True Blood

Czysta krew

Ocena
serialu
7,4
Dobry
Ocen: 322
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Czysta krew": Przepis na dobry finał

Ostatnie odcinki są jak zerwanie. Przez sezony zacieśniamy związek z serialem. Poznajemy jego mocne i słabe strony, a później przychodzi czas na pożegnanie. Nie zawsze jest to rozstanie w przyjaźni. Co sprawia, że pozytywnie oceniamy koniec produkcji?

Piekielnie trudno jest zadowolić miliony widzów na całym świecie, czekających w napięciu na finał historii, z którą byli związani nawet przez kilka lat. Seriali przybywa, a scenarzyści mają twardy orzech do zgryzienia. Cokolwiek wymyślą, nie wszyscy będą usatysfakcjonowani.

Wieczne szczęście

Reklama

W ostatnim czasie wiele sprzecznych opinii wywołał koniec "Czystej krwi". Po siedmiu latach szokujący serial fantasy o wampirach, pełen zwariowanych postaci, dziwnych wątków i zuchwałych scen seksu dobiegł końca. Scenarzyści zrezygnowali z szaleństwa, poza scenami z zakrwawionym Erikiem podrygującym w rytm piosenki rozbrzmiewającej w aucie, i postawili na zamknięcie opowieści o miłości Sookie i Billa. Nie obyło się bez refleksji o Bogu, rodzinie i tym, co ważne w życiu. Niektórym zabrakło hedonistycznego podejścia do życia, które zachwycało świeżością w pierwszych sezonach.

Następny w kolejce jest ostatni rozdział "Californication". Kto by przypuszczał, że Hank Moody zmięknie, zdoła trochę uporządkować rozwiązłe życie i skończy u boku Karen, swej największej muzy? Brzmi fajnie, ale bez fajerwerków. Podniosły się głosy, że to zbyt szczęśliwy finał dla tak wiarołomnego bohatera.

Sprawiedliwość?


Skoro "happy end" nie zawsze jest satysfakcjonujący, to co? Najlepiej przyjęty w ostatnich latach został finał "Breaking Bad". Walter White, chemik, który zmienił się w bezlitosnego narkotykowego bossa, skończył z kulką pod żebrami płacąc życiem za swoje przestępstwa. Zdołał przy tym uratować wspólnika. Słodko-gorzkie zamknięcie doskonale opowiedzianej historii. Znów pojawiły się głosy, że Heisenberg powinien zgnić w więzieniu.

Co jednak mają powiedzieć fani "Dextera"? Morgan stracił siostrę, odseparował się od syna i skończył... jako drwal, czym scenarzyści serdecznie rozzłościli fanów.

Do tej pory widzowie zadają sobie pytanie, co chcieli osiągnąć twórcy?

Podobne pytania dręczą wielbicieli "Jak poznałem waszą matkę". Dziewięć sezonów czekania na poznanie wybranki serca Teda Mosby’ego, by dowiedzieć się, że ich małżeństwo trwało tak krótko?! Na szczęście na upust frustracji można pozwolić sobie w Internecie.

Zaś ci, którzy oglądali "Rodzinę Soprano" byli przekonani, że coś się stało z telewizorem, gdy w kluczowym momencie nagle pojawia się czarny ekran. Tu jednak można snuć domysły, co stało się z Tonym i jego rodziną.

Mniej szczęścia mają fani "Lostów", którzy w dwugodzinnym finale dowiedzieli się, że ich ulubieńcy nie żyją i są w czyśćcu. Mnożące się wątki, tajemnice wyspy, mitologia... wszystko na nic. I choć o tym finale chcielibyśmy zapomnieć, to nadal uparcie do niego wracamy.

W czym problem?


Jaki jest więc przepis na dobry finał? Trudno o złoty środek. Twórcy czasem muszą wybierać między spełnianiem oczekiwań widzów a wiernością swojej kreacji. Efekty oceniamy błyskawicznie. Satysfakcja po obejrzeniu finału ulubionego serialu to sprawa indywidualna. My w "Świecie Seriali" cenimy zakończenia pozwalające nam spokojnie zasnąć.

Te seriale odkładamy na półkę niczym dobrą książkę i polecamy znajomym. Nie rozpamiętujemy "happy endów", a wracamy do tych, które pozostawiły w nas niedosyt, miejsce na domysły. One sprawiły, że nie potrafimy o nich zapomnieć.

Dowiedz się więcej na temat: Czysta krew | Californication | Breaking Bad | Lost: Zagubieni

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje