namawiać, by też stanęli na ślubnym kobiercu, uznali, że to całkiem niezły pomysł.
"Marcin stwierdził, że czemu nie. I to były jego oświadczyny" - opowiadała gwiazda serialu "Profilerka" w wywiadzie dla "Pani".
Pobrali się podczas wycieczki do Budapesztu.
Ewa i Marcin byli ze sobą bardzo szczęśliwi. Niestety, nie było im dane nacieszyć się swoją miłością zbyt długo.
Po tragicznej śmierci męża Ewa Telega czuła się tak, jakby świat zawalił się jej na głowę.
"Pamiętam, że przeżywałam śmierć Marcina fizycznie. Bolały mnie plecy z tęsknoty" - wyznała w rozmowie ze "Zwierciadłem".
Aktorka do dziś nie wie, jak udało się jej skończyć studia. Mówi, że dopiero po sześciu latach zakończyła żałobę, a jej życie wróciło na właściwe tory.
W 1992 roku los postawił na drodze aktorki reżysera Andrzeja Domalika. Połączyła ich przyjaźń, która jednak dość szybko przerodziła się w uczucie.
"Andrzej wprowadził się do mnie po tygodniu. Zaraz potem wzięliśmy ślub w Paryżu, niedługo potem urodziła się Zosia. I przez wszystkie lata nigdy nie przeżywaliśmy kryzysu, spokojnie kroczymy przez życie" - wyznała aktorka na łamach magazynu "Pani".
Zofia Domalik poszła w ślady sławnej mamy i dziś należy do grona najzdolniejszych polskich aktorek młodego pokolenia.
Marcin Isajewicz miał w dniu śmierci zaledwie 31 lat. Wróżono mu wspaniałą przyszłość jako operatorowi, chwalono za zdjęcia do dokumentalnego "Szczurołapa" (dostał za nie pośmiertnie nagrodę na Krakowskim Festiwalu Filmowym), chętnie zapraszano do współpracy (stał za kamerą na planach m.in. "Miłości z listy przebojów", "Tanich pieniędzy" i "Magnata"). Tragiczny wypadek odebrał mu szansę na rozwinięcie skrzydeł.
Ewa Telega regularnie odwiedza grób pierwszego męża. Choć od jego śmierci minęło już ponad 40 lat, wciąż nie pogodziła się z tym, że okrutny los odebrał jej szansę na szczęście u jego boku.