Wiesław Komasa nie kryje, że gdy jego rodzina zaczęła się powiększać, od razu wiedział, że dom szybko wypełni się bliskimi. Jan miał cztery lata, gdy na świecie pojawiły się bliźnięta Maria i Szymon, a niespełna dziesięć, gdy rodzina powiększyła się o Zofię.
"Był jeszcze z nami pies, który ciągle szczekał. Ja się w toalecie uczyłem ról" - wspominał aktor w wywiadzie dla Onetu.
"Teraz, jak siedzimy z żoną i dzieci nie ma w domu, bo już każde jest na swoim, często się zastanawiamy, jak to jest w ogóle możliwe, że myśmy to przetrwali" - dodał.
Wiesław Komasa: w jego domu zawsze się coś działo. "Jakieś szaleństwo"
Wiesław poznał Ginę (wtedy jeszcze Łopacińską) w połowie lat 70. Śpiewała w zespole "Spirituals & Gospels Singers" i miała wielkie szanse na zostanie gwiazdą pierwszej wielkości. Kariera nie była jednak dla niej najważniejsza.
Po ślubie Gina zrezygnowała z występów na estradzie.
"W pewnym momencie poświęciła karierę muzyczną dla domu" - potwierdza Wiesław Komasa, dodając, że jego ukochana cały swój czas poświęcała dzieciom.
"To zasługa żony, że wszystkie nasze dzieci są wykształcone muzycznie i mają przynajmniej szkołę podstawową muzyczną, a Marysia i Szymek nawet wyższą. Odwoziła dzieci na zajęcia, do tego dochodził jeszcze ich angielski, taniec" - opowiadał Pawłowi Piotrowiczowi z Onetu.
"Prowadziliśmy przy tym całkiem otwarty dom. Teraz patrzę na to jak na jakieś szaleństwo" - wyznał.
Wszystkie dzieci państwa Komasów są dziś cenionymi, nie tylko w Polsce, artystami. Są wielką dumą rodziców.
Wiesław Komasa: dzieci aktora nigdy nie miały nawet chwili na nudę
Jan Komasa, którego film "Boże Ciało" był w 2020 roku nominowany do Oscara, twierdzi, że w dzieciństwie nie nudził się nawet przez moment.
"Mama szczelnie wypełniała nasze kalendarze różnymi zajęciami dodatkowymi. Dbała o to, żebyśmy chcieli się rozwijać. Tato z kolei wyczulał nas na sztukę, pokazywał, co nią jest, a co nie" - wspominał w rozmowie z "Panią".
"Wychowałem się w domu, w którym okazywało się innym uwagę i czułość. Wzrastałem w poczuciu, że jestem ważny, a rodzice znają moje potrzeby i marzenia" - powiedział.
Reżyser nie kryje, że ojciec zawsze był i wciąż jest dla niego niedościgłym wzorem.
"Gdy został profesorem zwyczajnym, był młodszy ode mnie. Na warszawskiej Akademii Teatralnej wychował kilka generacji aktorów. Sam jest fantastycznym aktorem, sprawdza się w filmie, teatrze, telewizji" - opowiadał Jan "Pani".
Wiesław Komasa powtarzał swoim dzieciom, że to, co robią, jest dla niego bardzo ważne, ważniejsze nawet od tego, co on robi.
Każdą rozmowę z córkami i synami aktor zaczynał od pytania o ich pracę.
"Spotkania rodzinne zamieniały się w debaty o sztuce i kulturze. Męczyło mnie to, więc nauczyłem się mówić jak najmniej, bez szczegółów, żeby nie musieć updatować taty co tydzień" - żartował Jan w wywiadzie dla "Pani".
Wiesław Komasa: jego żona jest "dyrektorką klanu Komasów"
Kiedy w 2022 roku Wiesław Komasa zachorował, jego dzieci przeżyły szok.
"Pamiętam dzień, w którym poczułem, że tato zaczął się od nas oddalać. Jakby się z nami żegnał. Opowiadałem mu wtedy o sobie, żeby ściągnąć go z powrotem" - wyznał dziennikarce "Pani".
Aktorowi udało się pokonać chorobę. Dziś mówi, że to zasługa Giny, która troskliwie się nim opiekowała.
Gina Komasa żartuje, że choć Jan, Szymon, Maria i Zofia od dawna są już dorośli, ciągle musi mieć ich na oku.
"Oni są świetni w swoich zawodach, ale w życiowych sprawach bywają nieprzytomni. Gdzie jest urząd? Jak to załatwić? Od tego jest matka. Mój mąż nie ma pojęcia, jakie są podatki i jak rozliczać rachunki, no i dzieci mają podobnie. Robię to za nich" - opowiadała na łamach "Aktualności Lokalnych".
Gina, nazywana przez znajomych "dyrektorką klanu Komasów", przez wiele lat związana była z Telewizją Polską (kierowała redakcją rozrywki TVP1) i Polskim Radiem, gdzie zajmowała się m.in. promocją młodych artystów.
"Praca była dla mnie ważna, ale rodzina najważniejsza" - podkreśla.
Pracował bez wytchnienia, zanim zrozumiał, co jest w życiu najważniejsze
Wiesław Komasa od kilkunastu lat nie gra już tak dużo, jak kiedyś. Skupia się na pracy pedagogicznej.
"Rzadko gram, bo nie wytrzymuję ceny, ciężaru, który muszę płacić, stojąc na scenie. I którą musiała płacić moja rodzina. Jasiek powiedział mi kiedyś, że teatr im mnie zabiera" - wyznał aktor w wywiadzie dla magazynu "W drodze".
Aktor pamięta moment, gdy postanowił przestać - to jego słowa - szarpać się i spalać w teatrze. Pewnego dnia zauważył, że jego najmłodsza córka, Zosia, chodzi.
"Krzyczę do żony: 'Gina, zobacz, Zosia już chodzi'. A ona na to: 'Wiesiek, ale ona już chodzi od tygodnia'. Wtedy zrozumiałem, że poprzez swoje zapatrzenie w teatr, w pracę, nie dostrzegam najważniejszych rzeczy" - wspominał w cytowanym już wywiadzie.
"Wtedy zrozumiałem, że oddając się domowi, dzieciom i żonie, mam więcej radości. Że rodzina jest najważniejsza" - dodał.
Zobacz też: Wielki finał "Sanatorium miłości". Kto zdobędzie koronę turnusu?







