True Detective

Detektyw

Ocena
serialu
6,8
Niezły
Ocen: 17
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Detektyw": Upadek hitu?

Dowiedz się, dlaczego kontynuacja serialu nie spodobała się widzom.


Reklama


Gdy w styczniu 2014 r. wyemitowano pierwszy odcinek "Detektywa", nic nie wskazywało na to, że serial stanie się hitem. Jednak z odcinka na odcinek coraz więcej widzów śledziło dochodzenie prowadzone przez Rusty’ego i Marty’ego. Duża w tym zasługa Matthew McConaughey’a i Woody’ego Harrelsona, którzy stworzyli elektryzujący duet detektywów.

Ich niespieszne filozoficzne rozmowy pobudzały fanów do rozmyślań i dyskusji na forach internetowych. Prześcigali się oni również w wyszukiwaniu pojawiających się na ekranie wskazówek, które pomogłyby im rozwiązać piętrzące się fabularne zagadki. Także krytycy byli wyjątkowo zgodni w ocenie nowego serialu HBO.

Doceniali wysmakowane ujęcia, oszczędną grę Matthew i Woody’ego oraz misternie skonstruowaną fabułę. Dlatego po pierwszym sezonie "Detektyw" został okrzyknięty najbardziej inteligentnym serialem w historii telewizji i nagrodzono go pięcioma statuetkami Emmy.

Inspiracja czy plagiat?

Pół roku po zakończeniu emisji pierwszego sezonu "Detektywa" Nickowi Pizzolato przyszło się zmierzyć z oskarżeniami o plagiat. Uważni widzowie zauważyli bowiem spore zbieżności między słowami wypowiadanymi przez Rusta, a cytatami z powieści Thomasa Ligottiego "The Conspiracy Against The Human Race".

Postawiony pod ścianą Pizzolato stwierdził, że tworząc filozofię życiową Rusty’ego, inspirował się nihilistami - Arthurem Schopenhauerem, Fryderykiem Nietzschem i Emilem Cioranem. Przyznał, że książki Ligottiego są mu znane, lecz nie czerpał z nich cytatów. Zarząd HBO również wydał w tej sprawie oświadczenie - tłumacząc, że idee filozoficzne nie stanowią własności intelektualnej ich autorów, więc w tym przypadku nie ma mowy o plagiacie.

Gwiazdy to nie wszystko

Fanów bardzo ucieszyła wiadomość, że kultowy serial doczeka się drugiej odsłony. Pierwsze kontrowersje pojawiły się jednak już w momencie wyboru obsady. Znowu sięgnięto po aktorów znanych głównie z kinowych produkcji.

Największą gwiazdą miał być Colin Farrell, który ostatni raz na małym ekranie pojawił się 10 lat temu, gdy zagrał gościnnie w jednym z odcinków serialu "Hoży doktorzy". Z mniejszym entuzjazmem przyjęto powierzenie głównych ról Vince’owi Vaughnowi oraz Rachel McAdams.

Widzowie narzekali, że chociaż aktorce nie można odmówić urody, to jej zdolności aktorskie pozostawiają wiele do życzenia. Najmniej znaną twarzą w czołowej czwórce był 34-letni Taylor Kitsh. Chociaż pierwszy odcinek miał niezłą oglądalność, widzowie nie byli zachwyceni. Narzekali na drewnianą grę Vince’a i Rachel oraz brak klimatu typowego dla pierwszego sezonu.

Nagromadzenie wątków sprawia wrażenie, jakby twórcy serialu szli na ilość, a nie jakość. W dodatku reżyserię każdego odcinka powierzono innemu artyście, przez co kolejnym epizodom brak stylistycznej spójności. Plusem drugiej odsłony "Detektywa’ na pewno jest muzyka, a zwłaszcza piosenka tytułowa "Nevermind" wykonana przez Leonarda Cohena. Jednak z odcinka na odcinek oglądalność serialu spada. 


akw

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje