Pierwsza miłość

Ocena
serialu
8,4
Bardzo dobry
Ocen: 8428
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Dobre dziewczęta bywają czasem nudne

Aneta Zając grająca Marię Radosz w "Pierwszej miłości" przyznała, że chciałaby aby jej postać była bardziej niegrzeczna.

Aneta Zając już od pięciu lat wciela się w rolę Marii Radosz będącej pierwszoplanową bohaterką serialu "Pierwsza miłość". - Chciałabym, żeby Marysia była bardziej niegrzeczna - wyznała aktorka podczas jubileuszu 1000. odcinka produkcji Polsatu.

Reklama

Aktorka bardzo ciepło wspomina swój pierwszy dzień na planie. Było to dla niej niezwykle stresujące, ale i cenne doświadczenie.

- Pierwszy dzień odbywał się na Akademii Medycznej, a pierwszą scenę grałam z panią Joanną Kurowską, więc tym bardziej byłam bardzo zestresowana. Mimo to, ten dzień wspominam jako coś magicznego; coś, co nigdy się już nie powtórzy - aktorka wspomina serialowe początki w rozmowie z INTERIA.TV.

Dla Anety dużym wyzwaniem było wczucie się w emocje i sposób myślenia swojej bohaterki.

- Na początku nie wierzyłam nawet, że mam zagrać tę rolę. Byłam w szoku. Potem zrozumiałam, że to skromna i prosta dziewczyna z ambicjami; że nie zależy jej tylko na forsie i ciuchach - wyznaje Zając.

Od tego momentu minęło już sporo czasu. W czasie kręcenia serialu Aneta dorastała wraz z Marysią. - Moja postać jest teraz dużo dojrzalsza. Minęło 5 lat, stała się kobietą - ma dom i męża.

Gra na planie nie należy do najłatwiejszych zajęć. Szczególne ciężko jest wtedy, kiedy ma się problemy ze zrozumieniem granej postaci. Identyfikacja ze swoją rolą sprawiała czasem Anecie duże trudności.

- Jestem bardziej szalona niż Marysia i trochę bardziej niegrzeczna. Podobną mamy natomiast wrażliwość na ludzką krzywdę - mówi aktorka.

Od pewnego czasu Aneta jest zaręczona ze swoim serialowym partnerem, Mikołajem Krawczykiem, który odtwarza tam rolę Pawła Krzyżanowskiego.

- Taki związek pomaga na planie, bo się bardzo dobrze znamy, przewidujemy swoje reakcje, dzięki temu łatwiej jest grać i rozmawiać - wyznaje Aneta.

Aktorka nie ma żadnego wpływu na rozwój swojej postaci - to w końcu zadanie scenarzystów. Chętnie jednak zmieniłaby w niej kilka rzeczy. - Chciałabym, żeby Marysia była bardziej niegrzeczna. Widzowie polubili ją za to, ze jest ciepła i dobra, ale nikt nie jest nieskazitelny. Czekam z niecierpliwością na małe ryski na tej postaci - mówi na zakończenie artystka.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje