Ojciec Mateusz

Ocena
serialu
8,7
Bardzo dobry
Ocen: 1981
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Chciałbym być wzorowy

- Byłem psotnym dzieckiem, więc mama straszyła mnie, że przyjdzie ten z rogami. Na wszelki wypadek postanowiłem zostać kościelnym! - żartuje Rafał Cieszyński. Oczywiście marzenia o byciu policjantem takim, jak Gibalski, także miał.

Zdążył się pan już zżyć z policjantem Gibalskim?

Reklama

- Od początku czułem się dobrze w tej roli. To charakterystyczna postać: prostolinijna, dobroduszna. Wiem, że widzowie darzą mojego bohatera sympatią, czego doświadczam w kontaktach z ludźmi.

Postrzegają go jako wzorowego funkcjonariusza?

- Myślę, że on nie tyle jest, ile chciałby być wzorowy. Czasem się trochę zagapi, czasem coś mu nie wyjdzie, ale intencje ma zawsze jak najlepsze - i to się liczy. Sumiennie wypełnia polecenia zwierzchników, inspektora Możejki (Piotr Polk) i aspiranta Nocula (Michał Piela), jest pełen zapału i ambicji. Pod tym względem można uznać go za przykład stróża prawa.

Czy grając tę postać, spełnia pan dziecięce marzenia? Podobno każdy chłopiec chce kiedyś zostać policjantem albo strażakiem...

- Pewnie, że tak (śmiech)! Już zresztą parę razy mi się to udało, bo policjantem byłem wcześniej m.in. w serialu "Fala zbrodni". A jako chłopak, nie powiem, śmigałem z zawrotną prędkością na rowerze Wigry 3, który w naszych zabawach udawał policyjny motocykl. Z czasem jednak zmieniłem plany i postanowiłem zostać kościelnym.

Z pobożności?

- Nie, ze strachu. Ponieważ byłem żywym, psotnym dzieckiem, babcia i mama, kiedy żadne argumenty już do mnie nie docierały, mówiły mi, że przyjdzie "ten z rogami" i mnie zabierze. Postanowiłem się jakoś, na wszelki wypadek, zabezpieczyć. A że do kapłaństwa brakowało mi powołania, do bycia organistą - zdolności muzycznych, pozostawała więc tylko funkcja kościelnego, jako skuteczny sposób asekuracji dla małego rozrabiaki.

Ognisty temperament, wygląd południowca. Ma pan może latynoskie korzenie?

- Z tego, co mi wiadomo, nie mam. Urodę odziedziczyłem po mamie i chyba częściowo po dziadku.

Ale żonę ma pan zagraniczną...

- I to bardzo (śmiech)! Tata mojej żony (Alżbety Lenskiej - przyp. red.) jest synem Słowaczki i Węgra, osiedlił się w Czechach, do tego doszła połowa krwi polskiej po mamie. I tak oto powstała - jakże udana - mieszanka wybuchowa (śmiech)! Obdarzona też niezłym temperamentem!

Wyobraźmy sobie, jak energetyczną osóbką będzie państwa córeczka, która niedawno przyszła na świat!

- Póki co, nasza Zosia uśmiecha się jak aniołek i pochłania świat wielkimi oczkami. Ale nie mamy najmniejszej wątpliwości, że z czasem objawi swój temperament.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje