Na dobre i na złe

Ocena
serialu
8,9
Bardzo dobry
Ocen: 10481
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Na dobre i na złe": Recepta na sukces

Trudno w to uwierzyć, ale lekarze z Leśnej Góry są już z nami od 18 lat! Dziś obsada nie przypomina już tej z początków serialu. Przypomnijmy sobie, jak to się wszystko zaczęło...

Serialowa Zosia to lekarka z powołania, z wielkim sercem dla chorych.

Reklama

Jednak skupiona na pracy niezbyt dobrze lokowała uczucia.

Nie dostrzegała, że miłość jej życia jest tuż obok.

Długo traktowała Kubę (Artur Żmijewski) tylko jako dawnego chłopaka ze studiów.

Razem z nim i Brunem (Krzysztof Pieczyński) stworzyła za to wyjątkowy zespół.

Ostra teściowa

Z kolei serce Jakuba zabiło szybciej na widok Zosi po latach. Jednak najpierw musiał on poukładać swoje życie i wziąć odpowiedzialność za szaleństwa młodości - nastoletniego syna Tomka (Bartosz Obuchowicz).

Jakby tego było mało, jego matka (Barbara Brylska) na każdym kroku podkreślała, że tak wspaniały syn zasługuje na kogoś wyjątkowego.

Zosia długo musiała czekać na jej akceptację. Miłosne perypetie przeżywali wszyscy, w tym długoletni dyrektor Leśnej Góry.

Piotr Garlicki dostał propozycję zagrania doktora Trettera po powrocie z piętnastoletniego pobytu w USA.

- Pamiętam, że odpowiedziałem "Szalenie mnie to interesuje!". Ten serial zachwycił mnie swoim profesjonalizmem. Jestem wymagający, a tu, na planie, wszystko było idealnie przygotowane do pracy - mówi nam pan Piotr. Najtrudniejsze były dla niego sceny nagrywane po śmierci serialowej żony.

Bardzo przeżył, gdy wcielająca się w tę postać Daria Trafankowska zmarła w 2004 roku na nowotwór.

Dramaty i romanse

- Mnie z kolei wcale nie wychodziły sceny miłosne - mówi nam ze śmiechem Katarzyna Bujakiewicz. Jej siostra Marta była bardzo uczuciowa, ale gdy operator kamery wołał: "Akcja!", aktorka zamiast namiętnie pocałować partnera, wybuchała śmiechem.

- Z tego powodu zamarł mój uczuciowy wątek z Bartkiem Opanią, czyli z doktorem Latoszkiem - mówi pani Kasia. Za Latoszka wyszła natomiast Lena Starska.

- Świetnie mi się grało wszystkie sceny, ale łatwo nie było. Często musiałam dokonywać dramatycznych wyborów, zarówno na szpitalnym oddziale, jak i w swoim serialowym małżeństwie - mówi Anita Sokołowska.

Trudne chwile przeżywała też Meg Donovan (Maja Ostaszewska), Agata Kwiecińska-Depczyk (Dorota Segda) i urocza Mariolka (Agnieszka Dygant). Z prawdziwą tragedią musiała poradzić sobie ekranowa Bożenka (Edyta Jungowska), kiedy zaginął jej ukochany Mareczek (Paweł Wilczak).

Jednak i ona przekonała się, że czas leczy rany, gdy poznała holenderskiego anestezjologa (Redbad Klijnstra). Jej historia pokazała, że mimo nieszczęścia, znów można cieszyć się życiem.

Wielkie sławy na planie

Marian Opania miał inne problemy. Jako prof. Zybert zmagał się najpierw z alkoholizmem, a ostatnio z chorobą Parkinsona.

- Ale zdjęć rentgenowskich raczej nie wieszałem do góry nogami, bo moja żona jest bakteriologiem i od lat obracam się w gronie lekarzy - mówi nam pan Marian.

- Cała ekipa stawała na rzęsach, aby nie było pomyłek - dodaje Renata Berger, która od 17. odcinka nieprzerwanie gra anestezjolog Jadwigę Ziemiańską. - Ta rola to dla mnie dar. Dzięki niej mogłam spotkać na planie takie sławy jak Nina Andrycz, Barbara Krafftówna, Wiesław Michnikowski.

W ciągu 18 lat przewinęło się przez plan serialu  wielu wspaniałych aktorów: Emilia Krakowska, Magdalena Zawadzka, Piotr Adamczyk, Tomasz Kot. Zdarzało się, że ktoś miał występować tylko w kilku lub kilkunastu odcinkach, ale jego postać tak zachwyciła widzów, że produkcja pospiesznie rozwijała wątek. Tak było m.in. z profesorem Falkowiczem, którego zagrał Michał Żebrowski.

Jego bohater był z początku czarnym charakterem, ale i świetnym chirurgiem. Doprowadzał współpracowników do furii i łez. Jednak bez jego talentu i złośliwości szpitalny oddział nie byłby taki sam. Doktor Falkowicz musiał zostać!

Lubią nas prawdziwi lekarze

Zdjęcia do "Na dobre..." były kręcone w różnych miejscach, m.in. w warszawskim szpitalu na Banacha i Centrum Zdrowia Dziecka. Teraz aktorzy mają do dyspozycji wyposażoną w profesjonalny sprzęt salę na peryferiach Warszawy.

- Kiedyś na potrzeby zdjęć sprowadzono robota chirurgicznego o nazwie da Vinci. Wyglądał nieziemsko. Jak wariaci robiliśmy sobie z nim zdjęcia! - wspomina Renata Berger. Dodaje, że wszyscy aktorzy nieźle się już orientują w medycznych zagadnieniach.

Regularnie są zagadywani na ulicach z prośbą o wystawienie skierowania do szpitala w Leśnej Górze. A gdy sami, prywatnie, trafiają do szpitala, często słyszą: "O, witam koleżankę po fachu!"

KZ

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje