Bogumił Kobiela miał wśród kolegów opinię kobieciarza. Nie był specjalnie przystojny, za to miał w sobie to "coś", co sprawiało, że po prostu nie można go było nie lubić.
Był już po trzydziestce i miał na koncie znakomite role w "Zezowatym szczęściu", "Eroice" i "Popiele i diamencie", gdy poznał Małgorzatę Nowakowską, studentkę medycyny, która - jak się okazało - nie miała pojęcia, kim jest jej nowy znajomy.
Nie zrobił na przyszłej żonie dobrego wrażenia
Tamtego lata Bogumił Kobiela spotykał się na planie jednej z nowel składających się na film "Spóźnieni przechodnie" z Beatą Tyszkiewicz. Cała Polska plotkowała, że mają romans i z całą pewnością ich zażyłość nie zakończy się wraz z zakończeniem zdjęć do "Kręgu istnienia" (taki tytuł nosiła "ich" nowela). Okazało się, że poza wielką sympatią nic nich nie łączyło. Kobiela, owszem, uwodził Beatę, ale ona nie była nim zainteresowana.
Małgosię przedstawiła "Bobkowi" ich wspólna znajoma - aktorka Krystyna Kołodziejczyk. Pewnego dnia wpadli na siebie na plaży w Karwi.
"Jak go pierwszy raz zobaczyłam, był w przedpotopowych, śmiesznych gaciach w paski, wyglądał prześmiesznie i bardzo nieatrakcyjnie. Nie zrobił na mnie jakiegoś piorunującego wrażenia, ale... rozśmieszał mnie" - wspominała po latach wdowa po aktorze w rozmowie z biografem "Bobka".
"Umówiliśmy się na spotkanie w Zdrojowym w Jastarni. W Zdrojowym Kiksa trochę rajfurzyła: tańcząc z Bogumiłem, powiedziała mu, że mieszkamy w Sopocie. On chciał się ze mną umówić, przyjechał do Sopotu" - opowiadała.
Bogumił Kobiela zauroczył się Małgosią od pierwszego wejrzenia. Tak długo prosił ją, by poszła z nim na randkę, aż w końcu się zgodziła. Wystarczyło parę godzin sam na sam, żeby oboje zakochali się w sobie do szaleństwa i postanowili, że zaraz po powrocie z wakacji rozpoczną przygotowania do ślubu.
Kochał żonę ponad wszystko
Bogumił Kobiela nie wiedział, jak oficjalnie poprosić rodziców swej wybranki o jej rękę. W końcu zjawił się w rodzinnym domu ukochanej z bukietem kwiatów. Przedstawił się matce Małgorzaty, po czym oświadczył, że... bierze sobie jej córkę za żonę.
Pół roku później - na wiosnę 1963 roku - "Bobek" i "Biedronka" wzięli ślub.
Szybko okazało się, że Małgosia nie będzie miała z męża pożytku, bo Bogumił był w nieustających rozjazdach - jeździł z planu na plan, podróżował po całym świecie, a w mieszkaniu na Ludnej w stolicy, gdzie uwili sobie gniazdko, bywał tylko od czasu do czasu.
Aktor, kiedy nie było go w domu, codziennie pisał do żony. W listach nazywał ją "Żabką", "Sałatką z porów", "Selerkiem" i "Biedroneczką".
"Wczoraj pomyślałem sobie, że wolałbym, żebyś mnie dziesięć razy zdradziła, niż żeby stała Ci się najmniejsza krzywda. Wziąłbym na siebie w każdej chwili - mimo wielkiego tchórzostwa - cały ból, jaki by mógł Cię spotkać" - wyznał w jednym z listów, a jego słowa potwierdzają, że Małgorzata była dla niego najważniejsza na świecie.
Z każdej podróży Bogumił przywoził żonie jakiś upominek. Raz była to muszelka, którą znalazł nad morzem, innym razem kilka par butów. Z USA, dokąd poleciał na gościnne występy, wrócił z walizką wypełnioną czółenkami i szpilkami.
"W domach towarowych mają mnie za fetyszystę, bo ciągle oglądam pończochy i damską bieliznę" - zanotował w dzienniku.
Tragiczny wypadek
Małgorzata bardzo chciała zostać matką. Bogumił kochał dzieci, marzył, by mieć własne. Niestety, ich starania o potomka nie przynosiły rezultatów, ale nawet na moment nie przestali wierzyć, że kiedyś ich największe marzenie się spełni.
Był początek lipca 1968 roku, gdy małżonkowie wybrali się razem na Wybrzeże. Ona zamierzała odwiedzić przyjaciółki, on miał zaplanowany jakiś występ. Pojechali ukochanym białym BMW 1600 "Bobka". Aktor uwielbiał szybką jazdę autem, cieszył się opinią znakomitego kierowcy.
W drodze powrotnej do stolicy wzięli dwoje autostopowiczów. Padał deszcz, zrobiło im się ich żal...
W pewnym momencie - na zakręcie w Buszkowie - samochód, którym kierował Kobiela, wpadł w poślizg i zderzył się z nadjeżdżającym z naprzeciwka autobusem należącym do świdnickiej cukrowni. Wydawało się, że - na szczęście - nikomu nic bardzo złego się nie stało: para autostopowiczów wyszła z wypadku praktycznie bez szwanku, Małgorzata Kobiela miała "tylko" złamaną rękę i rozcięte czoło, a Bogumił, gdy przyjechało pogotowie, stwierdził, że nic mu nie jest.
Poprosił ratowników, by zajęli się jego żoną, a chwilę później stracił przytomność.
Byli razem jedynie sześć lat
W szpitalu w Bydgoszczy, dokąd przewieziono aktora, lekarze stwierdzili, że ma pękniętą śledzionę i krwotok wewnętrzny. Kilka dni później Bogumił został przetransportowany do kliniki specjalistycznej w Gdańsku i trafił na stół operacyjny. Podczas zabiegu jego serce przestało bić.
Trwająca prawie godzinę akcja reanimacyjna nic nie dała. Bogumił Kobiela odszedł osiem dni po wypadku, który spowodował. Miał 38 lat.
Nagła tragiczna śmierć uwielbianego aktora pogrążyła w żałobie wszystkich jego fanów. Małgorzata zdecydowała się pochować "Bobka" w jego ukochanym rodzinnym Tenczynku koło Krakowa.
"Na trumnie zamiast kwiatów najbliżsi ułożyli grzyby" - wspominała po latach.
Po śmierci męża "Biedronka" nigdy nie otworzyła już swego serca przed żadnym mężczyzną. Choć z Bogumiłem szła przez życie zaledwie przez sześć lat, nie wyobrażała sobie, że mogłaby go kimś zastąpić.



