Pierwsza miłość

Ocena
serialu
8,4
Bardzo dobry
Ocen: 8499
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Pierwsza miłość": Zawsze jest dobry czas, żeby się zakochać!

Ewa Gawryluk, czyli Ewa z „Pierwszej miłości”, opowiada, czym różni się uczucie łączące młodych ludzi od tego, jak przeżywają to dojrzalsi zakochani. Wyjaśnia także, dlaczego lepiej wręczyć klucze do mieszkania niż pierścionek zaręczynowy.

W nowych odcinkach...

Reklama

- Moja bohaterka jest odważną osobą, niełatwo ją przestraszyć, ale teraz zrobi się naprawdę niebezpiecznie. Karol ulegnie szantażystom i weźmie na siebie winę za zabicie człowieka. Ewa będzie go wspierać, ale zacznie się dla nich trudny okres.

Nowak nie zostawi ukochanego?

- Oczywiście, że nie. Ewa jest bardzo lojalna. W ich przypadku można mówić o prawdziwej, dojrzałej miłości. Sporo już razem przeszli, dlatego moja bohaterka teraz też pozostanie wierna ukochanemu i nie opuści go w trudnych momentach.

Jakiś czas temu Ewa spodziewała się pierścionka zaręczynowego od Karola, a otrzymała klucze do jego mieszkania. W dzisiejszych czasach to lepsze rozwiązanie?

- Myślę, że jest to mocniejsza, więcej znacząca deklaracja. Bo jeśli ktoś daje drugiej osobie klucze, to znaczy, że chce z tym człowiekiem codziennie się budzić. A pierścionek? To tylko biżuteria. Można go oddać.

Klucze też.

- Tak, ale wtedy już trochę naszych rzeczy w tym mieszkaniu zostanie. Wyprowadzka jest bardziej skomplikowana niż zwrot pierścionka, choć to ładny symbol. Najlepiej byłoby otrzymać jedno i drugie (śmiech).

Co różni dojrzałą miłość od uczucia łączącego młodych ludzi?

- Przede wszystkim nie jesteśmy już tak narcystyczni, małostkowi i egocentryczni. Doświadczenie czyni nas bardziej empatycznymi. Z drugiej strony, chyba trudniej wejść w związek w wieku dojrzałym, bo zazwyczaj dobrze wiemy, czego chcemy. Trudniej nas emocjonalnie zaspokoić. Ważna jest więź łącząca dwoje ludzi. W młodości wystarczyła ładna buzia, teraz potrzebujemy znacznie więcej. W serialu pokazujecie widzom, że warto kochać. Miłość w każdym wieku jest piękna. Niezależnie, czy mamy 18, 50 czy 80 lat. To jest tak fajne uczucie, że nie należy się przed nim bronić. Szkoda marnować czas. Jeśli się świetnie dogadujemy, to trzeba dać uczuciu szansę. "Pierwsza miłość" może też być dojrzała. Nie tylko młodzi ludzie mogą się kochać.

Pani i Karol Strasburger daliście postaciom własne imiona. To ułatwia pracę na planie?

- Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Ale to nie pierwszy raz. W serialu "Na Wspólnej" też gram Ewę, zdarzyło się to także w "Matkach, żonach i kochankach", "Ojcu Mateuszu" i kilku innych produkcjach. Myślę, że to piękne imię, dlaczego go nie wykorzystać (śmiech)? Noszę je dzięki mojej siostrze. Wszystkie jej lalki miały na imię Ewa, więc i ja musiałam je otrzymać. Na planie mi to nie przeszkadza, bo jak wołają: "Ewa", to wiem, że chodzi o mnie.

Jak się współpracuje z panem Karolem Strasburgerem?

- Bardzo dobrze, bezproblemowo. Dołączając do ekipy serialu, nigdy nie wiem, co się wydarzy. O wszystkim decydują scenarzyści. To oni jakiś czas temu połączyli moją bohaterkę z Karolem Wekslerem.

Pani plany zawodowe?

- Zagrałam fajny wątek w serialu "O mnie się nie martw". Kobietkę, która chce się zemścić na mężu za zdradę, ale nie do końca jej to wychodzi. To rola z komediowym pazurem, czyli coś, co bardzo lubię i za czym ostatnio tęskniłam. Bardzo miłe dwa dni zdjęciowe. Miałam sceny z Krzysztofem Stelmaszykiem, z którym dobrze się znamy, pracowaliśmy wcześniej razem w teatrze.

Rozm. Monika Ustrzycka


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje