Kolejna produkcja, kolejna rola główna. Kryminał, a także opowieść o przyjaźni
Mateusz Więcławek w rozmowie z Interią opowiedział o swoim udziale w nowej produkcji TVP - "Wojna zastępcza". Aktor wciela się w postać głównego bohatera, Artura. "To historia, która dostarczy widzowi rozrywki, ale też opowie o przyjaźni, braterstwie, zaufaniu. Wydaje mi się, że to ponadczasowe wartości i dobrze sobie o nich przypominać, choćby w niedzielny wieczór" - mówi Więcławek.
Mateusz Więcławek urodził się 2 sierpnia 1993 roku w Radomsku. Jest absolwentem Wydziału Aktorskiego Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Karierę rozpoczynał od epizodycznych ról w produkcjach telewizyjnych i filmowych, m.in. w serialach "Głęboka woda" i "Prawo Agaty".
Szerszej publiczności dał się poznać dzięki filmowi "Obietnica" (2014), w którym zagrał jedną z głównych ról. W kolejnych latach pojawił się m.in. w serialach "Belfer" i "Pułapka", a także w filmach "Cicha noc", "Monument", "Wesele", "Wszyscy moi przyjaciele nie żyją" oraz "W lesie dziś nie zaśnie nikt 2".
Ostatnie lata przyniosły mu przede wszystkim role pierwszoplanowe. Widzowie mogli oglądać go w "Figurancie", "Kobiecie z…" oraz serialu "Prosta sprawa". Teraz na ekrany trafia "Wojna zastępcza", w której ponownie wciela się w głównego bohatera. Z okazji premiery porozmawialiśmy z aktorem.
Justyna Miś, Interia: Co przekonało cię do przyjęcia roli głównej w "Wojnie zastępczej"?
Mateusz Więcławek: - Pierwsze, co mnie przekonało, to fakt, że ten serial wydawał mi się gwarancją przygody. Scenariusz był dosyć obszerny, a wcześniej nie miałem okazji poprowadzić postaci na przestrzeni aż 13 odcinków, dlatego taka możliwość bardzo mnie ucieszyła. Później poznałem obsadę. Wiedziałem przez wcześniejsze doświadczenia filmowe, że dobrze współpracuje mi się z Pauliną Gałązką, a wątek Nastii i Artura był jednym z najbardziej intrygujących. Duże wrażenie zrobił na mnie też Denis Delić, który jest dość nietypowym i inspirującym reżyserem.
Dlaczego nietypowym?
- Na przykład przez swoje jugosłowiańskie pochodzenie. (śmiech) Jeszcze nie obejrzałem wszystkich odcinków, ale wydaje mi się, że ta produkcja, dzięki Denisowi, ma w sobie pewien bezpretensjonalny, "jugolski" sznyt i widać to na ekranie.
Jak wyglądały przygotowania do roli i proces tworzenia twojego bohatera?
- Na początku Artur wydawał mi się postacią dość jednostajną, ale z drugiej strony też nieprzewidywalną i tajemniczą. Nie szukałem inspiracji w książkach i kinie szpiegowskim, bo ten gatunek nigdy nie był moją specjalnością, a bardziej starałem się podejść do niego od ludzkiej strony, odkryć go i poznać jego tajemnicę.
A także pozwolić widzom odkrywać go z każdym kolejnym odcinkiem.
- Wydaje mi się, że siła tej postaci polega też na tym, iż nie do końca można się spodziewać, co zrobi i jakie będą jego następne kroki. Sama grupa jest eksperymentalna, a zadanie, z którym się mierzy, wymaga specyficznego podejścia. To agent, który nie lubi kłamać. Zadawałem sobie więc pytania: kiedy Artur powinien naciskać na kogoś, a kiedy odpuszczać, dawać zdarzeniom płynąć? Kiedy bardziej reagować, a kiedy inicjować? W trakcie prób przed serialem próbowaliśmy to sobie konkretnie określić. Na początku miałem pewne wątpliwości, czy ta postać w moim ciele jest w stanie przewodzić eksperymentalnej grupie agentów, ale później, w trakcie pracy, udało nam się osiągnąć dość wiarygodny efekt.
Akcja serialu rozgrywa się w latach 90. Jak odnajdujesz się w produkcjach osadzonych w konkretnym czasie historycznym?
- Lata 90. pamiętam trochę z własnego doświadczenia. Co prawda nie wychowałem się w dużym mieście i rzadko w którymś bywałem, ale przez to, że urodziłem się w tych latach, mam do nich jakiś sentyment. Lata 90. są pełne sprzeczności. To był moment, kiedy wszystko raczkowało, zaczynało się od nowa, wszystko było trochę obce, a jednocześnie kolorowe i fascynujące. Z drugiej strony był to też czas pełen grup przestępczych, przemocy. Ten kontrast bardzo mnie inspirował.
Czy podczas pracy na planie serialu nauczyłeś się nowych umiejętności?
- Pierwsze, co mi przychodzi do głowy to to, że musiałem nauczyć się trochę jazdy na motocyklu. Jest to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju. Wcześniej nie pomyślałbym, że to coś dla mnie.
Lubisz mieć wpływ na to, jaki jest bohater, czy pozostawiasz to reżyserowi, scenarzyście?
- Coraz częściej tworzenie postaci traktuję jako pracę zespołową. Zawsze mam ograniczone pole manewru - ze względu na scenariusz, czy wizję reżyserską, czas. Lubię słuchać ludzi na planie i tego, co uważają o danym bohaterze. Często pytam osoby, które nie odpowiadają bezpośrednio za ten proces – na przykład kostiumografa, charakteryzatora, albo drugiego aktora, co według niego w naszej relacji jest istotne i co warto pogłębiać. Myślę więc, że paradoksalnie jest to praca zespołowa, chociaż koniec końców wszystko "umieszcza się" na mnie, lub "we mnie" jak kto woli.
Co jest dziś dla ciebie najważniejsze przy wyborze ról? Czy zmieniało się to na przestrzeni ostatnich lat?
- Zawsze staram się znaleźć przynajmniej jedną rzecz, która mnie fascynuje, która mnie rozwinie albo będzie dla mnie wyzwaniem, nowym miejscem do odwiedzenia czy nowym tematem do rozpoznania w sobie.
Jakie znaczenie ma dla ciebie prywatnie i zawodowo rola w "Wojnie zastępczej"?
- Było to dla mnie wyzwanie, czy poradzę sobie z tak dużym materiałem, w tak dużej produkcji i przy tak długim okresie pracy. Do tej pory serial był dla mnie raczej obcą materią - mówię tu o prowadzeniu głównej postaci. Chyba właśnie masywność tego przedsięwzięcia była czymś, co z jednej strony trochę mnie onieśmielało, ale z drugiej strony miałem dużą ochotę podjąć to wyzwanie.
Co chciałbyś, żeby widz zapamiętał po obejrzeniu tego serialu?
- Myślę, że w "Wojnie zastępczej", oprócz tej sensacyjno-kryminalnej otoczki, jest bardzo dużo serca i poczucia humoru. Mam przynajmniej nadzieję, że udało nam się to przekazać. Jest to historia, która dostarczy widzowi rozrywki, ale też opowie o przyjaźni, braterstwie, zaufaniu. Wydaje mi się, że to ponadczasowe wartości i dobrze sobie o nich przypominać, choćby w niedzielny wieczór.
"Wojna zastępcza" to opowieść o grupie młodych agentów, którzy swoją niebezpieczną działalność rozpoczynają w 1991 roku. Serial wyreżyserował Denis Delić, w role polskich szpiegów wcielają się: Mateusz Więcławek, Waleria Gorobets, Piotr Witkowski, Karol Bernacki. Na ekranie widzowie zobaczą także: Paulinę Gałązkę, Mariusza Bonaszewskiego, Mirosława Haniszewskiego, Adama Wietrzyńskiego i Cezarego Żaka.
Artur (Mateusz Więcławek) w latach 80. aktywnie uczestniczy w strajkach przeciwko władzy w Polsce. Podczas jednego z protestów ratuje mężczyznę przed pobiciem przez funkcjonariuszy milicji. Okazuje się, że uratowanym jest Sadowski (Mirosław Haniszewski) – przyszły szef Urzędu Ochrony Państwa (UOP). Ten zapamiętuje odważnego chłopaka i po kilku latach, już po przemianach ustrojowych, postanawia zwerbować go do służby jako szpiega.
Nowe odcinki "Wojny zastępczej" w każdą niedzielę o godz. 20:25 na TVP1.
Czytaj więcej: Nowy polski serial z gwiazdorską obsadą. Jej bohaterka was zaskoczy