The Good Wife

Żona idealna

Ocena
serialu
8,3
Bardzo dobry
Ocen: 106
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Portret współczesnej kobiety

O skandalach i romansach w zdominowanym przez mężczyzn świecie władzy i show-biznesu, a także o tym, czy jej postać może być wzorem dla silnych kobiet mówi zdobywczyni Złotego Globu, Julianna Margulies.

W obsypanym nagrodami serialu "Żona idealna", główna bohaterka, Alicia Florrick musi zmierzyć się z życiem, po tym jak jej ułożony świat legł w gruzach. Jej mąż trafia do więzienia w wyniku kompromitującego skandalu, a utrzymanie rodziny na powierzchni nagle spada na jej barki. Alicia poświęciła swoją karierę prawnika dla rodziny, ale musi powrócić do zawodu i udowodnić wszystkim, że taka "kurka domowa" jest w stanie walczyć o swoje jak lew.

Reklama

Współproducentami serialu są znani reżyserzy: Ridley Scott ("Gladiator", "Robin Hood", Łowca Androidów", "Obcy - 8. pasażer Nostromo") i jego brat - Tony Scott ("Karmazynowy przypływ", "Domino", "Wróg publiczny", "Człowiek w ogniu", "Fan").

"Żona idealna" została wybrana najlepszym wciąż emitowanym serialem telewizyjnym przez serwis Entertainment Weekly, a grająca rolę Alicii Julianna Margulies (znana też z "Ostrego dyżuru i "Rodziny Soprano") została uhonorowana Złotym Globem dla najlepszej aktorki, właśnie za swoją kreację "żony idealnej".

Margulies także prywatnie stanowi ucieleśnienie silnej, odnoszącej sukcesy kobiety. W świecie show-biznesu, którym rządzą mężczyźni, nie jest to łatwe.

Co aktorka mówi o swojej pracy, skandalach, władzy w rękach kobiet - dowiecie się z poniższego wywiadu:


Jak zareagowałaś, gdy Ridley Scott zaproponował ci rolę Alicii w "Żonie idealnej"?

- Pomyślałam: Jakie to miłe! Bardzo mi pochlebiała ta propozycja. Uważam, że Ridley jest niesamowicie utalentowanym reżyserem, dlatego postanowiłam przeczytać scenariusz. Nie chciałam grać w serialu emitowanym przez komercyjną telewizję; wolałam współpracować z telewizją kablową. Zawsze obawiałam się słabszej jakości w przypadku projektów stacji komercyjnych, zbyt dużego udziału reklamodawców i tego, że serial nie będzie rozwijał się według linii wytyczonej w odcinku pilotażowym. Na spotkaniu z Ridleyem powiedziałam mu, że obawiam się, iż przy 23 odcinkach rocznie ryzykujemy odejście od tego, co zaprezentujemy widzom w pilocie. A on na to: "Jeżeli kiedykolwiek będziesz czuła, że tak się dzieje, zadzwoń do mnie." "Naprawdę?" - zapytałam z niedowierzaniem. Jak dotąd nigdy jednak nie okazało się to konieczne, ponieważ to on jest u steru!

Gratulacje z okazji zdobycia Złotego Globu! Co oznacza dla ciebie ta nagroda?

- Muszę powiedzieć, że bardzo mi to schlebia - serial był przecież obecny na antenie zaledwie przez pół sezonu, nie spodziewałam się więc tego wyróżnienia. Było ono dla mnie wielkim zaskoczeniem, ale przede wszystkim odczułam wielką radość, bo dzięki tej nagrodzie serial zyskał markę poza Stanami Zjednoczonymi. Kiedy odbierałam Złoty Glob, byliśmy w przededniu europejskiej premiery "Żony idealnej". Trzeba również dodać, że był to jedyny serial emitowany przez stację komercyjną, który znalazł się w gronie nominowanych produkcji, a ja byłam jedyną nominowaną reprezentującą stację komercyjną. Wszystkie pozostałe aktorki grały w produkcjach stacji kablowych, i jak najbardziej słusznie znalazły się w tym gronie. Dzięki temu zdałam sobie jednak sprawę, że kreujemy wszyscy postaci takiego formatu, jaki zazwyczaj spotkać można jedynie w telewizji kablowej.

Dlaczego twoim zdaniem ludzi tak bardzo fascynują medialne seks-skandale?

- Może dlatego, że traktują to jako nierealny świat, dopóki oczywiście sami nie znajdą się w podobnej sytuacji? To jak przyglądanie się z boku zażartej walce. Dodatkowo w przypadku polityków skandale takie mają zupełnie inne podłoże. Nagle zyskują oni władzę nieporównywalną z niczym innym, przez co wydaje im się, że ich postępki nie będą miały żadnych konsekwencji, ponieważ są oni nietykalni. To tak, jak z osobą, która jest na diecie, ale podjada frytki z twojego talerza. Wydaje jej się, że te kalorie się nie liczą, ponieważ to nie ona zamówiła te frytki, ale ty.

Czy zdarza się to również w show-biznesie?

- Tak, byłam świadkiem takich skandali. Jestem absolutnie przekonana, że świat show-biznesu nie jest wolny od tego typu zachowań, które zresztą uważam za podłe. Kiedy widzę takie zachowanie, mówię kolegom i koleżankom: "Hej, jeszcze dwieście lat temu aktor był błaznem, wynajmowanym, by rozweselać gawiedź!" Dopóki nie odkryłeś lekarstwa na raka albo na AIDS, nie masz prawa zachowywać się tak, jakbyś był ponad innymi ludźmi!

A czy myślisz, że władza uderza kobietom do głowy w mniejszym stopniu, niż mężczyznom?

- Oczywiście, że tak! Jesteśmy inaczej zaprogramowane. Nawet jeśli mówimy o kobiecie, która nigdy nie była mężatką z gromadką dzieci, to i tak posiada ona umiejętność koncentrowania się na kilku zadaniach jednocześnie. Nie wiem, jaką osobą jest prywatnie Hillary Clinton, nie znam osobiście żadnej kobiety-polityka, ale z tego, co widzę, i z tego, co wydaje się być regułą, mogę wyciągnąć pewne wnioski. Ktoś zapytał mnie przed chwilą na konferencji prasowej, dlaczego kobiety nie wdają się w romanse.

- Odpowiadam: Bo nie mamy czasu! To prawda, mówię to absolutnie szczerze! Oczywiście, na pewno są takie kobiety, które romansują na boku. Ale jeśli pracujesz na pełnym etacie, a dodatkowo jesteś matką, żoną, przyjaciółką, siostrą, córką - jak, u licha, masz znaleźć czas, by wymknąć się z domu na małe "dymanko"? Nie mam pojęcia, jak to jest możliwe. Ja pracuję czternaście godzin dziennie, potem biegnę do domu, do dziecka, wstaję rano, jednocześnie staram się być dobrą żoną dla mojego męża - gdzie w tym wszystkim jest czas na romans? Nie wyobrażam sobie takiej możliwości. Wracając do kobiet u władzy, to po pierwsze wydaje mi się, że mężczyźni się ich boją, więc nie proszą o wiele. A po drugie, kobiecie o wiele trudniej jest romansować - rozumiesz, mężczyzna może to robić praktycznie wszędzie!

Zawsze grasz silne kobiety i chyba nie zdarzyło ci się jeszcze wcielić w postać o niezbyt złożonej osobowości. Jakie role cię interesują?

- Przede wszystkim ciekawe. Role "słodkich trzpiotek" nigdy mnie nie pociągały, i to bez względu na gażę - chyba, że mówimy o skeczach. Zdarzyło mi się wystąpić w takim skeczu w "Saturday Night Live", gdzie wcielałam się w kompletne idiotki. Wszyscy byli zaskoczeni, że to potrafię. Tymczasem ja podeszłam do tej propozycji na zasadzie zerwania z "szufladką". Jest jednak jeden warunek - taka rola musi być interesująca. Niedawno skończyłam zdjęcia do filmu, w którym gram żonę Andy'ego Garcii. Postaci tej na pewno nie można nazwać błyskotliwą - ale bardzo spodobały mi się jej tupet i przebojowość. Niektórzy uznaliby ją pewnie za "słodką trzpiotkę"…

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje