W lipcu 2006 roku Ewa Sałacka wypoczywała z mężem Witoldem Kirsteinem i rodzicami na działce w Arciechowie nad Zalewem Zegrzyńskim. Nic nie zapowiadało dramatu. Aktorka nie zauważyła, że do jej szklanki z sokiem wpadła osa. Kiedy napiła się napoju, owad użądlił ją w gardło.
Nastąpiła reakcja alergiczna, kobieta zaczęła się dusić. Jej mąż natychmiast rozpoczął reanimację, podano także zastrzyki przeciwuczuleniowe. Do akcji ratunkowej włączyła się sąsiadka-anestezjolożka. Witold Kirstein ruszył samochodem w stronę szpitala, po drodze przekazując żonę ratownikom medycznym.
Niestety, wstrząs anafilaktyczny okazał się zbyt silny. Doszło do zatrzymania akcji serca i obrzęku mózgu. Aktorka zmarła w drodze do szpitala. Miała tylko 49 lat.
Mama nie chciała, by została aktorką. Ewa i tak postawiła na swoim
Ewa Sałacka dorastała w artystycznym domu. Jej mama, Barbara Sałacka, była reżyserką, przez lata związaną z telewizją. Doskonale znała ciemne strony zawodu aktora i chciała, by córka wybrała spokojniejszą drogę.
Dlatego odetchnęła z ulgą, gdy Ewa zapowiedziała, że będzie zdawać na Akademię Sztuk Pięknych, by w przyszłości projektować kostiumy. Czy mówiła tak, by uspokoić mamę, czy zmieniła decyzję pod wpływem impulsu? Sama pewnie do końca nie wiedziała, czemu w ostatniej chwili zmieniła plany.
"W tajemnicy przed nami złożyła dokumenty do szkoły filmowej w Łodzi. Byłam przerażona, ale zdała za pierwszym razem" - wspominała Barbara Sałacka.
Sama aktorka po latach żartowała, że nigdy nie była wzorową studentką, a dyplom odebrała dopiero kilka lat po ukończeniu studiów.
Kochała życie i nie bała się ryzyka
Już podczas studiów zwracała uwagę urodą i temperamentem. Jej pierwszą wielką miłością był Dariusz Wolski, który później wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Jak się okazało, doskonale wiedział, po co tam jedzie. Z czasem zrobił światową karierę jako operator filmowy, pracując przy superprodukcjach, m.in. serii "Piraci z Karaibów" a od lat regularnie współpracuje z Ridleyem Scottem.
Po rozstaniu z Wolskim aktorka związała się z młodym reżyserem Krzysztofem Krauzem. W 1981 roku wyjechali razem do Wiednia, gdzie mieszkała matka Krzysztofa. Wybuch stanu wojennego sprawił jednak, że ich kilkumiesięczny wyjazd zamienił się w dwuletnią emigrację.
Nie był to dobry czas. Ewa nie miała kontaktu z bliskimi, którzy zostali w Polsce, martwiła się o nich. Wrodzony optymizm kazał jej jednak snuć marzenia o karierze w Europie.
"Tak mi się w głowie przewróciło, że pomyślałam: Teraz będę aktorką międzynarodową. Jadę dalej. Do Paryża.... Pojechałam, ale zagrałam tylko epizodzik w jednym filmie. Na tym skończyła się moja światowa kariera" - wspominała po latach.

We Francji przeżyła jedną z najbardziej nieprawdopodobnych przygód swojego życia. Podczas jazdy samochodem popełniła drobny błąd, czym zwróciła na siebie uwagę stojącego w pobliżu policjanta. Były to czasy ataków we Francji, dlatego funkcjonariusze bywali czasami nadgorliwi. Coś w zachowaniu Polek temu akurat policjantowi się nie spodobało, więc oskarżył je o... próbę zamachu na policjanta.
Sałacka wspominała później, że dostała napadu śmiechu, ale dobry humor szybko jej przeszedł, gdy wraz z koleżanką trafiła do policyjnego aresztu. Ostatecznie sprawa zakończyła się szczęśliwie, gdy dowódca kolejnej zmiany uznał całe zajście za absurd i kazał podrzeć protokół.
Miłości jej życia: Nawet książki nas różniły
Po powrocie do Polski małżeństwo z Krzysztofem Krauzem nie przetrwało próby czasu.
"Nie zgadzały się nam nawet książki na półkach. To przez te książki się rozwiedliśmy" - mówiła po latach z właściwym sobie poczuciem humoru.
Później jej życie uczuciowe było równie barwne. Plotkowano o romansie ze Zbigniewem Wodeckim, jednak prawdziwe szczęście odnalazła dopiero u boku znanego i cenionego lekarza Witolda Kirsteina.
To z nim stworzyła spokojny dom i doczekała się córki Matyldy, która przyszła na świat w 1994 roku.
Piękna, odważna i... niedoceniona
Choć widzowie doskonale pamiętają Ewę Sałacką z filmów i seriali, sama aktorka uważała, że jej największym żywiołem było kino, nie teatr. Po krótkim epizodzie na scenie w Kielcach zrezygnowała z etatu i wróciła do Warszawy.
Zagrała w takich produkcjach jak "Och, Karol", "Klątwa Doliny Węży", "Sztuka kochania" czy w serialach "Pogranicze w ogniu", "Pierwsza miłość", ale często otrzymywała podobne role.
Wielu ludzi filmu do dziś uważa, że jej talent nigdy nie został w pełni wykorzystany.
"W Hollywood byłaby gwiazdą pierwszego planu. Tutaj była niedoceniana" - mówiła po latach jej przyjaciółka Małgorzata Potocka. Podobnego zdania był także Jerzy Gruza.
"Była przykładem niewykorzystanej osobowości. Co ona miała w Polsce grać? Zlewozmywakowe telenowele?" - pytał reżyser.
Sama Sałacka nie zamierzała jednak rozpamiętywać zawodowych rozczarowań. Pracowała w firmie dystrybucyjnej, angażowała się w akcje na rzecz zwierząt i wspierała schroniska.
Macierzyństwo okazało się ważniejsze niż kariera
Choć kochała swój zawód, z biegiem lat coraz częściej podkreślała, że największym spełnieniem jest dla niej macierzyństwo.
"Dziś już musiałaby to być naprawdę interesująca propozycja. Nie zrezygnowałabym dla niewielkiej roli nawet z wakacji" - mówiła.
Po jej śmierci dwunastoletnia wtedy Matylda musiała bardzo szybko dorosnąć.
"Smutek i ból są we mnie przez cały ten czas, tylko nie pozwalam im sobą rządzić. Musiałam zaakceptować sytuację, żeby normalnie żyć" - wspominała po latach.
W innym wywiadzie mówiła jeszcze bardziej poruszająco:
"Mama była wyjątkowa. Dobrze, że miałam choć te dwanaście lat z nią. Żałuję tylko, że to było tak krótko. Gdyby była ze mną kilka lat dłużej, nasza relacja weszłaby na zupełnie inny poziom".
Polskie kino nie zdążyło wykorzystać jej talentu
Ewa Sałacka należała do tych aktorek, których nie sposób było pomylić z kimkolwiek innym. Miała urodę, charyzmę, poczucie humoru i ogromny temperament. Żyła intensywnie, nie bała się ryzyka, a wokół niej zawsze coś się działo.
Dwadzieścia lat po śmierci Ewy Sałackiej wciąż trudno oprzeć się wrażeniu, że polskie kino nigdy nie wykorzystało w pełni jej talentu. Jak mówił Jerzy Gruza, była osobowością, dla której zabrakło odpowiednich ról. Być może właśnie dlatego pamięć o niej pozostaje tak żywa.
Zobacz też:
Hit z gwiazdorską obsadą wróci po raz ostatni. Wielki finał nagradzanego serialu









