The Walking Dead

Żywe trupy

Ocena
serialu
8,7
Bardzo dobry
Ocen: 268
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Żywy trup - idol pop

Zombie to jedna z tych martwych postaci z XX-wiecznego horroru, która okazała się nad wyraz żywotna za sprawą magii voodoo, kosmicznych promieni, technologii kosmitów, wycieków radioaktywnych, wirusów lub innych czynników zewnętrznych. Żywe trupy, wraz z wampirami, mumiami i tańczącymi szkieletami, towarzyszą fanom opowieści z dreszczykiem od bardzo dawna.

Współczesne zombie, czyli powolną kukłę, która kieruje się tylko jednym instynktem: potrzebą jedzenia świeżego ludzkiego mięsa, stworzył w 1968 roku George A. Romero. To właśnie w jego filmie "Noc żywych trupów" zobaczyliśmy przedstawiciela tego gatunku, który później zdominował nasze myślenie o tych kreaturach. Korzenie zombie sięgają jednak czasów naprawdę zamierzchłych.

Reklama


KONKURS: Jak przygotowalibyście się na epidemię zombie? Macie pomysł? Możecie wygrać komiksy, koszulki i inne nagrody!

Pomysł na… zombie: Haitański folklor i magia voodoo

Zombie to część dawnego folkloru haitańskiego. Wg mieszkańców tej wyspy, bokor - haitański czarownik - może przywrócić do życia zmarłego, który - pozbawiony wspomnień i uczuć - będzie dla niego wykonywał różne prace. Dodatkowo wierzono, że jeżeli ktoś poda ożywionemu trupowi sól, to nieboszczyk w mig przypomni sobie, kim jest (a raczej kim był) i zda sobie sprawę ze swojej sytuacji (po)życiowej.

Co najzabawniejsze: wedle wierzeń Haitańczyków zombie, który odzyskał pamięć, udaje się w niedługim czasie na cmentarz, aby samemu zakopać się ponownie w grobie.

Najsłynniejszym haitańskim zombie był mężczyzna, który w 1980 roku twierdził, że jest zmarłym w 1962 i przywróconym do życia przez bokora Clairviusem Narcisse. Byłyby to wierutne bzdury, gdyby nie fakt istnienia medycznej dokumentacja śmierci Narcisse'a, oraz to, że podający się za niego człowiek znał wiele faktów z życia Clairviusa, o których wiedziała jedynie najbliższa rodzina.

Zombie szybko "zawędrował" do Europy i Stanów Zjednoczonych, gdzie rozpoczął całkiem nieźle zapowiadającą się karierę filmowej gwiazdy u boku takich sław, jak wilkołaki, wampiry, mumie, dychy i inne szkaradzieństwo.

Trup, który narodził się dwa razy

Według magazynu "Time", pierwsze narodziny zombie w kulturze anglojęzycznej nastąpiły w 1929 roku, wraz z wydaniem książki W.B. Seabrooka "The Magic Island" . Autor opisał w niej haitańską odmianę żywego trupa. W książce tej po raz pierwszy słowo "zombi" zostało zapisane po angielsku.

W latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku postacie z gatunku zombie (choć pod innymi nazwami) pojawiały się także w opowiadaniach ojca współczesnego horroru paranormalnego, H.P. Lovecrafta. Najważniejszym z nich było opowiadanie "Reanimator" ("Herbert West - Reanimator"), które stało się późniejszą podstawą dla zdefiniowania postaci zombie we współczesnej kulturze popularnej.

Wzorując się na historii Frankensteina i jego potwora, Lovecraft stworzył postać szalonego naukowca, który opracowuje serum przywracające do życia ludzkie zwłoki. Twory Herberta Westa są jednak, w przeciwieństwie do przeżywającego egzystencjonalne rozterki potwora Frankensteina, brutalne, nieme i bezmyślne. Twórca "Reanimatora" tym samym antycypował prawie idealnie postać współczesną zombie, stworzoną - jak wspomnieliśmy - przez George'a A. Romero w jego "Nocy żywych trupów".

Druga świeżość zwłok

Czytelnicy "Mistrza i Małgorzaty" wiedzą o paradoksie "łososia drugiej świeżości" i o tym, że świeżość może być tylko jedna, czyli pierwsza. Zasada ta nie stosuje się jednak do zombie. Żywe trupy mogą mieć drugą młodość, druga świeżość i drugą szansę.

W kinie haitańska wersja postaci zombie pojawiała się między rokiem 1930 a 1968 sporadycznie. Warto odnotować takie filmy, jak "White Zombie" z Belą Lugosim z 1932, w którym po raz pierwszy w kinie pada tytułowa nazwa "zombie", serię "Revolt of the Zombies" (1936), "King of the Zombies" (1941), "I Walked With a Zombie" (1943) czy uznawany za najgorszy film w historii kina "Plan 9 z kosmosu".

Wszystko zmieniło się jednak wraz z udanym debiutem pewnego młodego reżysera.

"Noc żywych trupów" zreinterpretowała i ponownie ustanowiła wzorzec żywego trupa w naszej kulturze. Dość dokładną definicję "romerowskiego zombie", podaje Tracy V. Wilson w tekście "How Zombies Work".

Czytamy w nim, że "zombie to świeże ciała, reanimowane w wyniku radiacji, środków chemicznych, wirusa, magii lub boskiej interwencji; w większości zwłoki ludzkie" (choć zdarzają się, że pojawiają się zombie-zwierzęta, np. w serii "Resident Evil" - przyp. red.). Wg Wilsona: "Zombie są bardzo silne, lecz powolne i mało zręczne. Odporne na ból. Utrata kończyn także nie jest dla nich problemem. Absolutnie skupione na zadawaniu śmierci i żywieniu się żywymi ludźmi".

Romero swojego zombie stworzył przez połączenie mitu wampirycznego z ludowym zombie haitańskim. Wg niego zaraza zombifikująca przenosi się na ludzi przez ugryzienia.

Romero był pierwszym twórcą, który wplótł w swoją opowieść wizję apokalipsy i upadku społeczeństwa spowodowanego plagą żywych trupów. Nic dziwnego więc, że jest przezywany "dziadkiem wszystkich Zombie".

"Noc żywych trupów" stała się zaczątkiem serii "Living Dead", która zawiera w sobie jeszcze sześć kolejnych filmów Romero. Jego debiut był także ogromnym sukcesem artystycznym. Chwalił go nawet legendarny i najbardziej wpływowy amerykański krytyk filmowy Roger Ebert.

Wybucha epidemia

Żywe trupy Romero stały się dobrem wspólnym kultury i doczekały się wielu naśladowców. W latach 90. XX wieku postać zombie stała się równocześnie znakiem firmowym niskobudżetowych horrorów pośledniej jakości, jak i zadziwiająco bogatą pożywką dla undergroundowego kina reżyserów bawiących się dekonstrukcją filmowych konwencji. Trzeba tu wymienić takie tytuły, jak nowozelandzka "Martwica mózgu" Petera Jacksona (tak, tego samego, który później nakręcił trylogię "Władcy pierścieni"), kultowe "Martwe zło" Sama Raimiego czy "Dellamorte Dellamore" Michele'a Soaviego.

Później opisany nurt przeniósł się do krajów azjatyckich, gdzie zaowocował chociażby niesamowitym filmem "Versus" Ryuheia Kitamury - rezygnującym z fabuły na rzecz narracji opartej tylko na tzw. chwytach.

Pod koniec XX wieku zombie były już zadomowione w każdym przejawie kultury: w filmach, grach, komiksach, muzyce i w książkach. Wraz z wysycaniem się konwencji, z głównego nurtu romerowskiego wykształciły się trzy główne gałęzie: kino zombie-społeczne, zombie-widowiska i zombie-parodie.

Boleśnie płytką fabularnie serię filmów "Resident Evil" i nie lepsze od niej remaki filmów Romero, powstałe po roku 2000, zaliczymy do kategorii widowiska.

W miarę ciekawe propozycje znajdziemy w kategorii trzeciej: przede wszystkim freudowską rozprawkę w stylu pop, czyli kultową "Martwicę mózgu", historię pięknej przyjaźni między chłopcem a zombie "Fido", czy wielki brytyjski sukces komediowy "Shawn of the Dead" ("Wysyp żywych trupów") Wrighta i Pegga.

Dodać trzeba, że w tej grupie trafiają się także prawdziwe kurioza, w rodzaju: "Duma i Uprzedzenie i Zombie", "Porn of the Dead" Roberta Rottena, "Zombie Strippers" z Jenną Jameson w roli głównej i absolutna perełka - cały subgatunek: podwodne zombie-naziści (m.in. "Le lac des morts vivants" i norweski "Zombie SS").

Kino-zombie społeczne liczy najmniej produkcji, ale bije pozostałe kategorie na głowę pod względem jakościowym. Film "28 dni później" Danny'ego Boyle'a, nominowany do Europejskiej Nagrody Filmowej w 2003 roku i zdobywca Saturna w 2004 r. w kategorii najlepszego horroru, zamiast na strzelaniu do zombie skupia się na smutnej obserwacji zezwierzęcenia zdrowych ludzi w obliczu upadku cywilizacji i zaniku norm moralnych.

Tematykę apokalipsy porusza udany brytyjski miniserial "W domu zombie" ("Dead Set"), odważnie zrównując rozleniwionych odbiorców ogłupiających programów telewizyjnych z bezmózgimi zjadaczami ludzkiego mięsa.

Miejmy nadzieję, że do tej grupy dołączy teraz serial stacji AMC "The Walking Dead", w reżyserii Franka Darabonta ("Skazani na Shawshank" i "Zielona mila").

Nowy sztywniak w rodzinie?

Szanse na sukces "The Walking Dead" są duże, gdyż produkcję oparto na bardzo udanej serii komiksów Roberta Kirkmana, która ukazuje się od 2003 roku. Kirkman - w estetyce wiernej wczesnym filmom Romero - stworzył historię szeryfa Ricka Grimesa, który z rodziną i kilkorgiem innych ocalałych, stara się znaleźć bezpieczne miejsce w świecie opanowanym przez żywe trupy.

Nie braknie ćwiartowania, palenia i wbijania kołków w zombie, ale o wiele większy nacisk został położony na relacje wewnątrz grupy bohaterów, ich walkę o dominację, problemy moralne, coraz trudniejsze i mniej jasne wybory między dobrem a złem.

Kirkman został zaproszony do współpracy nad serialem przez AMC i wiele wskazuje na to, że charakter komiksu nie zostanie zatarty w telewizyjnej produkcji.

- Współpraca z Robertem Kikrmanem, który jest także producentem wykonawczym serialu, to coś niesamowitego. Bo, oczywiście, chcieliśmy stworzyć jakąś nową jakość, ale też pozostawić nienaruszony wydźwięk komiksu - co jest sprawą zupełnie zasadniczą. Ten ton jest jednym z najważniejszych walorów komiksu Kirkmana - mówił, grający rolę Ricka, Andrew Lincoln, w wywiadzie dla swiatseriali.pl.



Widzowie w USA mogli się już przekonać, czy zapowiedzi twórców pokrywają się z komiksową wizją - serial zadebiutował w AMC 31 października.

Będzie także emitowany w Polsce i to wcale nie za kilka lat, jak moglibyśmy się spodziewać.

Nowy kanał serialowy FOX rozpocznie emisję "The Walking Dead" już 6 listopada o 22:00!

To nie koniec dobrych wiadomości.

Pierwszy odcinek serialu będziecie mogli obejrzeć na naszej stronie www.swiatseriali.pl w poniedziałek, 8 listopada, od 8:00 do 24:00!

Bartosz Stoczkowski

swiatseriali.pl

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje