Nowa

Ocena
serialu
7,3
Dobry
Ocen: 301
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Jak zrobić karierę na Wschodzie?

28-letnia dziś Magdalena Górska zabłysnęła rolą Patrycji, kapryśnej i niezrównoważonej żony podkomisarza Marka Brodeckiego (Maciej Zakościelny) w "Kryminalnych". Zagrała też w "M jak miłość" i "Glinie", po czym zniknęła z polskiego rynku. Aktualnie podbija Białoruś, Litwę, Rosję i Ukrainę. Jak się jej to udaje?

W serialu "Kryminalni" wcieliłaś się w bardzo niesympatyczną żonę podkomisarza Marka Brodeckiego. Wiem od innych aktorek, że granie tak wyrazistych, negatywnych postaci niesie za sobą spore ryzyko zawodowe. Długo później nie otrzymywały innych propozycji lub traciły kontrakty reklamowe. Zdarzyło się coś podobnego w twoim przypadku?

Reklama

- Nie wydaje mi się. Jednocześnie wcielałam się w inne postacie, na przykład w "M jak miłość". W "Kryminalnych" zagrałam moją pierwszą większą rolę w serialu zaraz po studiach. Uznałam ją za wyzwanie. Tym bardziej, że w szkole widziano mnie w rolach niewinnych, dobrych dziewczyn. O Patrycji z "Kryminalnych", zanim jeszcze pojawiła się na ekranie, mówiło się, że zostawiła swoje dziecko, co wskazywało, że jest to rozchwiana i emocjonalnie niedojrzała kobieta. Natomiast potem scenarzyści dali mi szansę na jej obronę.

Rzeczywiście, pokazanie się w takiej roli praktycznie na początku zawodowej drogi niesie pewne ryzyko. Z drugiej strony dobrze, że zostałam zapamiętana. W sumie weszłam do "Kryminalnych" na epizod, który przeciągnął się na dwa czy trzy sezony.

Po "Kryminalnych" właściwie przestałaś pojawiać się w polskich produkcjach.

- Jeszcze były niewielkie role m. in. w "Testosteronie", "Glinie" czy "Skazanym na bluesa". Zagrałam też główną postać kobiecą w węgierskim filmie kostiumowym. A później mój agent Jurek Gudejko poinformował mnie, że ludzie z Białorusi szukają dziewczyny do filmu. To było dwa i pół roku temu. Pojechałam tam na casting i dostałam pracę. Tytuł tego filmu można przetłumaczyć na polski "W czerwcu 1941 roku". Zagrał w nim też Paweł Deląg oraz bardzo znany i ceniony w Rosji Sierioża Bezrukow.

Oglądałem fotosy z tego filmu - wyraźnie wyeksponowano w nich twoją słowiańską urodę.

- Potrzebowali takiego typu - młodej Polki, która mieszka na Białorusi, przy granicy ze Związkiem Radzieckim, na terenach należących kiedyś do Polski.

Jaki był odbiór tego filmu?

- To była produkcja na zamówienie telewizji, ale na taśmie filmowej, co dziś jest już rzadkością. Chyba się spodobał, bo pierwszy kanał w Rosji emitował go dwa albo trzy razy.

A jak wspominasz pracę na Białorusi?

- Mieliśmy zdjęcia w przepięknych miejscach i pracowałam z fantastycznymi aktorami.

Mówisz po rosyjsku?

- Dwa lata temu jeszcze nie mówiłam, ale teraz znam już rosyjski na niezłym poziomie. Przy okazji pracy w Rosji poznałam wspaniałych ludzi i chciałam się z nimi porozumiewać bez pośrednictwa tłumacza.

Mateusz Damięcki, który grał w Rosji w filmie "Russkij bunt", również dobrze wspominał pracę na wschodzie, ale jednocześnie mówił, że odbywa się ona znacznie wolniej niż w Polsce. Też odniosłaś takie wrażenie?

- Gdy kręciliśmy "W czerwcu 1941 roku", pogoda wiele razy psuła nam szyki. Kilkakrotnie w ogóle nie weszłam na plan, choć czekałam cały dzień. Ale to są historie typowe dla pracy w filmie.

Miałaś jakieś nietypowe zadania aktorskie?

- Paweł Deląg wcielał się w postać Niemca, zafascynowanego graną przeze mnie bohaterką, ale jednocześnie bardzo destrukcyjnego człowieka. Nie zapomnę sceny na tamie na rzece, w której wiszę na linie, a on się nade mną znęca. Miałam kaskaderkę, która trochę wisiała za mnie i potem wpadała do rzeki, ale sama też powisiałam sobie w palącym sierpniowym słońcu (śmiech). W dodatku gdzieś tam szedł prąd i było przebicie na barierkę na tamie, więc na zakończenie tych atrakcji zostałam lekko porażona. Poza tym kręciliśmy sceny, w których Sierioża Bezrukow wynosił mnie z wody, a także tarzałam się po ziemi i byłam cała posiniaczona. Bezrukow też miał dużo ekstremalnych scen, ale nigdy nie gwiazdorzył, nie okazywał niezadowolenia czy zniecierpliwienia.

A jakie miałaś warunki poza planem?

- Bardzo dobre. Zawarłam wspaniałe znajomości. Poznałam ojca Sierioży Bezrukowa, który jako pierwszy napisał zbeletryzowaną biografię Siergieja Jesienina, odkrywając prawdziwą przyczynę jego śmierci. Jesienin nie zginął śmiercią samobójczą, lecz został zamordowany przez NKWD. Bezrukowowie zrobili zresztą serial o Jesieninie. Obaj wspaniale recytowali rosyjskie wiersze. Dzięki nim zetknęłam się z prawdziwym duchem Rosji.

A dzięki roli w rosyjskim filmie dostałaś propozycję zagrania w ukraińskim serialu...

- Tak, jedno z drugiego wynikało. Ukraińcy są na bieżąco z tym, co się dzieje w rosyjskim kinie i telewizji, a Bezrukow jest również gwiazdą na Ukrainie. Ukraińcy zobaczyli "W czerwcu 1941 roku" i zaproponowali mi główną rolę w serialu "Tilki kochanye". Jest to format, który w Polsce był realizowany jako "Tylko miłość", a mnie zaproponowano rolę, którą w polskiej wersji grała Małgosia Kożuchowska. To pierwszy serial, w którym aktorzy mówią po ukraińsku. W rosyjskich filmach moje bohaterki mówiły moim głosem, ponieważ obcy, polski akcent był tam uzasadniony, a w serialu byłam dubbingowana.

Serial zadebiutował w czasie prezydenckich wyborów i wywołał wiele pozytywnych reakcji. Czytałam komentarze w internecie: "Chwała ci kanale "Adin plus adin" za pierwszy nasz projekt w naszym narodowym języku. Cieszymy się, że coś zostało przełamane. Oby tak dalej".

Z ciekawostek mogę dodać, że główną rolę męską zagrał Oleksandr Nikitin, znany polskim widzom z "Na dobre i na złe" (jako Igor, mąż Meg, którą grała Maja Ostaszewska - przyp. aut.). Pomagał mi na planie, bo dzięki pracy w naszym kraju nieźle znał polski.

Bardzo różni się ukraiński serial od polskiego?

- To oczywiste, że inne są realia. Poza tym inna jest bohaterka, która gra moją rywalkę. Nawiązując do początku naszej rozmowy, w tym serialu gram bardzo pozytywną bohaterkę.

Wszystko wskazuje na to, że stajesz się aktorką znaną w Rosji i na Ukrainie. Będzie kontynuacja tej wschodniej przygody?

- Mam w Moskwie agenta, który trzyma rękę na pulsie. Jestem również w kontakcie z producentami na Białorusi, którzy szykują nowe projekty. Niedawno wysłałam przez internet do Moskwy casting do serialu, nagrany w Polsce - czekam na odpowiedź.

No i zagrałaś. Znowu w kryminalnym serialu.

- Tak się złożyło, że zagrałam gościnnie w "Nowej". Moja bohaterka jest położną. Myślę, że to ciekawa rola, bo otoczona pewną tajemnicą.

Aktorzy mawiają, że film to kochanka, a żoną jest teatr...

- Też cenię sobie pracę w teatrze. Nigdy nie miałam etatu, ale przez dwa lata po szkole grałam w Ateneum, tam debiutowałam główną rolą u boku Piotra Fronczewskiego. W sztuce z Ewą Wiśniewską, Janem Kociniakiem, Krzysztofem Tyńcem - to był zaszczyt pracować w takim zespole. Przez jeden sezon grałam w "Niebezpiecznych związkach" w Komedii, a w Capitolu w "Wieruszce". Miałam też w Dramatycznym warsztaty z teatralną legendą Robertem Wilsonem, ale z różnych względów premiera sztuki się nie odbyła.

To, że nie miałam etatu w teatrze, dawało mi jednak pewną wolność. Mogłam zagrać w węgierskim filmie, a później na Litwie we włosko-litewsko-amerykańskim horrorze, który jeszcze nie miał premiery. Byłam jedyną kobietą w tym filmie.

Jedyna kobieta w horrorze to postać skazana na zagładę...

- Owszem. Mimo to z niecierpliwością czekam na premierę.

Agencja W. Impact

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje