Krystyna Borowicz została aktorką przez przypadek.
"Poszłam na egzamin do łódzkiej szkoły teatralnej z koleżanką, aby było jej raźniej, a ponieważ była przyjazna atmosfera, i ja spróbowałam swoich sił" - wspominała w wywiadzie dla "Ekranu".
Jej interpretacją wiersza "Fortepian Chopina" zachwycił się legendarny Leon Schiller. To on zdecydował, by Krystynę wpisać na listę osób przyjętych na studia.
"Koleżanka odpadła, a ja się dostałam. Studiowałam historię sztuki i wcale nie marzyłam o zawodzie aktorki. Ale z szansy, którą dostałam od profesora Schillera, nie mogłam nie skorzystać" - opowiadała po latach.
Każda jej rola była aktorską "perełką"
Krystyna była już po drugim roku, gdy Leon Schiller dostał propozycję objęcia posad kierownika artystycznego stołecznego Teatru Polskiego i rektora warszawskiej PWST.
"Zabrał cały nasz rocznik ze sobą. Studia zaczęłam w Łodzi, a skończyłam w stolicy" - potwierdziła aktorka w rozmowie z magazynem "Scena".
Po dyplomie Krystyna Borowicz przez 10 lat niemal co wieczór grała na scenie Teatru Polskiego. W 1961 roku przeszła do Ateneum i pozostała mu wierna do emerytury.
Przyjaciele nazywali ją najsympatyczniejszą aktorką w Polsce.
"Prostolinijna, bezpośrednia, koleżeńska. Niezwykle skromna, wrażliwa i uczuciowa. Z sercem na dłoni" - tak opisał ją na kartach książki "Ludzie teatru" Witold Sadowy.
Popisową rolą Krystyny była Buba w kultowym spektaklu "Niech no tylko zakwitną jabłonie" Agnieszki Osieckiej. Przedstawienie grane było ponad tysiąc razy przy wypełnionej po brzegi widowni Ateneum.
Kino i telewizja oferowały aktorce role drugoplanowe. Zagrała ich kilkadziesiąt - o każdej powiedzieć można, że jest "perełką". Niezapomniane kreacje stworzyła m.in. w serialach dla młodzieży "Podróż za jeden uśmiech" i "Stawiam na Tolka Banana", komedii Stanisława Barei "Poszukiwany poszukiwana" czy w nominowanej do Oscara filmowej wersji "Nocy i dni".
Wyszła za mąż za kolegę z gimnazjum
W życiu prywatnym Krystyna Borowicz nie miała tyle szczęścia, ile w zawodowym.
"Tylko raz byłam mężatką i uważam, że to wystarczy" - żartowała w rozmowie z "Przyjaciółką".
Mąż - wieloletni dyrektor Polskiej Kroniki Filmowej - był pierwszą i ostatnią wielką miłością Krystyny. Chodzili razem do gimnazjum, a niedługo po osiągnięciu pełnoletności założyli rodzinę. Niestety, ich małżeństwo nie przetrwało próby czasu.
Aktorka doczekała się z mężem córki. Justyna była jej wielką dumą.
"To bardzo dzielna dziewczyna. Zajmuje się biznesem i mieszka w Niemczech. Często się odwiedzamy" - opowiadała w cytowanym już wywiadzie.
Krystyna Borowicz zwiedziła niemal cały świat, ale najlepiej odpoczywała, wylegując się na plaży nad Adriatykiem w towarzystwie ukochanej wnuczki.
"Kora była jej oczkiem w głowie. Obie uwielbiają morze i pływanie, a przede wszystkim ciepło. Babcia i wnuczka kochają się wzajemnie i rozumieją bez słów" - pisał Witold Sadowy w swojej książce.
Po śmierci ukochanej córki straciła ochotę do życia
Była już od kilku lat na emeryturze, gdy zmarła jej jedyna córka. Aktorka nigdy nie pogodziła się ze swoją stratą. Po odejściu Justyny zamknęła się w sobie i w swoim warszawskim mieszkaniu, zaczęła chorować na serce.
Jedyną pociechą była dla niej wnuczka. Kora wyszła za mąż, urodziła córkę. Regularnie odwiedzała babcię i namawiała ją na przeprowadzkę do Niemiec, ale Krystyna zdecydowała, że opuści Polskę dopiero po śmierci.
"Jej największym pragnieniem było spocząć na cmentarzu w Augsburgu obok Justyny" - twierdził Sadowy.
Krystyna Borowicz zmarła 30 maja 2009 roku. Serce odmówiło jej tego dnia posłuszeństwa... Odeszła na rękach swojego najlepszego przyjaciela, młodszego kolegi po fachu Tadeusza Chudeckiego.
Miała 86 lat.
Zgodnie z jej ostatnią wolą prochy Krystyny zostały przewiezione do Augsburga. Tego, by urna z nimi została złożona w grobie Justyny, dopilnowały jej wnuczka i prawnuczka.







