Aktorstwo w Polsce często okazuje się rodzinnym zawodem. Damięccy, Englertowie, Stuhrowie czy Królikowscy od pokoleń wybierają scenę i kamerę. Nie zawsze jednak znane nazwisko jest dla dzieci gwiazd atutem. Niektórzy od najmłodszych lat wiedzieli, że pójdą w ślady rodziców, inni długo się przed tym bronili. Byli też tacy, którzy robili wszystko, by na własną pozycję zapracować samodzielnie.
Aleksandra Hamkało zaczynała u boku ojca
Aleksandra Hamkało miała ułatwiony dostęp do teatralnego świata. Jej ojciec Józef Hamkało jest aktorem, którego można było oglądać m.in. w filmie "Raport Pileckiego". To właśnie dzięki niemu przyszła gwiazda "Na dobre i na złe" po raz pierwszy znalazła się na scenie.
- Tata był aktorem i szukano dziecka do statystowania na scenie. Ale w "Woyzecku" miałam jakieś kwestie do wygłoszenia. Nie były to oczywiście wielkie role. Pojawiałam się po prostu na scenie - wspominała.
Zanim sama zaczęła występować, często odwiedzała ojca w Teatrze Nowym w Łodzi. Zakulisowy świat całkowicie ją oczarował.
- Teatralna atmosfera była bardzo pociągająca dla dziecka, które miało okazję przebywać w takim miejscu. Teatr zza kulis robi wrażenie. Barwne stroje z różnych epok, pomieszczenia z rekwizytami, scenografia. Jest zawsze cicho, tajemniczo i nieco metafizycznie. Na tak wrażliwej istotce, jak mała dziewczynka, musiało to robić piorunujące wrażenie - opowiadała Hamkało.
Grzegorz Małecki ukrywał, że jest synem Anny Seniuk
Grzegorz Małecki od początku kariery robił wszystko, aby nie być przedstawianym przede wszystkim jako syn Anny Seniuk. Chciał, żeby oceniano jego talent i umiejętności, a nie rodzinne powiązania.
- Nigdy nie chciałem być postrzegany jako syn Anny Seniuk. Uważam, że dzieci znanych rodziców mają zdecydowanie trudniej niż inne. Tak naprawdę od rana do wieczora patrzy się na nas przez lupę - tłumaczył.
Kiedy na początku kariery jeden z reżyserów zaproponował mu, aby w filmie wystąpił pod nazwiskiem mamy, stanowczo odmówił. Anna Seniuk wspominała później żartobliwie, że syn "o mały włos go nie zabił". W produkcji ostatecznie nie zagrał.
Małecki przez lata czekał też, aż wymagająca mama pochwali jego aktorstwo. Seniuk nie szafowała komplementami, dlatego jej uznanie miało dla niego szczególne znaczenie. Z czasem zaczęli razem pracować. Aktor zaprosił mamę do wspólnego projektu i przekonał się, że na scenie dogadują się znakomicie. Dziś nazywa ją nie tylko przyjaciółką, ale także swoim największym autorytetem.
Mateusz Banasiuk odziedziczył po ojcu optymizm
Ojcem Mateusza Banasiuka jest Stanisław Banasiuk, przez lata związany m.in. z Teatrem Narodowym. Mateusz dorastał więc w domu, w którym premiery i przedstawienia były ważnymi rodzinnymi wydarzeniami.
- Wszyscy wiedzieli, że pan Banasiuk, ten znany aktor, jest moim ojcem. Jeździliśmy z klasą na jego spektakle, przedstawienia. W szkole mówiono, że tata inaczej się wypowiada, chodzi swoimi drogami... - wspominał po latach.
Po ojcu odziedziczył nie tylko miłość do zawodu, ale także optymizm i dystans do siebie. Coraz ciekawsze role, w tym występ w głośnych "Płynących wieżowcach", sprawiły, że w końcu mógł spotkać się ze Stanisławem Banasiukiem również na scenie.
- Jesteśmy dla siebie najsurowszymi krytykami, ale to chyba dobrze - przyznał Mateusz.
Ojciec i syn nie tylko rozmawiają o aktorstwie. Stanisław nie kryje dumy z tego, jak Mateusz radzi sobie jako tata Henryka, którego wychowuje razem z Magdaleną Boczarską. Łączy ich szczerość i prawdziwa przyjaźń, choć - jak żartują - nie jest to relacja kolegów chodzących wspólnie "na wódkę".
Maciej Musiał był pierwszym widzem swoich rodziców
Maciej Musiał wychował się właściwie w teatrze. Jego rodzice, Anna Markiewicz-Musiał i Andrzej Musiał, są aktorami. W 1995 roku założyli warszawski Teatr Kuffer, przygotowujący przedstawienia dla dzieci.
- Stwierdziliśmy, że trzeba jakoś dorobić, by starczało nam na pieluchy, dlatego założyliśmy prywatny teatr, w którym robiliśmy sztuki dla dzieci - wspominała mama Macieja.
Próby odbywały się nawet w rodzinnym salonie. Rodzice przesuwali meble, zakładali kostiumy i peruki, szyli lalki, a kilkuletni Maciek obserwował ich przy pracy.
- Był naszym pierwszym widzem i recenzentem. Czasami bawił się także w aktora. Na szczęście nie doznał żadnej traumy, a aktorstwo stało się dla niego czymś naturalnym, swego rodzaju sposobem na życie - opowiadała Anna Markiewicz-Musiał.
To ojciec zabrał syna na pierwsze zdjęcia próbne. Maciej już jako dziecko występował w "Plebanii", "Hotelu pod żyrafą i nosorożcem" oraz "Prawie miasta", a ogromną popularność przyniósł mu najpierw udział w serialu "Ojciec Mateusz", a potem rola w "rodzince.pl".
- Mój tata. Relacja z nim jest absolutnie złota. To on zabrał mnie na mój pierwszy casting, bo też jest aktorem. Grał w 'Psach'. Fajnie, co? Do dziś jest moim bossem, a w relacji z nim odnajduję siebie - twierdzi Musiał.
Kazimierz Mazur dostał od ojca radę, której nie zapomniał
Kazimierz Mazur junior urodził się dokładnie w dniu imienin ojca, dlatego rodzice postanowili nadać mu to samo imię. Jego tata, także Kazimierz Mazur, miał już wtedy za sobą wiele ról filmowych i teatralnych.
Młodszy Kazimierz zaczął pojawiać się na zdjęciach próbnych jako dwunastolatek. Zadebiutował w "Pornografii" Jana Jakuba Kolskiego, ale nie zdecydował się na studia w szkole teatralnej. W 2009 roku zdał eksternistyczny egzamin aktorski przed komisją ZASP. Przygotowywał go do niego ojciec, który od początku wspierał jego zawodowe marzenia.
- Wsparcie ze strony taty polegało na tym, że gdy z początku zżerała mnie trema i nie umiałem się otworzyć, klepał mnie po ramieniu, pocieszając: "Przestań, Kaziek, wstyd nie dym, w oczy nie gryzie!". Skutkowało - mówi dziś młodszy z Mazurów.
Paulina Holtz nie mogła liczyć na taryfę ulgową u słynnej mamy
Paulina Holtz jest córką aktorki Joanny Żółkowskiej i filmowca Witolda Holtza. Dorastała w artystycznym środowisku, a przesiadywanie w teatralnym bufecie uważała za coś zupełnie naturalnego. Choć rodzice się rozstali, oboje pozostali ważnymi osobami w jej życiu.
- Mama dawała mi dużo wolności, obserwując mnie z pewnej odległości. Ale była na tyle blisko, że nigdy nie czułam się samotna. Bardzo duży wpływ na mnie miał mój tata, z którym jako mała dziewczynka spędzałam mnóstwo czasu. Tata to kumpel, powiernik, obrońca. Zawsze mnie wspierał - opowiadała Paulina.
Joanna Żółkowska nie namawiała córki do aktorstwa i nie chciała oceniać jej talentu. Uważała, że w tym zawodzie mogą przetrwać wyłącznie ludzie naprawdę zdeterminowani.
- Nie chciałam, by kojarzyła się ze mną, ale żeby znalazła w tym zawodzie siebie i nauczyła się wszystkiego od innych - wyjaśniała.
Kiedy Paulina jeszcze podczas studiów otrzymała propozycję gry w "Klanie", przestraszyła się konieczności podpisania dwuletniej umowy. Mama rozwiała jej wątpliwości w swoim stylu: "Podpisz. Jak będziesz niezdolna, to cię uśmiercą".
Jak wiadomo, nie było takiej potrzeby. Agnieszka Lubicz została z widzami "Klanu" na długie lata.
Julia Rosnowska zmieniła nazwisko
Julia Rosnowska jest córką aktorki Bernadetty Machały-Krzemińskiej oraz scenarzysty i producenta Stanisława Krzemińskiego. Zanim przystąpiła do egzaminów do szkoły teatralnej, przyjęła jednak panieńskie nazwisko babci. Zależało jej, aby egzaminatorzy nie wiedzieli, z jakiej pochodzi rodziny.
- Jestem bardzo dumna z rodziców, ale dopóki nikt mnie o nich nie pytał, to po co miałam o tym mówić? - tłumaczyła.
Nie mogła oczywiście zupełnie odciąć się od rodzinnych początków. Miała zaledwie 11 lat, gdy pojawiła się w "Plebanii" - serialu produkowanym przez firmę ojca, w którym jej mama grała jedną z głównych ról.
- Od dziecka myślałam, żeby zostać aktorką, jak mama, ale miałam też inne pomysły na życie - przyznawała Rosnowska.
Ostatecznie wybrała aktorstwo, ale od początku starała się budować własną pozycję i nie pozwolić, aby nazwiska rodziców przesłoniły jej pracę.
Hanna Konarowska chciała zostać zakonnicą
Hanna Konarowska mogła czuć się skazana na scenę. Jest córką Joanny Szczepkowskiej i aktora Mirosława Konarowskiego, a jej dziadkiem był Andrzej Szczepkowski. W dzieciństwie wcale jednak nie marzyła o aktorstwie. Chciała zostać zakonnicą, a myśl o zawodzie mamy wywoływała w niej obawy. Bała się nieustannych porównań i tego, że nigdy nie dorówna słynnej matce.
Teatr był jednak od zawsze częścią jej codzienności.
- Z dzieciństwa bardzo dobrze pamiętam rodziców wracających z teatru, mamę pięknie umalowaną, zawsze z naręczem kwiatów. My z siostrą Marysią wyczekiwałyśmy na nich w naszym malusieńkim mieszkaniu na Długiej - opowiadała.
Joanna Szczepkowska przynosiła czasem do domu elementy teatralnych kostiumów.
- Mama czasami robiła nam takie niespodzianki, że przychodziła do domu na przykład w peruce ze spektaklu i potem razem coś odgrywałyśmy - wspominała Hanna.
Przyciąganie sceny okazało się silniejsze od strachu. Konarowska ukończyła prestiżowy Lee Strasberg Theatre and Film Institute w Nowym Jorku, a później wystąpiła między innymi w "M jak miłość", "Oficerach" i "Pitbullu". Choć długo uciekała przed rodzinną tradycją, w końcu sama dopisała do niej kolejny rozdział.


















