Nie żyje Stew McLean. Aktor miał 45 lat
Kanadyjski aktor Stewart McLean został znaleziony martwy. Mężczyzna, który w ostatnim czasie występował w serialu Netfliksa "Virgin River", zaginął 15 maja. Ostatni raz widziany był w swoim domu w Lions Bay. 18 maja sprawa została zgłoszona na policję, która rozpoczęła poszukiwania gwiazdy. W czwartek służby poinformowały o przekształceniu śledztwa w sprawę o zabójstwo. Zaledwie dzień później policja znalazła szczątki aktora w okolicach Zatoki Lions - donosi magazyn "People".
"Z wielkim smutkiem żegnamy naszego ukochanego klienta, Stewa McLeana" - pisze agencja Lucas Talent, która reprezentowała aktora w jego projektach zawodowych.
"Zawsze było z nim miło współpracować - oddany, profesjonalny, pełen zapału i nieskończenie zabawny! Wielu kierowników obsady skontaktowało się z rodziną Stewa i naszą agencją, aby złożyć kondolencje, a w każdej wiadomości słychać to samo: jakim był naprawdę wspaniałym człowiekiem i jak bardzo będzie nam go brakowało" - czytamy w oświadczeniu.
Stew McLean miał 45 lat.
Był gwiazdą "Virgin River" i nie tylko
Chociaż w ostatnim czasie Stew najbardziej kojarzony był ze swojego występu w hicie Netfliksa "Virgin River", zgromadził w swoim dorobku wiele innych ról drugoplanowych i epizodycznych. Swoje pierwsze występy ekranowe zaliczył w 2015 roku. Później grał głównie w serialach, m.in. "Arrow", "Nie z tego świata", "Happy Face", "Blue Steele", "The 100", "Syrena" czy "Sposób na śledztwo". Jego występy można było zobaczyć także w filmach krótkometrażowych.

Zobacz też: Gwiazdor popularnego serialu zwolniony. Powodem konflikt z producentami










