The Pacific

Pacyfik

Ocena
serialu
6,9
Niezły
Ocen: 63
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Nic nie łączy bardziej niż wspólna niedola

"Przeszedłem swój chrzest bojowy właśnie podczas tych scen, gdy wszystko dookoła wybuchało, a moim zadaniem było pozostać przy życiu" - mówi Joe Mazzello, grający jedną z głównych ról w serialu "Pacyfik", którego producentami są Tom Hanks i Steven Spielberg. Praca na planie była dla niego jedną z najcięższych prób i najważniejszym doświadczeniem w karierze. W wywiadzie aktor opowiada o szczegółach.

8 grudnia 1941 roku, niespełna 24 godziny po nieoczekiwanym ataku Japończyków na amerykańską bazę Marynarki Wojennej w Pearl Harbor, Kongres USA wypowiedział wojnę Cesarstwu Japonii. Stany Zjednoczone oficjalnie przystąpiły do trwającej od dwóch lat II wojny światowej. Ta decyzja przechyliła szalę zwycięstwa na korzyść obozu Aliantów.

Reklama

Serial "Pacyfik" pokazuje działania wojenne widziane oczami głównych bohaterów i ich towarzyszy broni, którzy stają w obronie ojczyzny i własnego życia. Żołnierze walczą w wielu egzotycznych miejscach, o nic nie mówiących im nazwach, takich jak Guadalcanal, Przylądek Gloucester, Peleliu, Iwo Jima czy Okinawa. Zmagając się z ekstremalnymi warunkami, głodem i trudnym klimatem, marines zmagają się z wrogiem, który woli wybrać śmierć niż poddać się. Toczą też nieustanne bitwy z własnym ciałem, umysłem i emocjami. Główną osią fabuły są losy trzech amerykańskich żołnierzy: Roberta Leckie'go (James Badge Dale), Eugene'a Sledge'a (Joe Mazzello) i Johna Basilone (Jon Seda).

Joe Mazzello opowiada o swojej roli w tym przedsięwzięciu, o postaci Sledge'a i swoich poglądach na temat wojny.

Jak dostałeś rolę w "Pacyfiku"? Czy fakt, że jako 10-latek zagrałeś w słynnym filmie "Jurassic Park" Stevena Spielberga, producenta "Pacyfiku", miał wpływ na otrzymanie roli Eugene'a Sledge'a?

Joe Mazzello: Nie wypieram się tego, że już kiedyś zagrałem u Stevena Spielberga, ale nie miało to absolutnie żadnego znaczenia. Ubiegałem się o rolę w "Pacyfiku" starodawnym sposobem - najpierw poszedłem na casting, potem miałem przesłuchanie przed jednym producentem, później przed kolejnym, a dopiero na ostatnim etapie miałem spotkanie ze Stevenem Spielbergiem. On nawet nie wiedział, że ubiegałem się o rolę w jego projekcie, dopóki nie dotarłem do punktu, w którym to on podejmował ostateczną decyzję o obsadzeniu poszczególnych ról.

- Ubieganie się o rolę w "Pacyfiku" było dla mnie interesującym doświadczeniem. Podświadomie myślałem, że może wcześniejsza praca za Stevenem, nawet piętnaście lat temu, dawała mi jakieś fory. Ale w tym samym momencie poczułem ogromną presję. Co się stanie, jeśli nie dostanę tej roli? Czy oznaczałoby to, że kiedyś byłem dobry, a teraz nie? Czy to, że mój głos się zmienił, mnie dyskwalifikuje? Było to dla mnie interesujące doświadczenie, niemalże zatoczenie pełnego koła. Gdy wszedłem na ostatnie spotkanie, uścisnął mnie na powitanie, co rozluźniło mnie na chwilę, a potem przeszliśmy do czytania roli.

Od początku chciałeś zagrać Eugene'a Sledge'a?

Joe Mazzello: Od początku czułem związek z tą postacią. Cały proces obsadzania ról był wielkim półrocznym szaleństwem. Na pierwszym przesłuchaniu polecono mi przeczytać kwestie innego bohatera "Pacyfiku". Na drugim przesłuchaniu przypasowano do mnie Sledge'a, a na trzecim - Sledge'a i Roberta Leckiego, którego zagrał James Badge Dale. Później usłyszałem, że od początku byłem typowany na Sledge'a, więc moja intuicja mnie nie zawiodła.

Czy projekt o takiej wymowie, rozmachu i budżecie, wymaga od aktora specjalnych predyspozycji?

Joe Mazzello: Wydaje mi się, że tak. Przede wszystkim trzeba być poważnym aktorem, całkowicie zaangażowanym i oddanym swojej pracy, a nie przeskakującym od chałtury do chałtury. Nie mogło być tak, że pojawiasz się na planie, dostajesz swoje dialogi, uczysz się ich na pamięć i potem wychodzisz. Tam nawet nie było krzeseł i mówiąc to nie mam na myśli krzeseł z naszymi nazwiskami wypisanymi na oparciach. Po prostu nie było nic, co miało cztery nogi.

Nie mieliśmy przyczep, do których moglibyśmy wrócić między ujęciami. Kręciliśmy często przez sześć dni w tygodniu, pod koniec przez pięć i przez całe dziesięć miesięcy zdjęć w Australii pojechałem do domu tylko na Boże Narodzenie. Było ciężko.


Zobacz trailer serialu:


Zacząłeś grać w filmach jako dziecko. Czy "Pacyfik" pozwolił ci dorosnąć jako aktorowi? Traktujesz rolę Eugene'a Sledge'a jako swoją pierwszą dorosłą rolę?

Joe Mazzello: Jako dziecko rzeczywiście miałem całkiem niezłą karierę filmową, którą udało mi się zachować w równowadze z moim normalnym życiem. Lubiłem grać i sprawiało mi to przyjemność, ale nie czułem, że gdyby tego zabrakło, to skończyłby się świat. Tak więc liceum, bal maturalny, egzaminy do college'u, granie w football, pójście na studia - to wszystko było częścią mojego życia. Aktorstwo zeszło na drugi plan, a przez trzy lata nie miałem nawet agenta. Na studiach odkryłem, że całkiem ciekawy świat jest także z drugiej strony kamery. Spróbowałem i spodobało mi się.

- Jednak moją pierwszą i największą miłością jest granie i chciałem do tego powrócić. Gdy "Pacyfik" pojawił się na horyzoncie, wiedziałem, że jest to idealny projekt dla mnie. Moja postać dorasta, zmienia się z 18-latka w 24-latka na przestrzeni wojny. I dla mnie ta rola ma symboliczne znaczenie, łącząc moje dziecięce role z dorosłymi.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje