Gdy Jerzy Gruza wraz z Krzysztofem Teodorem Toeplitzem zaczynali pisać scenariusz "Czterdziestolatka", sami właśnie wkraczali w wiek średni i obaj mieli podobne spojrzenie na otaczający świat.
- Mieliśmy przede wszystkim jeden cel - osiągnąć efekt komediowy poprzez pokazanie bohatera, który hasła ówczesnej propagandy, głoszone w radiu, telewizji i "Trybunie Ludu", przyjmuje z pełną powagą i dosłownie. I rzecz jasna, żyjąc i działając w ten sposób, dostaje regularnie po tyłku - mówił Jerzy Gruza.
Po latach okazało się, że serial miał jeszcze jeden nieoczekiwany walor - stał się kroniką życia w latach 70.
Dla widzów, którzy pamiętają PRL, większość tych scen była oczywistością. Dla dzisiejszych dwudziesto- i trzydziestolatków są często zagadką wymagającą... tłumacza.
Warszawa w budowie. Serial zachował obraz miasta, którego już nie ma
Jerzy Gruza nie ukrywał nigdy, że jak dziecko interesował się budowami. Mógł godzinami obserwować robotników i pracę maszyn… Realizując serial, mógł swoją pasję przekuć w konkret.
Spora część zdjęć pokazujących Karwowskiego w pracy, powstała więc na autentycznych budowach. Dziś wielu Warszawiakom zakręci się w oku łza, gdy zobaczą archiwalne zdjęcia budowy Trasy Łazienkowskiej czy Dworca Centralnego.
Papierosy w biurach i alkohol w pracy. Tak wyglądała codzienność PRL
Jeśli jesteśmy przy miejscu pracy to kolejna ciekawostka. Niemal wszyscy palą i to palą wszędzie. Kłęby dymu papierosowego były w biurach czymś zupełnie normalnym, choć już wtedy palenie uważano za szkodliwe i co poniektórzy, w tym Stefan, próbowali się nałogu pozbyć.
W pracy też się piło. Dyrektorzy w gabinetach zawsze mieli alkohol i bywało, że częstowali nim podwładnych.
Normą byli pijący "fachowcy". Gdy Madzia Karwowska (Anna Seniuk) postanowiła pójść za modą i drzwi w mieszkaniu zamienić na łuki drzwiowe, podstawowym problemem było upilnowanie ekipy przed piciem. Nikogo nie dziwiło nawet to, że fachowcy chcieli wysłać Mareczka (Piotr Kąkolewski) po piwo, bo było to wówczas niemal normą, że dzieci kupowały rodzicom papierosy i alkohol.
Rodzina otwierała wszystkie drzwi. Znajomości były na wagę złota
Zarówno Stefan, jak i Magda to przedstawiciele ludzi z awansu społecznego. Ona przyjechała do miasta ze wsi, o nim niewiele wiadomo, tyle że wychowywał się na przedmieściach jakiegoś miasta, a w młodości był junakiem budującym Nową Hutę i działał w ZMP. Karwowscy na wszystko musieli zapracować sami. Koneksje rodzinne były jednak już wtedy ważne.
Nic więc dziwnego, że inżynier Karwowski poczuł zagrożenie, gdy na jego budowie pojawiła się młoda pani inżynier, która chętnie chwaliła się wpływowymi krewnymi rozsianymi po budowach całego kraju. Gdy Stefan opowiada o tym Walendziakowi (Jan Gałązka), swojemu prostemu sąsiadowi, ten prezentuje mu własną filozofię życiową:
- Dlatego ja wierzę w rodzinę. Jak ja ich dobrze rozstawię, to mi nikt nie wskoczy na plecy. Ani młody, ani stary. Jednego dam do wojska na zawodowego, jednego do sklepu z częściami zamiennymi, córka już jest jako uczeń w delikatesach, a reszta - to tak ich rozrzucę, żeby uchwycić kluczowe punkty.
W PRL dobrze było mieć swoich ludzi wszędzie. W sklepie, w warsztacie, w urzędzie czy na budowie. Dzięki temu łatwiej było coś załatwić.
Froterka, magiel i trzepak. Młodzi widzowie nie wiedzą, do czego służyły
Bohaterowie serialu wykonują pewne czynności prawdopodobnie zupełnie niezrozumiałe dla młodzieży. Gdy Karwowscy poruszają się po mieszkaniu w rytm twista, to nie dlatego, że ćwiczą czy tańczą, ale właśnie zapastowano podłogę i trzeba ją wyfroterować (pocierać aż do uzyskania połysku).
W jednym z odcinków Madzia i Kobieta Pracująca (Irena Kwiatkowska) wykonują dziwne ruchy z powłoczkami kołdry w rękach. Wyciągają je. Pościel po praniu krochmalono, przez co stawała się sztywna, trzeba było więc ją porozciągać, a następnie zanieść do magla.
A trzepak, przy którym Jagoda Karwowska (Grażyna Woźniak) spędza najwięcej czasu, służył przede wszystkim do trzepania dywanów i chodników, a dopiero potem do spotkań młodzieży i ćwiczeń gimnastycznych.
Gdy Stefan zabiera Mareczka nad Wisłę, by zająć się samochodem, to chodzi o to, by w spokoju nad rzeką umyć auto. Choć zwykle robiło się to pod blokiem - woda nie była rozliczana według zużycia, a sąsiadom to nie przeszkadzało.
Na samochód czekało się latami. Sam wyjazd z salonu podnosił jego wartość
Własne cztery kółka były marzeniem chyba każdego Polaka. Tyle że ich zdobycie graniczyło z cudem. Dość wspomnieć, że w tym wypadku działała odwrócona ekonomia. Dziś samochód zaczyna tracić na wartości już w chwili wyjazdu z salonu. W PRL auto w momencie, gdy z owego salonu wyjechało, podwajało, a czasem i potrajało swoją wartość.
Produkowane w Polsce samochody były dostępne w zaledwie kilku kolorach i dlatego właściciele czasem je mylili - Karwowski raz omal nie włamał się do cudzego malucha. A kupowało się je zwykle na talony lub czekając kilka lat w kolejce.
Można było kupować z drugiej ręki, najczęściej na giełdzie, gdzie panowała wolna amerykanka i kupowało się w ciemno. Płacono oczywiście z ręki do ręki. Stefan na taką giełdę zawędrował z bratem Madzi Antkiem (Janusz Gajos) i z walizką pieniędzy. Zakup zawsze wiązał się z ryzykiem. Samochód oglądało się zaledwie kilka minut, a sprawdzenie jego historii czy wiarygodności sprzedawcy było praktycznie niemożliwe.
Działka była symbolem marzeń. Każdy chciał mieć własny kawałek zieleni
Było w PRL powiedzenie "Co się martwisz, co się smucisz, ze wsi jesteś, na wieś wrócisz". Najbardziej pożądanym sposobem na zachowanie kontaktu z naturą była działka pracownicza lub rekreacyjna. Karwowskim trafiła się ta druga. I znowu mamy tu do czynienia z czymś dziś niepojętym. Każdy chciał na działce mieć jakiś domek, a że materiały budowlane były nieosiągalne, to ludzie wykazywali się inwencją. Stare kioski Ruchu, stare wozy cyrkowe…
Dla starszych widzów "Czterdziestolatek" pozostaje sentymentalnym powrotem do młodości. Dla młodszych staje się fascynującą lekcją historii codzienności. To właśnie dlatego serial Jerzego Gruzy wciąż się nie starzeje - zmieniło się jedynie to, że dziś nie tylko bawi, ale także pozwala zajrzeć do świata, który odszedł bezpowrotnie.









