Po roku przerwy Daredevil powraca na Disney+. Pierwszy sezon jego nowego serialu zaskakiwał pozytywnie. Chociaż był posklejany z dwóch wizji, odrzuconej przez Marvela i wytyczonej przez nowych showrunnerów, ciekawie adaptował wątki z kart komiksu oraz ustawiał znane postaci w nowych konfliktach. W drugim wszystkie figury są już na szachownicy, pora grać. Szkoda tylko, że nie jest to pasjonująca rozgrywka.
Burmistrz Wilson Fisk (Vincent D’Onofrio) rządzi Nowym Jorkiem twardą ręką. Jego oponenci są albo szantażowani, albo znikają zatrzymani przez AVTF, specjalną jednostkę powołaną z myślą o zamaskowanych mścicielach, a będący w rzeczywistości prywatną armią włodarza miasta. W centrum strefy wojny znajduje się ukrywający się Matt Murdock. I jest wściekły. Czas na negocjacje się skończył. Matt maluje dresik Daredevila czarną farbą i w przebraniu diabła znika w miejskiej dżungli, by łamać kości bojówkom burmistrza i znaleźć na niego kompromitujące materiały.
Trzeba przyznać, że drugi sezon "Odrodzenia" trafił w swój czas. Burmistrz, który dla podniesienia swej popularności przygotowuje się do występu w gali MMA oraz nieprzebierające w środkach oddziały AVTF często przywodzą na myśl obrazy z serwisów informacyjnych. Byłem więc zaskoczony, z jak wielkim dystansem oglądałem kolejne odcinki. Drugi sezon "Odrodzenia" jest mroczny i brutalny, ale niczym komiks z lat 90. Stawia wielkie i ważne pytania, ale nie potrafi na nie satysfakcjonująco odpowiedzieć. Chce być świeży i na czasie, ale okazuje się wtórny – powtarza i to, co kiedyś się udało (więc teoretycznie teraz też powinno wyjść), i stare błędy.
Matt walczy w ciasnych korytarzach i portowych dokach, a jego poplecznicy na salach sądowych i w kampaniach internetowych. On ma przeciw sobie kolejne fale uzbrojonych wrogów, a jego kompani skorumpowany system stojący po stronie burmistrza oraz prężnie działającą kampanię dezinformacyjną. Łączy ich wspólny wróg oraz fakt, że wszystkie potyczki ogląda się z coraz mniejszym entuzjazmem.
Zacznijmy od walk, które od zawsze były znakiem rozpoznawczym "Daredevila". Jest brutalnie – może nie tak, jak w drugim sezonie opowieści o Śmiałku z czasów netfliksowych, ale miejscami osoby o słabszych żołądkach mogą odwrócić wzrok od ekranu. Krew leje się na prawo i lewo, kości wystają z otwartych ran, a za broń może robić wszystko – szczególnie gdy na scenę wchodzi psychopata Bullseye o przerażającym uśmiechu Wilsona Bethela. Oczywiście mamy też obowiązkowy mastershot, w którym Daredevil mierzy się z armią wrogów. Czuć, że długo pracowano tutaj nad choreografią, a Matt to nie Thor – po kilku ciosach wyje z bólu i słania się na nogach. Jednak mimo to za dużo tutaj sztuczności – i w bryzgającej na lewo i prawo krwi, i latających wszędzie ciałach, które zdają się nic nie ważyć, i ciosach, które zdają się nie mieć siły. Niestety, kolejne potyczki stają się identyczne i szybko zmieniają się w jedną, szarą masę, wywołującą co najwyżej wzruszenie ramionami.
A co z działaniami obsady drugoplanowej? Trzeba przyznać, że poza Mattem i Fiskiem śledzimy ogromną liczbę bohaterów. Są znani z wcześniejszych produkcji zabójca Bullseye i Karen Page (Deborah Ann Wolf), dawna wspólniczka Daredevila, a teraz także jego kochanka. Ich miłość rozwinęła się poza kadrem, co jest wyjątkowym przykładem scenariopisarskiego lenistwa. Sporo czasu zajmuje nam liczna ekipa wprowadzona w pierwszym sezonie "Odrodzenia": popadająca w obłęd terapeutka Heather (Margarita Levieva), niezależna reporterka BB Urich (Genneya Walton), prawniczka Kirsten (Nikki M. James), specjalista Fiska od brudnej roboty Buck Cashman (Arty Froushan) i oportunistyczny zastępca burmistrza Daniel (Michael Gandolfini). Każdy z nich ma swój wątek, większość z nich jest nawet rozwinięta i zwieńczona.
Co z tego, skoro wszyscy wydają się watą, sztucznie wypełniającą pustkę między kolejnymi spotkaniami Matta z Fiskiem i jego gangiem. Najmocniej czuć to, gdy w retrospekcjach powracają uśmierceni w przeszłości bohaterowie. W konfrontacji z nimi nowe postaci (rozwijane przecież od poprzedniego sezonu) wypadają blado. Niestety, regres zaliczyły także największe gwiazdy "Odrodzenia". Wiecznie wściekły Murdock został obdarty ze swojej charyzmy. Z kolei D’Onofrio powiela wypracowane ponad dekadę temu chwyty, które swego czasu uczyniły z Fiska jednego z najbardziej przerażających telewizyjnych antagonistów. Aktorstwo Wolf ogranicza się do robienia wielkich oczu. I chyba tylko Bethel ma ze swojego powrotu trochę frajdy. Zawsze pojawia się pytanie – czym tym razem kogoś zabije.
W Nowym Jorku z "Odrodzenia" system jest zły a media zakłamane. Pozornie zostaje tylko wziąć pałkę i walczyć o swoje na ulicy. Drugi sezon serialu przepełnia gniew, wynikający po części z zepsucia i hipokryzji przeciwnej strony, a także bezsilności protagonisty. Ta jest szczególnie odczuwalna, gdy na scenę wchodzi – jasne, wrzućmy tutaj kolejną postać – pan Charles (nieznośnie szarżujący Matthew Lillard), reprezentujący siły, z którymi liczyć muszą się wszyscy zaangażowani. Sam Matt staje przed ważnymi pytaniami: jak daleko może się posunąć i nagiąć swe zasady, by zwalczać bezwzględne zło trawiące jego miasto.
Odpowiedź okazuje się w pewnym sensie przewrotna, ale też niesatysfakcjonująca. Podkreśla ona największą bolączkę "Odrodzenia". Fabuła jest osadzona blisko prawdziwego świata, ale wypełnia ją przerysowanie brutalna kreacja rodem z komiksów lat 90., gdy pięści, pałki i spluwy były rozwiązaniem każdego problemu. Im dalej w las, tym bardziej twórcy nie potrafią pogodzić tych dwóch konwencji. "Odrodzenie" to bajka, która chce być bardzo poważna. I można tam dodać hektolitry krwi, połamanych nóg i świadomych lub przypadkowych odniesień to problemów współczesnego świata, ale bez lepiej poprowadzonych postaci oraz spójnej konwencji to się nie uda.
5/10
"Daredevil: Odrodzenie" (Daredevil: Bron Again), USA 2026, platforma streamingowa: Disney+, premiera drugiego sezonu: 25 marca 2026 roku