Klan

Ocena
serialu
7,3
Dobry
Ocen: 4427
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Klan": Zbigniew Suszyński nie odmawia serialom

Chętnie wspomina „dawne dzieje” – ot, choćby pracę na planie telenoweli „Adam i Ewa”. My znamy go także z roli Rajmunda w „Pierwszej miłości” i Krzyśka Buka w „Ostatnim dzwonku”. Po przerwie wakacyjnej wróci jako kobieciarz Rutka w „Klanie”.


Reklama

Należysz do grona aktorów, którzy raczej nie odmawiają serialowym producentom... Dlaczego?

- Ponieważ taka jest specyfika zawodu, który uprawiam. Najbardziej lubię przyjeżdżać do Wrocławia - na przykład na plan "Pierwszej miłości" (odcinki z jego udziałem - w środę o godz. 9.15, na antenie Polsat Film - red.). We Wrocławiu zrobiłem też kilkadziesiąt odcinków "Biura kryminalnego". Ostatnio można mnie zobaczyć w "Klanie". Wcielam się w Rutkę, byłego piłkarza, który zmienia kobiety jak rękawiczki. Mam nadzieję, że w lipcu wrócę na plan. Mogę zdradzić widzom, że mój bohater kupi budynek, w którym mieści się firma Zyty. Potem spotka się z dziewczynami i złoży im pewną propozycję nie do odrzucenia.

Wielu widzów pamięta cię z roli mecenasa Wernera w "Adamie i Ewie". Od emisji ostatniego odcinka serialu upłynęło 13 lat...

- Mimo upływu czasu mam nadal ogromny sentyment do tej pierwszej telenoweli, ponieważ na planie panowała przyjacielska atmosfera. Kasia Chrzanowska, Iwona Bielska i śp. Waldek Goszcz byli ludźmi bezkonfliktowymi, z którymi świetnie się pracowało. Z wieloma aktorami nadal mam dobry kontakt. Często np. dzwonię do Kasi Chrzanowskiej. To było ciekawe doświadczenie aktorskie, choć gorzkie, ze względu na śmierć męża Kasi, a potem Waldka w wypadku samochodowym... Oczywiście nie twierdzę, że serial był wysokich lotów. Cieszył się jednak dużą popularnością, ludzie go ubóstwiali.

W latach 90. nie narzekałeś na brak zajęć. Znalazłeś jednak czas, by zainteresować się rynkiem budowlanym i deweloperskim.

- Musiałem gdzieś mieszkać. Zdementuję tu przy okazji plotkę, która krążyła w środowisku aktorskim. Nigdy nie miałem firmy budowlanej. W tamtym okresie kupiłem mieszkanie w Sopocie, które bardzo sobie chwalę, bo z żoną i córką chętnie z niego korzystamy. Nie tylko podczas wakacji...

Od wielu lat jednak mieszkasz na warszawskim Ursynowie. Dlaczego tutaj?

- Najpierw razem z żoną wynajmowaliśmy mieszkanie na ul. Wilanowskiej. Wtedy też córkę zapisaliśmy na zajęcia taneczne, które z kolei odbywały się właśnie na Ursynowie. Po pierwszej wizycie w tamtych okolicach doszliśmy do wniosku, że chcemy tam kupić mieszkanie. Tak też się stało. Zainwestowaliśmy w duże, komfortowe mieszkanie z widokiem na przepiękny, zielony las, gdzie mieszkamy do dziś. Córka Milena również pozostała wierna tej dzielnicy.

Poza tym połknęła bakcyla aktorskiego. Śledzisz przebieg jej kariery?

- Oczywiście. Zwłaszcza że sporo gra. Ostatnio Milenę mogłem oglądać w serialu "Sama słodycz". Wcieliła się w Gosię, siostrę Fryderyka (Piotr Adamczyk). Przyznaję, że o ile siebie jakoś nie lubię oglądać na małym ekranie, o tyle jej poczynania aktorskie śledzę z wielką przyjemnością. Jestem z niej dumny!

Jeśli czytelnik chciałby cię zobaczyć na scenie, to do którego z warszawskich teatrów powinien się wybrać?

- Do teatru Scena Prezentacje, gdzie mam etat. Oglądać mnie tam można w spektaklu "News na jedynkę" Marka Fayeta, gdzie gram jedną z czterech głównych ról, w towarzystwie Matyldy Damięckiej, Tomka Błasiaka i Marii Ciunelis. Oczywiście znowu wcielam się w negatywną postać (śmiech). Z kolei w Teatrze Współczesnym udzielam się w dwóch sztukach: "Ludziach i Aniołach" Wiktora Szenderowicza oraz "Hamlecie" Szekspira.

Rozmawiał MARIUSZ SOBOTA

Dowiedz się więcej na temat: Klan | Zbigniew Suszyński

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje