Prawo Agaty

Ocena
serialu
8,6
Bardzo dobry
Ocen: 1258
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Prawo Agaty": Aniela i Bartek - para nie do pary?

Zbuntowana fanka motocykli i uporządkowany adwokat z dzieckiem. Czy mają szansę na udany związek? Odtwórcy ról Anieli i Bartka w "Prawie Agaty" zdradzili nam, co czeka ich bohaterów.


Reklama


Szósty sezon "Prawa Agaty" na półmetku. Jakie zmiany zaszły u Waszych bohaterów?

Michał Mikołajczak: Duże! Bartek został ojcem. Na świecie pojawił się jego syn, Franek, a wraz z nim dodatkowe obowiązki. Musi stać się bardziej odpowiedzialny. Nadszedł czas, żeby dorosnąć (uśmiech). Jego sytuacja uczuciowa też nie należy do najprostszych. Tkwi w trójkącie miłosnym pomiędzy Justyną (Karolina Kominek - przyp. red.), która jest matką jego dziecka oraz Anielą. Jego uczucia wciąż są wystawiane na próbę. Mój bohater w ciągu tej serii będzie dojrzewał także zawodowo. Z początkującego mecenasa przeistoczy się w wytrawnego prawnika. Czeka go mnóstwo ciekawych rozpraw na sali sądowej.

Katarzyna Zawadzka: Aniela natomiast będzie się starała znaleźć w życiu właściwą drogę. Gdy się pojawiła w kancelarii, była dość zbuntowaną dziewczyną - interesowały ją motocykle i imprezy. Zrozumiała jednak z czasem, że to, w co zaczęła się angażować, może się stać jej planem na życie. Dlatego postanowi zdawać na studia prawnicze. Oczywiście nie bez znaczenia jest też miłość do Bartka, która z początkowej fascynacji przeradza się w głębokie uczucie. Ojcostwo Bartka to prawdziwa rewolucja, która wiele spraw skomplikuje. Aniela łatwo jednak nie odpuści, będzie wytrwale czekać, aby zdobyć jego serce. 

Czym Bartek najbardziej imponuje Anieli?

K.Z.: Oboje są z tak różnych światów, że na pierwszy rzut oka w ogóle do siebie nie pasują. Na początku wydawało mi się, że taka dziewczyna jak Aniela zainteresuje się raczej jakimś "wolnym duchem", na przykład motocyklistą, albo miłośnikiem sportów ekstremalnych. A tu proszę - wybiera człowieka zorganizowanego, który mocno stąpa po ziemi. Być może dlatego że, jak wiadomo, przeciwieństwa się przyciągają.

M.M.: Bartek zachowuje się wobec Anieli inaczej niż w stosunku do pozostałych pracowników kancelarii. Puszy się niczym paw, demonstrując przed nią swoje zalety (uśmiech). Poza tym zdaje się nie zauważać jasnych sygnałów, które wysyła mu Aniela. Już pojawiają się głosy internautów, że mój bohater to gbur i Aniela powinna sobie znaleźć kogoś innego (uśmiech).

K.Z.: Wcale im się nie dziwię (uśmiech). Po lekturze pierwszych odcinków, odniosłam wrażenie, że przyjdzie mi grać kopciucha, dziewczynę ślepo zakochaną w chłopaku, który ją wykorzystuje - robi z niej niańkę i pomoc domową, na zasadzie "przynieś, wynieś, pozamiataj" (uśmiech). Na szczęście, po lekturze kolejnych stron scenariusza, kamień spadł mi z serca. Aniela w końcu się buntuje, co daje Bartkowi dużo do myślenia.

Dzięki temu, że Bartkowi urodził się syn, macie okazję grać na planie z niemowlakami. Jakie to uczucie, kiedy się bierze na ręce tak kruchą istotę?

K.Z.: To specyficzny rodzaj pracy. Wszystko trzeba dopasować pod kątem dziecka, które ma dopiero trzy miesiące. Najpierw jednak, przygotowując się do sceny, ćwiczymy z lalką, o pseudonimie "Siniak".

M.M.: To dlatego, że jest cała sina (uśmiech).

K.Z.: To prawda (uśmiech), wygląda dość przerażająco, ale bardzo ułatwia nam sprawę. Ćwiczymy więc z lalką, a dopiero gdy jesteśmy gotowi do akcji, pojawiają się dzieci...

M.M.: To bliźniacy - Franek i Filip. Jeden spokojny, a drugi płaczliwy, więc świetnie się uzupełniają. Kiedy w scenie przewidziany jest płacz, do akcji wkracza Filip. Natomiast gdy potrzeba spokojnego dziecka, bierzemy Franka, który ma na imię tak samo jak mój serialowy syn. Chłopcy wprowadzili element nieprzewidywalności. 

Przypuszczam, że dzięki temu jest dużo ciekawiej...

K.Z.: Tak, ponieważ to nam stwarza okazję do improwizacji. Na przykład - ze sceny wynika, że dziecko śpi, a my mówimy szeptem. A tu, wbrew scenariuszowi, dziecko zaczyna płakać. Wtedy my staramy się dostosować do zaistniałej sytuacji i ukołysać malucha. Lubię te sceny.

Bliźniaki zaakceptowały Was jako serialowych rodziców?

M.M.: Staramy się (uśmiech). Myślę, że nić porozumienia między nami została zadzierzgnięta. Cała ekipa robi wszystko, aby nasi najmłodsi aktorzy mieli komfortowe warunki pracy. Ich prawdziwi rodzice są non stop obecni na planie i mają nas na oku (uśmiech). Jestem przekonany, że Filip i Franek polubili nas. Chociaż na widok Tomka Karolaka zdarzyło się im płakać (uśmiech).

Gracie w najpopularniejszym serialu o prawnikach. Mieliście kiedyś okazję, aby skonfrontować plan filmowy z rzeczywistością sali sądowej?

K.Z.: Ja niestety nie i póki co, niech tak zostanie (uśmiech).

M.M.: Widziałem kilka rozpraw w prawdziwym sądzie. Nie wygląda to tak kolorowo jak u nas. Zazwyczaj są to posiedzenia, podczas których adwokat czyta z kartki. Oczywiście, zdarzają się też głośne sprawy, które przypominają film, ale to wyjątki. Imponuje mi wiedza, którą posiadają prawnicy. Czasami, czekając na zdjęcia, przeglądam sobie kodeks. Już sama umiejętność sprawnego poruszania się po tym labiryncie przepisów budzi mój respekt. Z satysfakcją natomiast stwierdziłem, że adwokaci wcale nie są tak sztywni jak można by sądzić, kiedy pod togą dostrzegłem adidasy (uśmiech).

Rozm. Ewa Jaśkiewicz

Dowiedz się więcej na temat: Prawo Agaty | Michał Mikołajczak | Katarzyna Zawadzka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje