Busy Philipps, znana polskim widzom z takich produkcji jak "Cougar Town" czy "Jezioro marzeń", w najnowszym wywiadzie dla magazynu "People" opowiedziała o wykryciu nowotworu i o tym, jak niewiele brakowało, by błędne podejście lekarzy przekreśliło jej życie.
Wszystko zaczęło się w lutym, gdy dostała przerażającą wiadomość: musi przejść operację usunięcia guza mózgu. Jak sama przyznaje, był to "najdziwniejszy sześcimiesięczny okres jej życia".
Do pierwszych badań zachęcił ją post na Instagramie, w którym przeczytała o specjalistycznym badaniu pozwalającym wykryć ponad 500 różnych schorzeń.
"Nie wiedziałam, dlaczego chciałam poddać się temu badaniu, wiedziałam tylko, że po prostu je zrobiłam" - opowiadała aktorka.
Kiedy poprosiła swojego lekarza o ponowne wykonanie skanu w 2025 roku, usłyszała, że "nie ma takiej potrzeby", ponieważ jest młoda i zdrowa, a wyniki rutynowych badań krwi były w porządku. Choć aktorka początkowo się wahała, najbliżsi nakłonili ją do powtórzenia procedury.
Okazało się, że była to najlepsza decyzja, jaką mogła podjąć - wyniki dały bowiem podstawy do poważnego niepokoju.
Zobacz również:
Diagnoza i walka o zdrowie
Tamten okres był dla Busy Philipps wyjątkowo pracowity: kończyła rozmowy o udziale w nowym serialu "Cupertini", szykowała się do pokazu mody i gościnnie występowała w produkcji "Bad Thoughts". Nagle musiała jednak znaleźć czas na rezonans magnetyczny, konsultacje lekarskie i to, co najtrudniejsze - rozmowę z córkami. 18-letnia Birdie i 13-letnia Cricket przyjęły tę trudną informację w miarę spokojnie.
Zabieg trwał pięć godzin. W tym czasie chirurdzy usunęli zmianę o wielkości ponad dwóch i pół centymetra. Późniejsza biopsja wykazała, że był to rzadki skąpodrzewiak drugiego stopnia - nowotwór, który choć złośliwy, daje pacjentom stosunkowo dobre rokowania.
Wczesne wykrycie guza u Philipps, zanim zdążyły pojawić się jakiekolwiek objawy, okazało się kluczowe. Gdyby poczekała do momentu wystąpienia napadów, zmiana - która miała stopień 2 w skali od 2 do 4 - "byłaby dwa lub trzy razy większa. Usunięcie go w całości mogłoby być znacznie trudniejsze" - oceniają specjaliści.
Najbardziej wstrząsający w całej historii jest fakt, że lekarz początkowo bagatelizował troskę aktorki o własne zdrowie. Dopiero konsultacja z innym specjalistą i podjęcie decyzji o badaniu na własną rękę pozwoliły wykryć nowotwór na etapie, który umożliwił skuteczną operację.
Choć sam zabieg zakończył się sukcesem, rekonwalescencja została przerwana przez niebezpieczne zakażenie gronkowcem w miejscu nacięcia, co zmusiło Philipps do ponownego powrotu na stół operacyjny. Mimo chwil załamania aktorka wróciła do pracy i dzisiaj głośno mówi o tym, jak ważna jest profilaktyka oraz determinacja w walce o własne zdrowie.










