Ojciec Mateusz

Ocena
serialu
8,7
Bardzo dobry
Ocen: 1619
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Wyznania "Ojca Mateusza"

Jak się pracuje w zabytkowym Sandomierzu? Co przyciąga twórców do tego miasta? I czy łatwo mknąć w sutannie na rowerze? Artur Żmijewski opowiada o kulisach "Ojca Mateusza", serialu, który pokochały miliony widzów.

Poważny, bardzo oszczędny w gestach, jest tak skupiony, że nie rozprasza go hałas i nerwowa krzątanina typowa dla planu filmowego. Wystarczy rzucić okiem na ekipę kręcącą "Ojca Mateusza", by zwrócić uwagę na postać w sutannie. Kiedy w przerwach ujęć Artur Żmijewski spokojnie przechadza się z założonymi rękami, można odnieść wrażenie, że to prawdziwy duchowny.

Reklama

Większość scen do "Ojca Mateusza" powstaje w Sandomierzu, ekipa rzadko przenosi się do Warszawy.

"Praca z daleka od miejsca zamieszkania ma swoje złe i dobre strony. Uciążliwe jest oczywiście oderwanie od domu. Ale za to można się skupić wyłącznie na pracy i nie myśleć o niczym innym. Kręcenie serialu w Sandomierzu uwalnia nas od tego, co dzisiaj w Warszawie jest ogromnym utrapieniem, czyli przedzierania się przez zakorkowane ulice. Jeżeli trzeba w ciągu dnia dotrzeć do kilku miejsc na planie, to traci się bezproduktywnie mnóstwo czasu" - wyznaje Żmijewski.

I dodaje: "Natomiast Sandomierz daje nam niezwykły komfort: odległości są niewielkie, nie ma korków i, co niewątpliwie jest najważniejsze, nasza ekipa spotyka się z ogromną życzliwością sandomierzan, z gotowością do pomocy i współpracy. Tę przychylność czuje się na każdym kroku".

Aktor pamięta swoje pierwsze spotkanie z miastem na wzgórzach przed siedemnastu laty. Był wtedy w zespole Teatru Współczesnego, który wystawiał w pobliskim Tarnobrzegu "Wieczór Trzech Króli".

"Z przyjemnością wspominam tamtą wyprawę: Tarnobrzeg, renesansowy zamek w Baranowie, a przede wszystkim Sandomierz, którym byłem zauroczony" - twierdzi gwiazdor "Na dobre i na złe".

Nie przypuszczał wtedy nawet, że kiedyś tu na pewien czas zamieszka i to blisko miejsca, gdzie tworzył Jarosław Iwaszkiewicz, który przez prawie pół wieku powracał tu, żeby pisać.

Hotel, w którym mieszka Artur Żmijewski, jest wtopiony w renesansową zabudowę, a z okien roztacza się widok na wąwóz i prastary kościół św. Jakuba. Obok niego, pod lipami, wiedzie do wąwozu Piszczele droga, po której często ojciec Mateusz jedzie na rowerze.

"Od dziecka jeżdżę na rowerze, ale po raz pierwszy niejako zawodowo" - mówi artysta.

"Na bardzo ostrym i wyboistym bruku koło św. Jakuba i przy katedrze to jest rosyjska ruletka. Nigdy nie wiadomo, co się stanie. Na szczęście chłopcy z ekipy technicznej już wiedzą, że muszą mieć zawsze zapasowe dętki. Za to na rynku kamienne płyty są zdradliwe, bo wystarczy kilka kropel deszczu, żeby stały się piekielnie śliskie. A do tego jazda w sutannie! To efektownie wygląda, zwłaszcza na wirażu, ale kilka razy już wkręciła się między łańcuch a zębatkę i nie było zbyt zabawnie. Nie ma jednak co narzekać, bo kilka kropli potu nikomu nie zaszkodziło, a po scenach rowerowych czuję, że solidnie popracowałem" - dodaje.

Latem ekipie we znaki dają się... komary.

"Nie sądziłem, że gdziekolwiek na świecie może być ich więcej niż na Mazurach, a na sandomierskim rynku przeżyłem kilka razy zaskoczenie. Dopiero fachowiec od insektów wyjaśnił mi, że mogą one migrować nawet dwadzieścia kilometrów, a tu mają Wisłę i starorzecza tuż pod zamkiem. Ale to drobiazg. Tak naprawdę liczy się to, że pracujemy w niezwykłym miejscu. Tu czuje się ciągłość cywilizacji przez pokolenia. To stawia człowieka do pionu, uświadamia mu, że jest trybikiem w machinie, która kręci się od nie wiadomo ilu wieków. Przede mną byli tu ludzie i będą po mnie" - przekonuje aktor.

I dodaje: "Jest w tym też coś fajnego, bo oznacza, że warto budować, tworzyć, bo coś z tego pozostaje. Katedra, zamek, Brama Opatowska, ratusz, Ucho Igielne i kościoły to dorobek pokoleń, które wznosiły i doskonaliły miasto. Po pracy w Warszawie, z jej zwariowanym tempem, pobyt w Sandomierzu to okazja do refleksji i znalezienia innego rytmu życia".

Kolejny odcinek "Ojca Mateusza" już w niedzielę, 11 października, o 17:20 na TVP1.

Więcej czytaj w magazynie "Tele Tydzień"

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje