M jak miłość

Ocena
serialu
9,9
Super
Ocen: 133467
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Jakie to piękne miejsce...

"Teraz nie mam tęsknot, bo mogę każdą tęsknotę zrealizować. Po raz pierwszy w życiu. Jeśli chce mi się gdzieś wyjechać, to jeśli odsunę obowiązki - przesunę zdjęcia w serialu, to mogę wyjechać. Zawsze mogę na przykład pojechać do Australii" - mówi Agnieszka Fitkau-Perepeczko.

Kilkanaście lat przebywała Pani poza Polską. Nie tęskniła Pani za krajem?

Reklama

Agnieszka Fitkau-Perepeczko: Ja tak tęskniłam za Polską, że jak pierwszy raz, po ośmiu latach nieobecności w kraju, w 89 roku przyleciałam do Polski, to na starym: szarym i brzydkim Okęciu, pełnym mgieł i deszczu byłam tak wzruszona, że nie mogłam stać... Po prostu ze wzruszenia ugięły się pode mną kolana. Wtedy zrozumiałam co znaczy powiedzenie: aż się pod nim kolana ugięły? Musiałam usiąść. Potem to wzruszenie trochę przeszło jak celnik chciał ode mnie jakiś kwit, jaką kartkę i zaczął krzyczeć, że już nigdy nie wyjadę...

A tam, w Australii?

Agnieszka Fitkau-Perepeczko: W Australii nachodziły mnie straszne momenty tęsknoty. Zwłaszcza przy pierwszej "australijskiej" wigilii. Tęskniłam tez wiele razy pomimo, że leżałam na plaży i jadłam jakieś niezwykłe owoce... Morze cudowne, plaża... A ja tęskniłam. Pamiętam jak brat mnie zapytał: Co masz taką smutną minę? Nie cieszysz się, że tu jesteś? A ja mu odpowiedziałam: Ty i tak tego nie zrozumiesz... On był wtedy na etapie zachłyśnięcia się totalnego Australią, nie miał takiej "rozdrapy" jak ja...

Ta tęsknota za Polską, to była tęsknota za jakimiś konkretnymi miejscami?

Agnieszka Fitkau-Perepeczko: Jak po ośmiu latach spędzonych w Australii chodziłam po Warszawie nagle doceniłam pierwszy raz w życiu niektóre miejsca w stolicy. Chodziłam i mówiłam: jakie to piękne miejsce, jaki tu zakątek, a to - jaka piękna rzeźba... Dopiero trzeba wyjechać żeby docenić to, co tutaj jest. Na co dzień tego nie zauważamy. Dopiero jak nas "z tym" rozdzielą, to jest źle. Dotkliwie się "za tym" tęskni.

Czy w jakiś sposób pielęgnowała Pani w sobie polskość, będąc daleko stąd?

Agnieszka Fitkau-Perepeczko: W Australii słuchaliśmy wiadomości z Polski w tamtejszej telewizji. One były bardzo depresyjnie przedstawiane. Ja się okropnie denerwowałam, bo uważałam, że to jest strasznie smutne i nieprawdziwe... że cała Polska nie jest przecież taka smutna, że to wszystko jest mocno przesadzone... Buntowałam się przeciwko pokazywaniu tamtej szarej, smutnej Polski. To co dziś dzieje się w Polsce też nie napawa nas euforią... ale ja myślę, że Polacy zawsze mogą pokazać się z bardzo dobrej strony i drażniło mnie pokazywanie tylko "szarości"... Nie wszystko zawsze przecież było i jest smutne i szare. Mamy różne umiejętności, gust, inteligencję... Mamy na przykład wspaniałe zakątki w kraju, piękne miejsca, których nie mają Australijczycy. Takie stare, piękne miejsca...

Czy jest coś za czym Pani teraz tęskni?

Agnieszka Fitkau-Perepeczko: Nie. Teraz nie mam tęsknot, bo mogę każdą tęsknotę zrealizować. Po raz pierwszy w życiu. Jeśli chce mi się gdzieś wyjechać, to jeśli odsunę obowiązki - przesunę zdjęcia w serialu, to mogę wyjechać. Zawsze mogę na przykład pojechać do Australii. Mam tam dom obok morza. Mogę tam w każdej chwili pojechać i spędzić wakacje. Tylko, że teraz tyle rzeczy dzieje się wokół mojej osoby w Polsce, że byłoby lekkomyślnością wyjechać i opalać się w Melbourne... Tam teraz zaczyna się lato? Piękna pogoda, piękne zapachy lata? Czuje ten zapach.

Tęskni Pani za tym...

Agnieszka Fitkau-Perepeczko: Tak, ale nie chcę wyjechać. Bo ta adrenalina i te emocje, dostarczane każdego dnia... Wywiady, propozycje spotkania. Różne osoby w różnych miastach. Kulinarne show, w którym biorę udział - gotuję, opowiadam i słucham, co ludzie mówią. Wie Pani, ludzie pytają mnie na przykład jaką muzykę lubię, jakie obrazy i dekorują salę i puszczają muzykę specjalnie dla mnie jak do nich przyjeżdżam. To urocze sytuacje w życiu.

W dedykacji Pani najnowszej książki pada słowo skromność. Co to znaczy dzisiaj - być skromnym?

Agnieszka Fitkau-Perepeczko: Dedykacja jest dla Marka. On był człowiekiem bardzo skromnym i bardzo niewymagającym. Myślę, że gdyby był mniej skromny i bardziej wymagający jego kariera wyglądałaby inaczej. On był człowiekiem niezwykłych zdolności i walorów. Człowiekiem kompletnie niedocenionym. Dopiero po śmierci wiele osób go doceniło. On mnie skromności uczył. To zdanie o skromności, cytowane przeze mnie w dedykacji, to była jego dewiza życiowa...

Marek nie umiał walczyć o swoje o pieniądze, chociaż pracował, występował. Nie umiał prosić o role i właśnie o pieniądze. Mało tego. Pomagał młodym aktorom. Dzielił się ostatnimi 100 złotymi jakie miał po to, żeby na przykład taki młody człowiek mógł swojej żonie kupić coś dobrego? Takim był człowiekiem.

Dziś bycie skromnym pomaga? Mamy drapieżne czasy?

Agnieszka Fitkau-Perepeczko: Tak. Mamy drapieżne czasy i musimy być w jakimś sensie drapieżni. Tylko ta drapieżność musi mieć też swoją...

Klasę?

Agnieszka Fitkau-Perepeczko: Tak, swoją klasę i swoje granice. Nie możemy wszystkiego za wszelką cenę... Wydrapywanie nie jest dobrą metodą, bo zawsze odwraca się przeciwko nam. Można dojść innymi metodami do tego, by na przykład osiągnąć sukces. Wie Pani chodzi o to, by była to skromność dobrze pojęta.

Dziękuję za rozmowę.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje